poniedziałek, 20 kwietnia 2026

W górach jeszcze śnieg ...


 Fot. własne 

Szczyty Karkonoszy ciągle w śniegu a dookoła wszystko się zieleni i kwitnie ... po prostu wiosna . 

Jawor ...

 


Fot. własne 

Jawor to miasto w województwie dolnośląskim z bogatą historią sięgającą XI wieku, położone nad Nysą Szaloną... 

Zamek w Roztoce...

Fot własne 

Zamek w Roztoce /wieś w gm Dobromierz/. Zabytkowy zespół składa się z okazałych budowli rezydencjonalnych położonych w otoczeniu parku krajobrazowego i ogrodu w stylu francuskim. Miejsce to jest połączeniem fascynującej historii, pięknej architektury i urokliwej przyrody. Wpadnijcie tu przy okazji ...

Pałac Morawa...


 Fot. własne

Neoklasycystyczny pałac we wsi Morawa /pow. świdnicki/ wybudowany w 1873 roku ...wart zobaczenia ...

Po ostatnich ciężkich wpisach nieco oddechu ... wybrałam się w teren by przewietrzyć głowę i zachłysnąć się wiosną.

piątek, 17 kwietnia 2026

Tak sobie myślę, że...


  Człowiek jest istotą zdolną do największego zła jeśli tylko ubierze je w "dostatecznie błyszczący kostium", jest zdolny do potwornych czynów, jeśli tylko potrafi je przed samym sobą i innymi uzasadnić – krótko mówiąc "ubrać w kostium" wyższych celów, takich jak "postęp", "nauka", "dobro wyższe" czy "misja".  A wtedy niemoralne czyny są racjonalizowane i ukrywane pod maską szczytnych haseł, tradycji lub tzw. "wyższego dobra", "konieczności dziejowej", "sprawiedliwości", "bezpieczeństwa" itp. Zło rzadko występuje w czystej postaci lepiej się "sprzedaje w ładnym opakowaniu" dlatego... zazwyczaj potrzebuje "kostiumu" czyli " fajnego przebrania" – ideologii, propagandy, czy usprawiedliwienia / np." to dla dobra ogółu"/, aby człowiek mógł czynione zło zaakceptować i dalej realizować. Ubiera więc najbardziej potworne czyny w szaty konieczności, obowiązku czy wręcz cnoty a własna pycha i hipokryzja pozwalają mu zamaskować nawet największe zło, czyniąc je "wystarczająco błyszczącym", by stało się też akceptowalne społecznie. Te "fajnie błyszczące" narracje usprawiedliwiające zło często przybierają formę atrakcyjnych, spójnych opowieści, które nadają krzywdzie pozory wyższego celu, konieczności dziejowej, bezpieczeństwa lub wyższej sprawiedliwości. Celowo dehumanizują ofiary, sprawiając, że krzywda staje się dla sprawców i ich popleczników mało widoczna lub moralnie akceptowalna a oni sami wierzą, że czynią dobro, że realizują szczytne cele uważają się za dobrych i co za tym nie czują odpowiedzialności... za swoje czyny. 


wtorek, 14 kwietnia 2026

Rzeczywistość bywa bolesna...

 

Zacznę od bajeczki A.S.Przepieździeckiego: Daleko, daleko za siedmioma górami za siedmioma rzekami i za siedmioma morzami mieszkała piękna jak róża i niewinna jak lilija królewna która często mówiła: O kurwa mać jakżesz ode mnie jest wszędzie daleko. Królewna tak była przygnębiona tymi odległościami, że nie chodziła ani do fryzjera ani do kosmetyczki ani nawet, co zakrawa na zupełną niemożliwość, nie chodziła do krawcowej. Ta nieszczęśliwa królewna pewnego razu spacerując po pałacowych ogrodach spotkała siedzącego pod drzewem starego, ubogiego mędrca, który jak to w bajkach i tylko w bajkach bywa, był niezwykle szczęśliwy i ciągle się uśmiechał. — Z czego tak się cieszysz stary wyleniały koźle? — zapytała nieszczęśliwa królewna.

- Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ mieszkam tak daleko od swoich bliźnich, że nie mogą oni mnie ani po cichutku okradać, ani oszukiwać ani, za pomocą aparatu państwowego, nie mogą mnie rabować w sposób jawny a bezczelny. Nie mogą mi także do znudzenia ględzić, że jestem dzięki nim szczęśliwy pozostawiając sprawę mego szczęścia wyłącznie mnie. — Wielce szanowny staruszku — przemówiła zawstydzona królewna — bardzo cię przepraszam. Co prawda wyglądasz rzeczywiście na starego capa, ale mądrości w tobie jest tyle ile urody we mnie. Ponieważ dobrze by było żebym oprócz urody miała trochę rozumu w głowie, więc powiedz mi jak to jest, że to co jest dla mnie przyczyną udręki, stanowi dla ciebie powód do zadowolenia.

— Po prostu powinnaś obiektywnie patrzeć na rzeczywistość. Na pewno jest niewygodnie daleko jeździć do fryzjera i kosmetyczki, ale dzięki temu, że mieszkasz tak daleko od centrów cywilizacji możesz zbudować społeczeństwo w którym nie będzie tego wszystkiego co zatruwa ludziom życie w tamtym dalekim społeczeństwie.

Koniec bajki — morał oczywisty: w bajkach można zbudować ludziom szczęście.

Rzeczywistość niestety jest inna. Zarówno dawno, dawno temu jak i dzisiaj jesteśmy skazani na życie w społeczeństwie. Dodatkowo ludzie tacy jak my są zdani na życie w konkretnym tzn. w polskim społeczeństwie, gdzie nie trzeba być wcale wysokiej klasy cwaniakiem, żeby żyć kosztem szerokich rzesz frajerów, których los podobnie jak los frajerów na całym świecie jest jednaki... sprowadza się do utrzymywania własnym kosztem prosperity tychże cwaniaków. Cwaniaków, którzy tak umiejętnie, z ogromnym wyczuciem klimatu społecznej głupoty, budują własną świetlaną przyszłość i swoich potomków, kosztem szerokich rzesz społeczeństwa... w myśl zasady "po nas choćby potop".  Cwaniacy z wielką determinacją prą do przodu i idą po swoje a reszta, czyli my ... rzesze frajerów co najwyżej czujemy złość. Ta złość tak naprawdę wynika z poczucia bezradności, bezsilności i braku umiejętności skutecznego działania. Na bramie do piekła A. Dantego widniał napis: "Porzućcie wszelką nadzieję". Naprawdę ??? Czy nasza obecna bezsilność musi być taka zupełnie beznadziejna?


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Zbędny altruizm...


 Moje życiowe doświadczenia nauczyły mnie, że dawanie szans innym, najczęściej postrzegane jako akt empatii i wysokiego poziomu rozwoju, w rzeczywistości może być bronią obosieczną. To znaczy sytuacją, w której dobre intencje przynoszą korzyści, ale równie dobrze mogą też obrócić się przeciwko mnie.  Jeden raz mogę pozwolić drugiej osobie na naprawienie błędów. W końcu nikt z nas nie jest nieomylny. Wszyscy w tym i ja, popełniamy błędy. Jednak, jeśli ktoś tej szansy ponownie nie wykorzysta, to nie będzie już kolejnych. Bo każda następna to przejaw naiwności.  To jakbym dawała temu komuś broń z kolejnym nabojem i niejako sama prosiła... spróbuj raz jeszcze bo za pierwszym razem nie udało ci się mnie zabić. Dawanie kolejnych szans jest najczęściej pozwoleniem na to, żeby ktoś skrzywdził ponownie...

piątek, 10 kwietnia 2026

Narcyz złośliwy ...


                                                           Fot. z Pinterest

                          Niektórzy psychologowie obserwujący scenę polityczną w USA, tacy jak  Dr Gartner z  Johns  Hopkins  University czy Vince Greenwood, dostrzegają objawy narcyzmu złośliwego u Donalda Trumpa


Jeśli ufać psychologii narcyz złośliwy to skrajna, niebezpieczna forma zaburzenia osobowości łącząca klasyczny narcyzm z sadyzmem, antyspołecznością, paranoją i silną mściwością. To "emocjonalny truciciel", który czerpie przyjemność z poniżania innych i dąży do ich zniszczenia psychicznego i nie tylko. Dla tej patologicznej jednostki inni ludzie nie przedstawiają wartości... on traktuje ich i postrzega jako narzędzia do osiągania własnych celów. W przeciwieństwie do zwykłego narcyza, złośliwy narcyz aktywnie krzywdzi z satysfakcją...towarzyszy mu poczucie dumy z własnej nikczemności i przebiegłości.  "Zwykły" narcyz, potrzebuje podziwu, zaś narcyz złośliwy skupia się na destrukcji i dominacji. Zatem narcyzm złośliwy to miks klasycznego narcyzmu z psychopatią  i zaburzeniami borderline. To skrajna, najbardziej destrukcyjna forma zaburzenia osobowości, łącząca cechy narcystyczne z antyspołecznymi, paranoicznymi i sadystycznymi. Osobnik taki aktywnie dąży do krzywdzenia innych, manipuluje, kłamie i odczuwa satysfakcję z władzy oraz poniżania, nie wykazując przy tym wyrzutów sumienia.  Cechuje go wręcz nieposkromiona żądza posiadania władzy i kontroli, a przy tym towarzyszy mu absolutne przeświadczenie o własnej wielkości i wyjątkowości, sadyzm i okrucieństwo, brak empatii i sumienia, paranoja i agresja, przesadne samouwielbienie połączone z potrzebą ciągłego podziwu. Taki osobnik mając wdrukowany obraz siebie jako kogoś absolutnie doskonałego, potężnego i wyjątkowego. Widzi siebie jako wybrańca, który góruje nad wszystkimi innymi i któremu wolno wszystko a przynajmniej znacznie więcej niż innym. Dodać należy, że na nasze nieszczęście ci ludzie potrafią też być charyzmatyczni i uwodzić innych swoistym magnetyzmem.  Dlatego mimo wszystkich swoich wad, narcyzi złośliwi potrafią przyciągać do siebie innych i łatwo osiągają szczyty hierarchii społecznej. Ich ogromna pewność siebie granicząca z bezczelnością  zjednuje im sympatię i przychylność tłumów. Dlaczego tak się dzieje?  Bo tłum szuka lidera, który "wie, co robi", nawet jeśli ta pewność jest fasadowa. A taki jeden z drugim narcyz złośliwy szukający poparcia zna potrzeby tłumu i daje proste rozwiązania skomplikowanych problemów, przez co staje się jeszcze bardziej atrakcyjny dla wyborców zmęczonych zawiłościami polityki. Cóż, ludzie mają skłonność do podążania za jednostkami, które im imponują. A imponują im ponieważ emanują siłą charakteru, której im samym brakuje. I to tłumaczy, dlaczego cechy narcyzów złośliwych możemy tak często  obserwować u ludzi na szczytach władzy...

wtorek, 7 kwietnia 2026

Wiosna w rozkwicie ...

 

Fot. własne 


Wiosna w rozkwicie ... tylko ciepełka brakuje ale już nie długo mam nadzieję, że będzie .

wtorek, 31 marca 2026

Święta to nie obowiązek..


 Chcesz być zabiegana, zarobiona, umęczona ? To bądź. To Twój wybór. Moim skromnym zdaniem, święta nie muszą być maratonem sprzątania, gotowania, wyzwań finansowych,  zadowalania wszystkich dookoła, spotkań tych z serii "dla świętego spokoju", "bo inaczej nie wypada", czy " kolejny raz poudawajmy, że jesteśmy super rodziną". Świętowanie to przede wszystkim czas na radość, życzliwość... również tę dla siebie, to czas na spokój a nie na frustrację. Mój czas, który mam prawo spędzić po swojemu, stawiając na wypoczynek czy błogie lenistwo zamiast na perfekcję. Mogę spędzić go samotnie albo z kimś, mogę w domu, mogę na wyjeździe... zależnie od tego na co akurat będę mieć ochotę bez ulegania emocjonalnej presji np. rodziny. Jako, że nie mam ambicji by aspirować do miana "PERFEKCYJNEJ PANI DOMU", " MATKI  TYSIĄCLECIA", "ANTENATKI RODU",  "BABCI ROKU" i innych takich. To i pojęcie "MUSZĘ" też  wywaliłam ze swojego słownika. Nic nie muszę a jedynie mogę... oczywiście jeśli tego chcę. Wszystkim to polecam. Świadomość tego, że się nic nie musi jest bardzo uwalniająca. Zagospodarowując święta po swojemu przestałam czuć się winna. Wreszcie czuję, że mam wybór i ten wybór należy do mnie, a nie do tradycji, rodziny czy innych ludzi, którzy jak to zwykle bywa zawsze wiedzą najlepiej czego mi potrzeba i jak być powinno. Odpuszczenie świątecznego przymusu to dobry krok w kierunku świąt szytych na  moją miarę, a więc takich... które dam radę polubić.


sobota, 28 marca 2026

Sztuka sklejania... życia

 

Kintsugi to taka tradycyjna japońska sztuka naprawy potłuczonej ceramiki za pomocą laki urushi zmieszanej ze sproszkowanym złotem, srebrem lub platyną. Zamiast ukrywać pęknięcia, technika ta podkreśla je, czyniąc naprawiony przedmiot piękniejszym, trwalszym i wyjątkowym. Dostrzegam tu pewną analogię. Zarówno ceramika, jak i życie mogą rozpaść się na tysiąc kawałków. Ludzie i ceramika mają więc coś wspólnego... wspólnym mianownikiem jest kruchość. Jedno i drugie upadając rozbija się. Pocieszającym jest jednak to, że zarówno ceramikę, jak i nasze życie możemy próbować naprawić, odbudować. Podejście inspirowane japońską sztuką naprawiania ceramiki złotem uczy, że naprawione przedmioty stają się silniejsze i nabierają większej wartości. Podobnie rzecz się ma z ludźmi. Człowiek, który dużo przeszedł, upadł, a następnie potrafił się podnieść,"poskładać", jest często postrzegany jako osoba o wyższej wartości psychologicznej, głębszej mądrości życiowej i większej odporności psychicznej. Podnoszenie się po porażce buduje jego "emocjonalne mięśnie", co ułatwia mu radzenie sobie z przyszłymi trudnościami. Naprawa życia podobnie jak potłuczonych skorup wymaga wiele pracy, skupienia, dokładności i trudnych emocji, ale jest wykonalna. Życie nie naprawi się samo z siebie. Czekanie i łudzenie się , że demony przeszłości kiedyś same znikną... jest iluzją. Nie znikną. Zatem, by przestać być więźniem przeszłości pozostaje tylko metodą japońskich rzemieślników pozbierać rozsypane kawałki tzn. fragmenty samego siebie i zacząć naprawić swoje życie samemu lub z pomocą specjalisty. Jak podkreślał w swojej książce Thomas Navarro... "mimo trudnych doświadczeń, masz prawo poskładać swoje życie na nowo, czyniąc je piękniejszym dzięki pęknięciom. Zbierz fragmenty, aby zrozumieć to, co ci się przydarzyło, to co czujesz oraz co myślisz. To pierwszy krok do zrozumienia, co się wydarzyło oraz wyciągnięcia z tego wniosków”.


 

czwartek, 26 marca 2026

HK - Danser encore ...


 

Prawdziwa samotność...


 

Można czuć się samotnym, będąc w związku, wśród przyjaciół, znajomych czy rodziny, jeśli w tych relacjach brakuje głębokiej więzi, zrozumienia i możliwości bycia sobą. Prawdziwa samotność to nie brak ludzi ...to brak tych, którzy nas rozumieją.  To stan, w którym mimo obecności innych, czujesz się "niewidziany",  nierozumiany. Masz poczucie, że nikogo nie obchodzi to, co czujesz, co naprawdę myślisz, co skrywasz w głębi swojej duszy, kim naprawdę jesteś. Czujesz, że ludzie wokół ciebie nic o tobie nie wiedzą i co gorsze wcale nie są ciebie ciekawi. Prawdziwa samotność wynika z niemożności przekazania innym tego, co jest dla ciebie ważne. Samotność może też wynikać z posiadania nieco odmiennych od otoczenia poglądów czy przekonań.  Okazuje się, że głębsza wiedza, pogłębiona świadomość czy odmienne spojrzenie na świat tworzą barierę komunikacyjną, barierę emocjonalną. W konsekwencji, taka bariera uniemożliwia  autentyczne dzielenie się z innymi własnymi przemyśleniami. W takich razach człowiek czuje się niezrozumiany, bo inni nie podzielają jego perspektywy lub po prostu brak im wiedzy, by podjąć dialog. Innymi słowy poczucie alienacji wynika tu z braku wspólnej płaszczyzny porozumienia, a nie z fizycznej izolacji. W takich razach stajesz się jeszcze bardziej samotny a dla otoczenia "obcy"  lub niezrozumiały... i to jest cena jaką się płaci za indywidualność i niezależność od opinii innych... Pewnie dlatego wielu by uniknąć konfliktów lub wykluczenia wybiera postawę zgodną z przysłowiem "kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one" nawet gdy jest to sprzeczne z twoimi osobistymi przekonaniami. Cóż, jak widać wierność sobie też ma swoją cenę ...

wtorek, 24 marca 2026

Na poprawę humoru...


 Fot. własne

Tupie w trawie jakiś zwierz, Toż to drepcze mały jeż... 

Trzeba przyznać, że jeże to urocze i pożyteczne stworzenia. Potrafią poprawić człowiekowi humor samym swoim widokiem drepcząc po ogrodzie lub po parku.


niedziela, 22 marca 2026

Ja taka nie jestem, to ty jesteś zła!


 Skąd bierze się w nas ta wyjątkowa niechęć do teściowej mającej wiecznie wszystko i wszystkim za złe, do nauczycielki, która zawsze wie lepiej, albo do zgryźliwej koleżanki z pracy, czy do sąsiadki spod 7/ki strasznej plotkary albo do rozwódki spod 5/tki - bezwstydnej uwodzicielki wszystkich facetów w kamienicy?  Każdy z nas ma takich swoich "ulubionych" antybohaterów... dlaczego ?  Możliwe, że zabrzmi to zaskakująco, ale źródłem takiej niepohamowanej, graniczącej z nienawiścią antypatii do niektórych osób jesteśmy my sami. Każdy z nas ma bowiem jakąś część siebie, której nie znosi. Prawda jest taka, że składamy się nie tylko z samych zalet. Uznajemy światło w nas, ale cień jest czymś co ignorujemy i czego nie chcemy widzieć. Zatem nasza niechęć do niektórych osób wynika z  naszego "cienia" czyli tej wypartej, niewidocznej dla nas części nas.  Nasza CIEMNA STRONA zawiera najbardziej prymitywne, negatywne, nieładne, ludzkie emocje i impulsy jak: wściekłość, zazdrość, skąpstwo, egoizm, żądza władzy, strach, mściwość, lenistwo, wrogość, brak akceptacji itp. Wstydzimy się naszej agresji, nieśmiałości, lęków, kompleksów więc staramy się je z własnej psychiki wyrugować. Ale te wyparte do podświadomości części naszego "ja" wcale nie odchodzą /jakby mogło się wydawać/ w niebyt, bo one tak naprawdę dalej są w nas. I dzieje się coś dziwnego. My nie dostrzegamy już ich u siebie, ale one wyjątkowo dotkliwie drażnią nas u innych. Rzecz w tym, że nie tylko nas wkurzają, ale także niepokojąco fascynują. Więc kiedy mocno kogoś krytykujemy, obmawiamy lub obsesyjnie wyszydzamy czyjeś wady, powinniśmy się mocno nad sobą zastanowić. Dlaczego to mnie tak drażni, z czego tak naprawdę wynikają moje emocje. Dobroć, czułość, altruizm zawsze mają drugą, ciemną stronę: egoizm, agresję, destrukcję. Nie wystarczy więc wyprzeć się swojego cienia. Cień to nie zbędny rupieć, grat,  który można po prostu wyrzucić. Człowiek jest bardziej skomplikowany od kosza na śmieci. Z tej przyczyny to, co wyrzuciliśmy z naszego "ja", wcale nie leży sobie spokojnie w pojemniku z napisem "przeszłość". Im bardziej chcemy zapomnieć o swoim cieniu, tym bardziej rośnie on w siłę, a to dzięki wysiłkowi wkładanemu w to, by o nim zapomnieć. Tłumienie cienia jest tak samo skutecznym lekarstwem dla duszy, jak zastosowanie gilotyny na ból głowy. Podobnie zawodne jest też przenoszenie własnego cienia na innych. Wypieranie cienia to oszukiwanie samego siebie i niewyczerpane źródło hipokryzji. Przykładowo: złorzeczymy na korupcję a sami dajemy łapówkę lekarzowi, wściekamy się na niesolidnego fachowca a sami olewamy swoje obowiązki w pracy, wytykamy nieuczciwość kasjerowi bo źle wydał nam resztę a sami znalezioną na ulicy czy w tramwaju gotówkę chowamy do kieszeni jak swoją itd. itp. Zatem może lepiej zdobyć się na trochę odwagi, spojrzeć w głąb siebie i być uczciwym z samym sobą. Zamiast potępiać innych i tym samym zwodzić samych siebie lepiej zaakceptować fakt, że w nas samych też tkwi zalążek każdego świństwa. Wbrew pozorom taka świadomość – jak każda prawda może być uwalniająca, może stać się źródłem naszej siły. Siły, która ostatecznie może pomóc nam utrzymać wewnętrzną równowagę.

W górach jeszcze śnieg ...

 Fot. własne  Szczyty Karkonoszy ciągle w śniegu a dookoła wszystko się zieleni i kwitnie ... po prostu wiosna .