sobota, 27 sierpnia 2022

Wewnętrzna pustka...

 


Od czasu do czasu pojawia się przytłaczające poczucie pustki. Wrażenie, że wszystko, co do tej pory osiągnęłam w zasadzie nie ma żadnego większego sensu, a przyszłość delikatnie ujmując rysuje się w nijakich barwach. Niby wszystko jest ok ... tylko  dlaczego czuję się jak ten gość powyżej?  



Zbudowana jestem z ran...

 

                                              Arek Szwed

Tak sobie myślę, że moje pogodzenie się z przeszłością postępowało wraz z uświadomieniem sobie, że nie byłabym osobą taką jaką jestem bez swoich doświadczeń, strat, ran i głębokiego smutku, który jest przecież nieodłącznym elementem życia nie tylko mojego, ale każdego z nas. Nasze przeżycia kształtują nas. Oscar Wilde powiedział, że nie kochamy kogoś ze względu na jego wygląd czy ubranie, ale dlatego, że śpiewa piosenkę, którą tylko my słyszymy. Każdy mógł słuchać , ale różnie  rozumieć. W tym sensie "śpiewam" dla każdego z nas coś zupełnie innego. 

Wracając do tematu: oczywiście nie zawsze trudne dzieciństwo czy młodość- tłamszą wszystko, bywa i tak, że traumatyczne dzieciństwo bywa kluczem twórczej przyszłości. Jak wielu wiadomo sławni dowódcy, odkrywcy, kompozytorzy, rewolucjoniści, aktorzy i wokaliści, malarze i naukowcy często miewają jedną wspólną cechę – jako dzieci nie zaznali szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa. Byli bici, wykorzystywani seksualnie, torturowani, głodzeni, zaniedbywani. Wniosek...jeśli takie przeżycia nie złamią w kimś ducha, to mogą wyrobić w nim niesamowitą siłę woli,  umiejętność odbijania się od dna, pragnienie przetrwania i wyrwania się w górę za wszelką cenę. Tak więc czasem dzieciństwo, które powinno było zmiażdżyć, sprawiło, że osobnikowi urosły skrzydła. Naumiał się przetwarzać własny ból, samotność, tęsknotę, niedokochanie np na fantastyczne teksty, obrazy, osiągnięcia na różnych polach.  Co nie oznacza , że ludzie ci całkowicie uwolnili się od toksycznej przeszłości. Psycholodzy piszą o skutkach,  o długotrwałych następstwach traumatycznego dzieciństwa: lęku, zaburzeniach nastroju, poczuciu winy, bezsilności, wstydu, straty, złości, wrogości. A terapeuci ciągle mają co robić. Niestety niesterapeutyzowane traumatyczne dzieciństwo często wlecze się za człowiekiem i utrudnia mu życie także na etapie dorosłości. Bo gdy przykładowo jako bezbronny dzieciak tracisz miłość matki, jest tak, jakby ktoś zerwał z ciebie ciepły kocyk, który cię chronił. Bywa, że nigdy nie przestaje być ci zimno... 

sobota, 20 sierpnia 2022

Każdy widzi to, co chce...

 

                                         Taniec dwóch osób - ale każdy widzi to co chce.

Przypowieść na sobotę :

- Nigdy tu nie byłem. Powiedz mi, staruszku, jacy ludzie mieszkają w tym mieście? Starzec odpowiedział mu pytaniem. ⠀

- A jacy ludzie byli w mieście, z którego wyjechałeś?

- Byli samolubnymi i złymi ludźmi. Właśnie dlatego stamtąd chętnie wyjechałem.

- Tutaj spotkasz dokładnie takich samych - odpowiedział mu starzec. ⠀

Nieco później inna osoba podeszła do tego miejsca i zadała to samo pytanie:

- Właśnie przybyłem. Powiedz mi, ojcze, jacy ludzie mieszkają w tym mieście?

Starzec odpowiedział w ten sam sposób.

- Powiedz mi, synu, jak zachowywali się ludzie w mieście, z którego pochodziłeś?

- Och, to były miłe, gościnne i szlachetne dusze! Mam tam jeszcze wielu przyjaciół i nie było mi łatwo się z nimi rozstać.

– Tutaj znajdziesz to samo – odparł starzec. ⠀

Całą scenę obserwował mieszczanin zajęty swoim wózkiem. Podszedł do starca i zapytał:

- Dlaczego powiedziałeś jednemu, że mieszkają tu złoczyńcy, a drugiemu, że mieszkają tu dobrzy ludzie?

- Wszędzie są dobrzy i źli ludzie, – odpowiedział starzec. - Tyle, że każdy znajduje tylko to, czego umie szukać...

Świat jaki jest, każdy widzi...

Tak brzmi złota zasada zdrowego rozsądku. Doprawdy? Świat, jaki jest, każdy widzi? Każdy zapewne, jeśli tylko nic nie stoi na przeszkodzie, widzi, że świat jest, ale czy każdy widzi, jaki ten świat jest? Oczywiście, że nie. Bo nie żyjemy w jednym świecie, lecz w wielu, które często nie mają ze sobą nic wspólnego. Dla jednych świat jest piekłem, dla innych niebem. Dla jednych tylko cienką błoną rozpiętą nad przerażającą otchłanią, dla drugich twardym gruntem, na którym rosną ich nadzieje. Dla jednych przesłania swoimi widzialnymi formami niewidzialne tło, dla drugich niczego poza swoją powierzchnią nie skrywa. Jedni ufają, że ta niewidzialna siła im sprzyja, drudzy obarczają ją wszystkimi możliwymi grzechami. Inni jeszcze, mniej zapewne liczni, nie widzą poza światem widzialnym niczego, co mogłoby im wyjaśnić znaczenie ich własnego życia. Jeśli, oczywiście, takiego wyjaśnienia się domagają, czego nie można wszelako zakładać...

czwartek, 18 sierpnia 2022

Nigdy nie bądź zależna od mężczyzny...


  Współczesne kobiety to z pewnością kobiety sukcesu na wielu frontach. Kobiety przedsiębiorcze, rodzinne i przywiązane do wolności. Ale jest jeszcze wiele przemilczanych kwestii, codziennych problemów i realnych wyzwań, mentalnych zaniedbań, z którymi kobiety muszą się mierzyć. 

Chyba czas napisać dla dziewczynek nowe bajki, bo te z księciem na białym koniu mogą je wpędzić w tarapaty. Życie nie jest romantyczne. Nie jest filmem ani bajką. Jeśli ktoś tak myśli, czas na pobudkę. Niestety nadal nie jedna kobieta marzy o bogatym "królewiczu", który będzie ją utrzymywał a ona w zamian będzie jego ozdobą, potem ewentualnie urodzi mu dzieci, zaopiekuje się nimi i nim samym,  i...  będą żyli długo i szczęśliwie. Cóż , jeśli marzenie się ziści a czasem niektórym się ziszcza wtedy taka kobieta staje się utrzymanką pana męża. A życie płynie i pisze swoje scenariusze...nie koniecznie zawsze te szczęśliwe. Sytuacja życiowa bywa zmienną. A wtedy żona "księcia", z księżnej udzielnej może łatwo przeistoczyć się w niewolnicę swego pana jako, że równoprawną partnerką nigdy nie była.  Wiele kobiet nie decyduje się w takich trudnych sytuacjach na rozwód, bo by sobie nie poradziły finansowo z utrzymaniem siebie i dzieci. Bo np. przywykły też do pewnego standardu życia, którego same sobie nie są wstanie zapewnić. Idą więc na kompromisy, godzą się na przemoc psychiczną, werbalną, fizyczną i ekonomiczną przede wszystkim. Zapytałam kiedyś moją koleżankę: dlaczego go nie zostawisz skoro jest tak źle ?  Odpowiedziała: - "Ale co ja mam zrobić? Jak ja sobie poradzę sama z dziećmi? NIE MAM WYJŚCIA" . Przy okazji trzeba też wspomnieć, że alimenty to nie prezenty i zawsze trzeba o nie dla dzieci walczyć. Dlatego wciąż wiele kobiet godzi się na złe traktowanie, upokorzenia, w obawie przed "odcięciem od kasy", bo wszystko postawiły na jedną kartę i są zależne od swojego partnera. Oczywiście OPIEKA NAD DOMEM I DZIEĆMI TO TEŻ JEST PRACA i kobieta temu się poświęcająca nie powinna być traktowana jak "utrzymanka" zależna od mężczyzny. Tyle, że teoria sobie a życie sobie.  Warto więc być przezorną i zadbać o swoje środki finansowe ze wspólnego budżetu, bo jak wiadomo różnie w życiu bywa. Rozwód, śmierć partnera, nagła zmiana sytuacji, cokolwiek. Nic nie trwa wiecznie i dlatego rozsądek nakazuje brać pod uwagę ewentualne zagrożenia by w przyszłości nie obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku. Myślę, że prosta zasada jest i w tym przypadku ciągle przydatna : Zawsze licz przede wszystkim na siebie. 

I pamiętaj, że własne pieniądze a i owszem, dają szczęście. Pod warunkiem, że są mądrze wydawane, zagospodarowane. 

Bo dają niezależność. Możliwość wyboru. WOLNOŚĆ.

środa, 17 sierpnia 2022

Pobimbać sobie trochę...

 


Nicnierobić, bujać w obłokach, myśleć o niebieskich migdałach… zbijać bąki…po prostu leniuchować. Jedni się zaraz oburzą, no bo jak to! Kto to widział ! A inni się uśmiechną na wspomnienie tych chwil bo wiedzą, że to był wyjątkowo udany czas. Rozumieją, że nicnierobienie to sztuka życia. Oczywiście nie mówię tu o takich ludziach, którzy non stop nic nie robią, którzy po prostu snują się przez życie: wstają, jedzą, idą do pracy, wracają, jedzą, idą spać, o czymś tam może myślą, ale głównie są bezmyślni, i nie jest to u nich filozoficzna bezmyślność...oni są wewnętrznie puści - po prostu.  Mówimy o tej większości ludzi, którzy zwykle zasuwają, pędzą i się strasznie starają. Bardzo się skupiają na tym, by osiągać, osiągać, osiągać. I udowadniać, udowadniać, udowadniać. Robić, robić, robić. Mają taki wewnętrzny przymus, żeby być bez przerwy czynnym, produktywnym i aktywnym. Tylko w ten sposób czują się potrzebni i istotni. Nawet jak biega niby dla zdrowia i przyjemności to np słucha podcastów albo uczy się języka - by mieć poczucie, że nie biegł bezproduktywnie. Oczywiście to wszystko jest bardzo pożyteczne, pod warunkiem że momenty aktywności są poprzedzielane: spokojem, ciszą, odpoczynkiem, relaksem, lenistwem, byciem z samym sobą. À propos lenistwa – utarło się, że jest niezdrowe i niekorzystne, że człowiek popada w apatię… To nie prawda. Jeśli człowiek stale coś robi, to pomiędzy to robienie musi wkładać właśnie nierobienie. Dłużej się żyje, jeśli prowadzi się taki płodozmian. Nie można się przez cały czas napinać i skupiać – bo po jakimś czasie się wypalasz, bo nie dasz rady tak długo ciągnąć. A poza tym kiedy robisz i robisz, to po jakimś czasie przestaje sprawiać ci to przyjemność. A przyjemnością jest stęsknić się do swojej pracy.  Kiedy odpoczywamy, ładujemy się jak nie przymierzając komórka. Człowiek jest bogaty wtedy, gdy nie musi cały czas robić czegoś, co jest widoczne na zewnątrz i co jest na zewnątrz skierowane,  tylko robi też rzeczy związane z wewnętrzem, czyli wspomina, marzy / nawet o niebieskich migdałach /, planuje, myśli o czymś, co go odciąga od codzienności. Każdy potrzebuje odmiany, odświeżenia, nowości. Lenistwo jest czymś, co robimy tylko dla siebie, jest dla nas bardzo korzystne i może być twórcze. Podsumowując. Lenistwo jest tak długo dla nas zdrowe, jak długo jest przyjemne. Jeśli się cieszysz, że nic nie robisz, to znaczy, że lenistwo ci służy, że jest ci zwyczajnie potrzebne... 

wtorek, 16 sierpnia 2022

Człowieku nie tnij gałęzi na której siedzisz - to głos wołającego na puszczy...

 


Moc człowieka ma być w tym, że się umiejętnie wtapia w przyrodę,                           współistnieje z nią a nie, że ją ujarzmia i niszczy...

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Nasze okna...



"Do nowego domu wprowadziła się młoda para. Następnego ranka, gdy jedli śniadanie, młoda kobieta zobaczyła przez okno, jak jej sąsiadka wiesza pranie na zewnątrz.
-To pranie nie jest zbyt czyste. Widać, nasza sąsiadka nie wie, jak prawidłowo prać. Może potrzebuje lepszego proszku lub płynu do prania.
Jej mąż patrzył, milczał.
Za każdym razem, gdy sąsiadka wieszała pranie na sznurze na zewnątrz, młoda kobieta powtarzała swe komentarze.
Jakiś miesiąc później, jakież było zdziwienie kobiety na widok ładnego, czystego prania na sznurze sąsiadów.
Rzekła do męża:
-Słuchaj, nasza sąsiadka w końcu nauczyła się prawidłowo prać. Ciekawe kto ją tego nauczył, jej pranie wygląda naprawdę świeżo.
Mąż odpowiedział nieoczekiwanie:
-Wiesz, wstałem dziś wcześnie rano i umyłem nasze okna.
***
Tak to jest w życiu…
To, co widzimy, obserwując innych, zależy od przejrzystości okna, przez które patrzymy."
*Autor nieznany

niedziela, 31 lipca 2022

Syndrom Atlasa...

  Mityczny Atlas, ukarany przez Zeusa, musi na wieki dźwigać sklepienie niebieskie. Współczesny Atlas jest silny za siebie i za innych, wciąż czujny, zawsze ofiarny, ale też nieustannie samotny i niespełniony. Jest przykładem na to, że to, co nas nie zabija, niekoniecznie nas wzmacnia... niestety rozsądek i heroiczna postawa, tak cenione w naszej kulturze, ostatecznie nie tylko nie muszą być nagrodzone, ale w istocie mogą stać się źródłem upadku i zwątpienia.

Kobiety często uprawiają dyscyplinę, którą nazwałabym wytrzymywaniem. I niczym mityczny Atlas biorą na swoje barki i dźwigają ciężary ponad miarę. Często mówiły mi o swoim despotycznym albo uzależnionym mężu, albo wytrzymywaniu mizoginicznych dowcipów, albo o totalnie nieproporcjonalnym przeciążeniu codziennością, o tym, że mają wszystko na swojej głowie. Bardzo często jest tak, że kobieta zaczyna mówić też o psychopatycznej szefowej, czy szefie, o dyskomforcie, po czym w którymś momencie takiej rozmowy ściąga sobie cugle i mówi: "Ale nic to, wytrzymam, dam radę, bo jak nie ja to kto ? " A ja pytam : w imię czego się to odbywa Kobieto? Ano w imię utraty siebie, swoich granic, wolności, w imię wymuszenia życia wedle cudzego przepisu, które nas unieszczęśliwia. Przeglądałam niedawno artykuł o domach seniora. Ktoś, kto tam mieszkał powiedział: "jak nie masz córki, to nie masz dziecka", bo to głównie córki przejmują odpowiedzialność nad chorymi, starzejącymi się rodzicami, nad niepełnosprawnymi dziećmi czy innymi członkami rodziny. Pełno jest wokół tego "wytrzymywania", "poświęcania" nawet w dostatnim świecie.  Kobiety, które jeżdżą na zagraniczne urlopy, mają mnóstwo osiągnięć, zarabiają kilka krotność średniej krajowej też nie są od tego wolne - codzienność dużej części z nich i tak jest związana z wytrzymywaniem. A przecież tak naprawdę nie musi być.  Nie musisz wytrzymywać... jedyne co musisz to jeść, pić, sikać, spać i oddychać.  Zacznij więc mówić do siebie językiem wyboru a nie przymusu. Czuj się w swoim życiu sprawcza, a nie tylko przedmiotem różnych powinności. Stań się bardziej  świadoma własnych potrzeb i zadbaj o nie.

 Jung powiedział, że pierwszą połowę życia przeżywamy orientując się na świat zewnętrzny, a gdzieś w połowie życia robimy ruch introwertyczny, czyli idziemy ku sobie, do środka. Faktycznie, mniej więcej w połowie życia orientujemy się, że trzeba sobie zadać fundamentalne pytanie "czego ja chcę" . I na ile to, w jaki sposób do tej pory żyłam, jest moje. To niekoniecznie musi zaraz oznaczać zmiany fabularne, że jedynym możliwym ruchem jest to, że kupuję bacówkę i przerabiam ją na pensjonat. Mogę zostać w tych samych okolicznościach ale szukać swojego własnego kierunku, w którym chcę podążać. 

          
                Jeżeli wiesz co chcesz zrobić to możesz zrobić to co chcesz...

Puste gesty...

 Papież Franciszek podczas "pokutnej pielgrzymki " w Kanadzie "przeprosił " za zło popełnione przez chrześcijan wobec tamtejszej rdzennej ludności i poprosił o ich przebaczenie. Myślę , że tak naprawdę przebaczenia nie uzyskał - zbyt długo trzeba było o te przeprosiny zabiegać. A takiego ogromu zła trudno zapomnieć. Papież, wygłosił parę okrągłych zdań, pustych frazesów, poudawał , że mu przykro, że boleje razem z nimi, prawie posypał głowę popiołem... i po sprawie. Chwila medialnego teatru i załatwione. Oczywiście archiwa papieskie nadal pozostaną tajne, a o zadośćuczynieniu tym narodom nawet się nie zająknął.  Tyle jest warte życie ludzkie, tak afirmowane przez Kościół. 

A przecież to nie jedyne zło i nie jedyne ofiary Kościoła na świecie... dlaczego tym, którzy na co dzień mają gęby pełne frazesów o miłości bliźniego,  o miłosierdziu, o pokorze  itp. tak trudno przyznać się do zła, które uczynili, które czynią ?  Dlaczego ciągle pozostają BEZKARNI ?


sobota, 30 lipca 2022

Życie w strachu... polski czyściec

 Odkąd pamiętam żyło się w strachu ale gdy założyłam rodzinę i doświadczyłam odpowiedzialności za innych lęk zyskał nowe oblicze. Stał się lękiem o jutro. Jako jedyny żywiciel rodziny zawsze bałam się czy wszystkiemu podołam, czy ogarnę, bałam się o zdrowie dzieci i swoje, o dach nad głową, o to czy wystarczy na leki, czy opłacę wszystkie rachunki, czy będzie za co wykupić przydział węgla, czy utrzymam pracę, czy będzie za co kupić buty i odzież na zimę dla dzieci, czy nie skończę jako bezdomna pod przysłowiowym mostem. Bałam się przede wszystkim o pieniądze. Z tego powodu pracowałam dużo, bardzo dużo. Mimo to półtora etatu pozwalało mi jedynie by bez szaleństw przetrwać z rodziną od pierwszego do pierwszego. Na takich dylematach minęła znakomita część życia. Dziś dzieci są na swoim a ja jestem samotną emerytką zdaną na łaskę i niełaskę ZUS-u . I jak się okazuje i w jesieni życia nie mogę liczyć na normalność. Do każdej emerytury doklejony jest świeży pakiet lęków.  Patrząc na życie z dystansu przeżytych lat i zdobytego doświadczenia stwierdzam, że w tym kraju nie da się inaczej. Znowu uczuciem, z którym witam każdy dzień, jest lęk. Nie lubię okazywać słabości, nigdy nie byłam na niczyim garnuszku.  Owszem wiem, że inni też tak mają, że większość ludzi ma prawdziwe powody, aby się bać... ale to mnie nie nie pociesza. Powiem więcej czuję złość a nawet gniew w obliczu rzeczywistości jaką nam zmajstrowano. Jestem wściekła , że kolejny raz zawracam do PRL-u.

Nieszczęść trapiących ten kraj nawet nie chce mi się wymieniać, dość powiedzieć, że niemal wszyscy, których spotykam, nie wiedzą, z czego będą żyli i czy przyjmie ich lekarz, czy wykupią leki, czy wystarczy na przeżycie. Boją się. Zagryzają zęby. Robią dobrą minę do złej gry. Bo tak trzeba... czy naprawdę tak trzeba ?  

Staliśmy się wspólnotą lęku. A radość jak cukier, stała się towarem reglamentowanym...


Rozmyślania o wojnie...

 WOJNA...

Życie w zasadzie ograniczone do wegetacji i podstawowych instynktów. Pokonać wroga, by samemu nie zostać pokonanym. Zabić, żeby samemu nie zginąć. W zasadzie nikogo nie interesują stosowane metody, o ile te przynoszą zadowalające efekty. Zło łatwo staje się dobrem, jeśli służy dobru wspólnemu. Bezpieczeństwu, równowadze sił, demokracji, prawom człowieka, racji stanu czy jak tam sobie władza ubierze to w słowa i ponazywa. Najczęściej jest to tzw. interes państwa.    A ten jest zawsze niezmienny: wycisnąć jak najwięcej z ujarzmionych narodów, eksploatować zaprzyjaźnione kraje, sprzedawać jak najwięcej broni tym, których na nią nie stać. Siać wiatr, żeby ktoś inny musiał zbierać burzę... i mógł robić pieniądze.

Niestety wojna to nie tylko wielkie bitwy, czy mniejsze potyczki to także losy ludzi. Również, a może przede wszystkim losy ludności cywilnej, która doświadcza i bombardowań, i głodu, i mordów, i gwałtu, i śmierci bliskich, i cierpienia z odniesionych ran, i braku żywności, i utraty domu, i przesiedleń czy emigracji… Ten ogrom cierpienia ludzi ma zawsze wielki zasięg. To ogromna trauma. Tymczasem mam wrażenie, że trauma wojenna tych ludzi w zasadzie nikogo nie obchodzi. Tak jak i to , że po traumatyczny stres z nie załatwioną sprawą cierpień wyniesionych z wojny będzie niesiony przez kolejne pokolenia. Będzie czynił je łatwym łupem dla kolejnych demagogów, którzy dla swoich interesów postarają się to wykorzystać. Albowiem nieuznana trauma jest zawsze źródłem wielkiego cierpienia. Emocji związanych z lękiem, poczuciem bezsilności, także gniewem. To tkwi w ludziach, jest przekazywane kolejnym pokoleniom i nie wróży dobrze na przyszłość. Bowiem partie populistyczne jak wiemy i obserwujemy nawet na naszym podwórku, chętnie odwołują się do tych emocji i oferują prosty obraz świata z podziałem na naszych - dobrych, i innych - złych. I znajdują posłuch i najogólniej ujmując tym sposobem powstają kolejne zarzewia kolejnych konfliktów ... 

środa, 27 lipca 2022

Opowiastka z morałem...

 

" Kilku absolwentów prestiżowej uczelni, którzy zrobili błyskotliwą karierę, odwiedziło swojego starego profesora. Oczywiście, w oczekiwaniu na kawę, rozpoczęła się dyskusja o pracy. 

Młodzi ludzie narzekali na problemy życiowe i piętrzące się trudności.

Profesor przyniósł kawę w dzbanku oraz tacę, na której stały przeróżne filiżanki i kubki – porcelanowe, szklane, fajansowe, plastikowe, kryształowe. Zwyczajne i bardzo drogie, wyszukane, wyszczerbione i takie, które na pewno kosztowały fortunę.

Kiedy goście wybrali sobie filiżankę, profesor powiedział:

- Jak pewnie zauważyliście, wszystkie drogie i piękne filiżanki zostały przez was zagospodarowane. Nikt z was nie wybrał zwykłego taniego kubka. Życzenie posiadania jedynie tego, co najlepsze jest źródłem wszystkich waszych problemów. Powinniście zrozumieć, że naczynie samo w sobie nie czyni kawy lepszej. Niekiedy jest ono po prostu droższe, a niekiedy nawet ukrywa to, co z niego pijemy. Przecież mieliście ochotę na kawę – nie na filiżankę. Jednak świadomie wybraliście najznakomitsze filiżanki. A potem jeszcze zerkaliście ukradkiem kto wziął jaką. Kochani, życie – to kawa.

A praca, pieniądze, stanowisko, status – to filiżanki. 

To są jedynie naczynia, w których przechowujecie życie. Posiadane naczynie nie określa i nie zmienia jakości samego życia.

Czasami koncentrując się na filiżance, przestajemy rozkoszować się smakiem kawy. Pijcie z przyjemnością swoją kawę, doceńcie jej smak! Najbardziej szczęśliwi ludzie nie posiadają wszystkiego co najlepsze. Oni jedynie wydobywają wszystko, co najlepsze, z tego, co posiadają. "

/Znalezione w necie /

poniedziałek, 25 lipca 2022

Małe radości, drobne gesty, zachwyt nad tym, co niepozorne, ale znaczące... żyj dzisiaj!

 

Czy małe radości są potrzebne do życia ? 

Czy można czuć radość, gdy na świecie dzieje się źle? Nie tylko można, ale trzeba! Poranna kawa, muzyka, taniec, bycie z ludźmi, czytanie książki w łóżku, dobry film, teatr, opera, długi spacer, robienie zdjęć, podróże, jazda bez celu samochodem, obserwowanie zachowań ludzi i przyrody, gapienie się w niebo, hodowanie roślin, rozmowa z kwiatami, zabawa z psem. Czasami mam ochotę na totalną samotność i zanurzenie się w swoim spokoju, a innym razem na interakcję, wymianę myśli i doświadczeń z innymi. To tylko jakaś część moich małych radości, bez których przestałabym się uśmiechać, życie straciłoby kolor i stałoby się trudne do zniesienia. Oczywiście ani inflacji ani wojny nie zatrzymamy, ale jest coś, na co mamy wpływ. Otóż mamy wpływ na nasze samopoczucie. Udowodniono naukowo, że tym, co nas w tej kwestii ratuje, są małe radości. Każdy z nas ma swoje ulubione. Podzielcie się proszę przykładami waszych małych radości, z pomocą których rozjaśniacie sobie codzienność i poprawiacie nastrój ...


sobota, 23 lipca 2022

Najtrudniej być sobą ...

 



Wyobraź sobie, że patrzysz w lustro i zamiast siebie widzisz tam obcą twarz? Co czujesz?

Trzeba mieć świadomość, że operacja plastyczna nawet jeśli prowadzi do korzystnej zmiany, to jednocześnie może zaburzyć poczucie własnej tożsamości, gdyż człowiek przez wiele lat żył, wyglądając inaczej.

Nadmierne gloryfikowanie piękna i witalności ludzkiego ciała jest charakterystyczną tendencją współczesnych społeczeństw. Skłonność taką na przestrzeni dziejów ludzie przejawiali zawsze, wydaje się jednak, że obecnie stale zyskuje ona na sile i dochodzi do absurdu. Uzależnienie od operacji plastycznych, ostrzykiwania się itp jest chorobą taką samą jak uzależnienie od hazardu czy narkotyków i tak jak w przypadku innych uzależnień wiąże się z brakiem akceptacji samego siebie. Zacznę od tego, że nasze twarze z natury są niepowtarzalne, oceniamy się po twarzach, zapamiętujemy się po twarzach. Mamy tak doskonały detektor oceniania twarzy, jak pies węch. Każdy Obserwator dostrzeże brak naturalnych proporcji. Bo nawet jeżeli mamy na twarzy coś, co nie wpisuje się w "prawidłowe", podręcznikowe proporcje, to jest to zawsze NATURALNA PROPORCJA – a ona głównie stanowi o tym, że się różnimy. Nie kolor, nie kształt, nie makijaż, tylko PROPORCJA. Więc jeśli myślisz, że "świat" się nie dopatrzy, że "majdrowałeś" przy swojej twarzy to się mylisz. Po każdorazowym "gmeraniu" w twarzy proporcje są zaburzone, fałszywe. Zakłamana jest jej autentyczność. Taka twarz jest twarzą popsutą. I nie ukrywajmy, każdy obserwator wyłapie "fałszywą twarz"- czyli taką przy której "majstrowano". Dlaczego? Dlatego że mamy w sobie mechanizm / automatyzm wręcz /, rozpoznawania fałszu i prawdy – to w niektórych okolicznościach jest kwestią przeżycia. Gdybyśmy nie mieli tej cechy – nie rozróżnialibyśmy jawy od snu. Nasze ciało to cenny, absolutnie wyjątkowy, naturalnie indywidualny dar. Nie szanując ciała z powodu (zawsze) tymczasowego kaprysu – bardzo siebie krzywdzimy. O czym zwykle przekonujemy się dopiero po czasie... Wszelkie operacje plastyczne, czy nawet wstrzykiwanie kwasu hialuronowego lub botoksu nie robią twarzy dobrze. Wręcz przeciwnie, głęboko niszczą tkanki, a im częściej są stosowane, tym bardziej to widać. Tymczasem mamy do czynienia z "facepatologią" na masową skalę. Biznes się kręci...zachęceni i zaślepieni spektakularnymi metamorfozami klienci walą drzwiami i oknami. O skutkach czy to zdrowotnych czy psychicznych mało kto myśli. Liczy się tylko ten pierwszy efekt "wow". A potem ? A potem, będzie potem. Niestety człowiek to skomplikowana istota... z czego on sam nie zawsze w porę zdaje sobie sprawę. No cóż, nie jesteśmy posiadaczami jedynie ciała fizycznego, otula nas woal naszych myśli, emocji i innych zacnych subtelności – nasza psyche po prostu. Warto więc uzmysłowić sobie, że jeżeli "gmeramy" w twarzy, a nie posprzątamy wcześniej w głowie i sercu i wszystkich innych zakamarkach naszej duszy, w których mieszka NIEDOWARTOŚCIOWANIE – to będzie problem. To jest tak, jakby wytatuować sobie na czole – mam kompleks. Chcę przez to powiedzieć, że można poprawić sobie nastrój i wygląd nie koniecznie używając do tego skalpela, lasera czy igieł , ale poprzez pracę nad swoimi emocjami, poprzez zdrowy makijaż i przyjmowanie upływ czasu z godnością, która jest również wyrazem odporności na medialną manipulację, że coś z nami jest nie tak i musimy to poprawić. Naturalne metody odmładzania to najlepsze, co można zafundować swojej twarzy. Nie będzie ona wyglądała jak sztuczna maska, nie straci mimiki, uśmiech będzie naturalny, nie będzie z czasem dziwnie kontrastować z resztą ciała. Czasem twarz się zmarszczy to tu to tam? I co z tego? Zmarszczki pokazują, że żyjesz , są zapisem tego co przeżywasz.To Twoja prawdziwa i jakże osobista twarz. Cenny oryginał, który odróżnia Cię od pooperacyjnych falsyfikatów. A więc twarzy, które przestają przypominać pierwowzór, twarzy, które wyglądają identycznie – identycznie sztucznie.

Słowa, które się nie dezaktualizują...