poniedziałek, 23 lutego 2026

Jeszcze tańczę...


 Fot własne

Choć czas kreśli na twarzy ślady swe,
W sercu wciąż młodość, jeszcze tańczyć chcę!
Nie patrzę na metrykę, na kłody, co pod nogi,
Chcę czuć rytm życia, uciec od trwogi.                                                                                        Gdy muzyka płynie, znikają szare dni,                                                                                 W sercu ciągle ten sam słoneczny trzepot.                                                                           Dopóki dusza gra i słońce świeci mi,                                                                                           Na parkiecie życia wciąż tkwię...

– Tańczyć chcę,  tańczyć chcę!


Ps. Moje weekendowe tańce , było super...

sobota, 21 lutego 2026

Akcent na "było"...


 

W starzeniu się najgorszy jest czas przeszły. Człowiek /bez względu na płeć/ coraz częściej słyszy jak mówią o nim właśnie w czasie przeszłym choć przecież jeszcze żyje: " kiedyś była ładna", "była żoną tego a tego", "był nauczycielem tu i tam", "była matką"," był dyrektorem lub inną, mniej lub bardziej ważną personą" itd. Słysząc to ma się poczucie bycia "historyczną postacią" we własnym życiu. Otoczenie często definiuje życie starszej osoby wyłącznie przez pryzmat wspomnień, a nie bieżących działań. Przesunięcie perspektywy z "teraz" na "kiedyś" zmusza do bolesnej konfrontacji z utraconymi już czynnymi rolami społecznymi, generuje przykre poczucie bycia definiowanym przez pryzmat przeszłość a nie obecnej aktywności. Daje poczucie, że kiedyś byłam/byłem, teraz... mnie nie ma, świat nie zauważa tego, że jeszcze "jestem". A to bywa silnym źródłem stresu i poczucia obniżonej wartości, poczucia bycia "wczorajszym", nieużytecznym. Czas przeszły jako synonim straty boleśnie przypomina starzejącemu się człowiekowi o rzeczach, ludziach i sprawnościach, które już nie wrócą. "Była/był" oznacza brak możliwości zmiany stanu obecnego. Oznacza konfrontację z utratą własnej atrakcyjności, z przemijaniem fizycznym, z samotnością, z chorobami, z lękiem przed utratą samodzielności. Najgorsze w starzeniu się nie jest samo ciało, ale poczucie, że życie przechodzi z trybu dokonywania w tryb wspominania, a to sprawia, że zaczynasz człowieku czuć się jak jakieś pieprzone, zakurzone "archiwum", a nie jak aktywny uczestnik życia... 


środa, 18 lutego 2026

" Garnitur na chamie "...

 


Jest takie popularne polskie przysłowie/powiedzenie, które brzmi tak : "Myślała szmata, że jest jedwabiem". A oznacza ono, że ktoś o niskiej wartości, słabym charakterze lub skromnym pochodzeniu próbuje udawać kogoś lepszego, ważniejszego lub bardziej szlachetnego niż jest w rzeczywistości. Obserwując tych często "Pożal się Boże" reprezentantów płci obojga naszych "elit", ludzi zajmujących eksponowane, wysokie stanowiska, będących w centrum zainteresowania mediów i opinii publicznej, myślę o ich marności. Wydaje mi się, że utraciliśmy zdolność wykształcania prawdziwych elit, że tych elit praktycznie nie ma. Można rzec, że dziś nasze "elity" skupiają w większości korzystających z władzy, bogactwa i innych przywilejów wynikających z tejże przynależności cwaniaków. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że bycie chamem i prostakiem jest dziś w dobrym tonie. Wracając jednak do tematu pozwolę sobie /mimo iż nie będzie to szczególnie odkrywcze/ powiedzieć, że elegancki garnitur, krawat i masa pieniędzy nie zrobią nagle z nikogo Człowieka /przez duże C/. Z góry przepraszam za trywialne stwierdzenie, ale... gówno przykryte kawałkiem pięknej materi wciąż śmierdzi tak samo, więc jeśli ktoś był chamem i prostakiem zanim osiągnął "sukces" to najprawdopodobniej już zawsze nim będzie. Nie zmieni tego nawet najlepszy strój.  Inne, tym razem stare, arystokratyczne porzekadło mówi, że " frak leży dobrze dopiero w trzecim pokoleniu " co sugeruje, że elegancja to nie tylko zakup drogiej sukni czy fraka, ale dziedziczona  kultura bycia, która sprawia, że ubranie wygląda naturalnie, a nie wymuszenie, i nie jak przebraniem. Powiedzenie " frak leży dobrze dopiero w trzecim pokoleniu " oznacza, że swobodne i eleganckie noszenie najbardziej formalnego stroju męskiego wymaga tradycji, ogłady oraz "obycia" z klasyczną elegancją, dziedziczonych z pokolenia na pokolenie. Więcej... sugeruje ono, że elegancja to nie tylko ubranie, ale styl życia i kultura, których nie da się kupić z dnia na dzień. Elegancki strój /garnitur, frak czy smoking/ nie wystarczy, aby z prostaka, osoby bez kultury czy ogłady zrobić "pana" /człowieka z klasą/.  Do zmiany mentalności, wychowania i stylu bycia potrzeba czasu – często kilku pokoleń, aby tzw. "słoma wystająca z butów" została zastąpiona naturalną elegancją. Chcę przez to powiedzieć, że klasa i wychowanie tkwią w człowieku, a nie w ubraniu.  " Klasa " nie jest kwestią posiadanych pieniędzy, drogich ubrań czy statusu społecznego, lecz jest stanem umysłu, charakterem i sposobem bycia. Człowiek z klasą to ten, który w każdych warunkach – w stroju króla czy w łachmanach – zachowuje się w sposób, który budzi szacunek. O czym pretendujący do naszych "elit" wydaje się, że zapomnieli, a może zwyczajnie nie wiedzą...

wtorek, 17 lutego 2026

Paradoks dobrego serca...


 Dlaczego to właśnie osoby dobre przyciągają złych/ toksycznych/ ludzi i najczęściej doświadczają cierpienia w relacjach? Paradoks Dobrego Serca polega na tym, że ich empatia i bezgraniczna chęć pomocy, zamiast budować głębokie więzi, często działają jak magnes na toksycznych ludzi. Czasami za "dobrocią" u tych osób kryje się też głębokie, nieuświadomione przekonanie o braku własnej wartości, co przyciąga toksyków szukających łatwych ofiar. Osoby dobre często widzą potencjał w innych i wierzą, że miłością oraz wsparciem mogą zmienić toksycznego partnera. A toksyk wykorzystuje to, grając ofiarę i żerując na współczuciu. Dobre osoby często mają tendencję do usprawiedliwiania złego zachowania innych, co toksycy wykorzystują, by stopniowo przekraczać kolejne granice. Toksyczna relacja opiera się na cyklu, w którym początkowa idealizacja /bombardowanie miłością przez osobę toksyczną/ sprawia, że dobra osoba ufa manipulatorowi, a późniejsza dewaluacja niszczy jej samoocenę, uniemożliwiając szybkie odejście. Dobra osoba jest idealnym celem dla toksyków, ponieważ cechy uważane za szlachetne – takie jak empatia, wyrozumiałość czy chęć pomocy – stają się dla manipulatora użytecznymi narzędziami do przejęcia kontroli. Toksyczne osoby szukają ofiar, które będą tolerować ich zachowanie, oferując w zamian stałe wsparcie emocjonalne. Dlatego dobroć bez granic staje się pułapką, a dobra osoba – łatwym celem dla manipulatorów i wampirów energetycznych. Osoby o złotym sercu często mają trudności z asertywnością. Ich chęć pomocy sprawia, że są traktowane przez innych jako "pewniak" do darmowego wsparcia, co prowadzi do bycia wykorzystywanym. Ciągłe skupianie się na potrzebach innych prowadzi do tego, że dobre serca łamią się najczęściej – cierpią na brak czasu dla siebie i wypalenie emocjonalne. Paradoks polega na tym, że chociaż celem jest czynienie dobra i budowanie więzi, brak umiejętności stawiania granic sprawia, że dobra osoba staje się ofiarą własnej życzliwości...


poniedziałek, 16 lutego 2026

Przypomnienie...

 


A co jeśli ...


 A co jeśli ktoś komu ufamy zawiedzie nas? Nie stanie po naszej stronie, opuści i odpuści to, co dla nas ważne? Zwykle oznacza to głęboki kryzys w relacji a nawet rozstanie. To jedno z najtrudniejszych doświadczeń emocjonalnych, porównywalne z żałobą, ponieważ opiera się na utracie obrazu drugiego człowieka i poczucia bezpieczeństwa. Brutalnie ujmując, czasami życie usuwa z naszego otoczenia ludzi, którzy nie są dla nas odpowiedni, choć boli to niezwykle mocno. Naturalną rzeczą jest to, że czujemy smutek, złość, poczucie pustki, a nawet fizyczny ból. Nie musimy być od razu silni. Warto jednak pamiętać... to, że ktoś nas zawiódł, wcale nie oznacza, że nie zasługujemy na lojalność. Oznacza tylko tyle, że dana osoba nie udźwignęła odpowiedzialności, jaką jest zaufanie. Może też oznaczać, że ten ktoś stanął po swojej stronie. Nie zawodzi nas, zawodzi raczej naszą chęć widzenia, nasze oczekiwanie, że ma więcej miłości niż faktycznie jej w sobie nosi. Czasami bywa też i tak, że ten ktoś nie potrafi być nawet po swojej stronie, a my chcielibyśmy, żeby był po naszej. Tak czy inaczej, jego zachowanie nie świadczy o naszej wartości, ono często wynika z jej własnych lęków, słabości, niedojrzałości lub egoizmu. Nie zapominajmy też, że nasza lojalność nie jest jego lojalnością. Drugi człowiek też ma prawo wybierać siebie i to, co jest dla niego ważne. Wszak nie obiecywał nam, że zawsze będzie po naszej stronie. Wiem... mimo iż przyznamy zgodnie ze stanem faktycznym, że "nie obiecywał", to jednak gdzieś w środku każdego z nas jest to głębokie pragnienie i  oczekiwanie, że jednak okażemy się dla niego tak bardzo ważni, że stanie po naszej. Dlatego gdy staje po swojej stronie, boli nas i czujemy się zawiedzeni. Nie mniej jego postawa nie unieważnia nas, ona pokazuje nam jedynie ile możemy dostać, na co możemy liczyć w tej relacji. To otwiera oczy. Obiektywizuje. Robi miejsce na prawdę o nas, o nim, o naszej relacji. Czy takie widzenie powoduje, że brak przestaje boleć? Nie przestaje, ale myślę, że może boleć mniej, gdy nie postrzegamy tego jako opuszczenie. Pozwala nam to widzieć jako "jego drogę" - inną od tej, którą my chcielibyśmy iść. A co za tym nieco łatwiej godzimy się z tym, że być może nasze drogi właśnie się rozeszły. Zmusza to nas do zastanowienia się czy aby walka o tę relację nie niszczy nas od środka? Szacunek do siebie to także umiejętność odejścia od tego, co jest dla nas bezwartościowe. Dobrze jest nie zapominać, że podobnie jak druga strona my też mamy prawo wyboru tego jak zareagujemy. Jak też prawo do decyzji czy opuścić czy może odpuścić. Kończąc dodam: w takich sytuacjach naprawdę pomocne jest  skupienie się na własnym życiu, pasjach i innych relacjach, które dają wsparcie. Zamiast rozpamiętywać zdrady lepiej całą energię przekierować na budowanie własnej niezależności emocjonalnej.  




AI Surreal Flying Machines-I'm Floating High


 

Zaczyna mnie "nosić" ! Mam już dość szarości, zimna, zimy, grubych kurtek, codziennej rutyny i idiotyzmów naszej polskiej rzeczywistości... Spontaniczna podróż bez szczegółowego planu - to jest to, czego mi potrzeba.  Marzę, by rzucić wszystko i pojechać w nieznane, żeby wreszcie choć na chwilę uciec w stronę słońca... 

środa, 11 lutego 2026

Gdy język pracuje szybciej niż mózg...

 


Gniew jest naturalną, zdrową emocją, o ile jest traktowany jako sygnał ostrzegawczy, a nie ślepa siła niszcząca. Zacznę od tego, że gniew nie pojawia się znikąd. Jest sygnałem, emocją wtórną, która zazwyczaj przykrywa inne, głębiej skrywane uczucia lub niezaspokojone potrzeby...można więc rzec, że to taki czubek "góry lodowej". Wyzwolony i pozbawiony naszej kontroli gniew jest jak iskra, która niekontrolowana może zmienić się w szalejący pożar /jeśli nie zostanie na czas opanowana/. Za każdym razem gdy gniew zawładnie nami oddajemy kontrolę czemuś zewnętrznemu i zwykle nie przynosi to nam nic dobrego. Pogorzelisko  po wybuchu gniewu jest sygnałem, że dotychczasowe mechanizmy radzenia sobie z emocjami nas zawiodły i konieczna jest zmiana. Większość ludzi reaguje bez zastanowienia pozwalając emocjom przejąć nad sobą kontrolę. Prawdziwą miarą człowieka jest jednak to jak reaguje gdy jest prowokowany.  Jeśli nie kontroluje gniewu ... to gniew będzie go kontrolował. Nie chodzi tu o unikanie emocji, ale o opanowanie jej zanim ona opanuje nas. Gniew to tylko emocja, a jak wszystkie emocje jest pod naszą kontrolą. Tej umiejętności trzeba się nauczyć.  Kluczem jest pamiętanie, że prawdziwa moc tkwi w tym jak wybieramy reagować a nie w samej emocji, którą czujemy. Gniew nie pojawia się znikąd. On prawie zawsze kiełkuje z innych, bardziej wrażliwych emocji, które są trudniejsze do pokazania światu, a czasem nawet sobie. W tym przypadku samopoznanie wydaje się więc koniecznością. Najczęściej gniew wyrasta z lęku przed odrzuceniem, stratą czy brakiem kontroli. Z bezsilności, kiedy nie mamy wpływu, a bardzo byśmy chcieli mieć. Rodzi się on również z poczucia krzywdy, bo nasze granice zostały naruszone. Ze wstydu, że coś jest z nami nie tak. Ale też ze smutku i żalu po stracie, rozczarowaniu i niespełnieniu. Nieprzepracowane emocje z przeszłości to też jeden z głównych powodów przewlekłego lub nagłego gniewu w dorosłym życiu. Bo gniew to często emocja ochronna. Zakłada zbroję tam, gdzie wcześniej było zranienie. Gniew rzadko jest pierwszą emocją. Najczęściej jest reakcją obronną, głośną i silną, czasem niewygodną, która chroni coś delikatniejszego pod spodem. Dobrze jest sprawdzać od czego kiełkuje. Jaka była nasza pierwsza emocja zanim pojawił się gniew? Zamiast skupiać się na samym wybuchu, może lepiej zapytać wreszcie siebie: Co czuję naprawdę? 

Ps.
Aby zachować spokój w każdej sytuacji i nie pozwolić, by emocje tobą rządziły. Naucz się kontrolować swój umysł, odpowiadać z MĄDROŚCIĄ i nigdy więcej nie pozwól innym zakłócać twojego wewnętrznego spokoju.

wtorek, 10 lutego 2026

"Betrayal” – A Surreal Journey Through Strange Beauty (AI Animated)


 

Plan, planem ale życie wymaga umiejętności adaptacji...


 

"Robić z igły widły" czyli o postrzeganiu problemów ...


 Postrzeganie problemów jest procesem subiektywnym, który zależy od naszej interpretacji sytuacji, emocji oraz wcześniejszych doświadczeń. To, jak postrzegamy problem, determinuje, czy potraktujemy go jako niszczące zagrożenie, czy jako wyzwanie do rozwoju. Nie chcę tu bagatelizować niczyich problemów, a jedynie zwrócić uwagę, że  rzeczywistość to subiektywne doświadczenie, a problemy często wynikają nie z samych faktów, ale z tego, jak nasz osobisty mózg te fakty interpretuje. 

Nie wiem to wyzwanie do nauki ...

Pisząc historię swojego życia własnym piórem daję sobie też prawo do tego, że czasem mogę ...


Często nie jesteśmy tacy skorzy do łaskawego akceptowania i doceniania własnej niewiedzy, do konfrontacji z faktem, że o czymś nie mamy pojęcia... A przecież najmądrzejszy jest ten, który wie, czego nie wie...  Nie wiem, ale się dowiem taką postawę prezentują tylko osoby przejawiające wysoką samoświadomość, odwagę,  nastawienie na rozwój...

niedziela, 8 lutego 2026

"Twoje życie twoje dzieło, bądź artystą"...

 


Nie możemy kontrolować działań i opinii innych ludzi, pogody i wydarzeń losowych, przeszłości, czy wyników naszych działań /możemy starać się ze wszystkich sił, ale wynik ostateczny i tak nie zawsze zależy tylko od nas/ . Krótko mówiąc, skoro nie da się mieć tego pod kontrolą, to trzeba dla własnego dobra w porę odpuścić, gdyż uporczywie skupiając się na próbach kontrolowania tych obszarów fundujemy sobie tylko dodatkowy stres, lęk, wypalenie i poczucie bezsilności. Kontrolowanie niekontrolowalnego wcale nam nie służy, mało tego ...niczego nie rozwiązuje. Prawdą jest, że nie możemy kontrolować wszystkiego, ale możemy kontrolować sposób w jaki stawiamy czoła trudnościom. Stawiąjąc czoła trudnościom przestajemy być ich ofiarą a to pomaga nam zbudować naszą odporność i siłę psychiczną.  Na co więc mamy wpływ?  Z całą pewnością na  nasze reakcje na zaistniałą sytuację, na własny sposób myślenia /interpretację zdarzeń/, na nasze decyzje i wysiłek, na wartości i zasady, jakimi się kierujemy itd. Skupiając się więc na tych elementach poszerzamy samoświadomość, z którą możemy budować naszą pewność siebie, spokój i odporność psychiczną. Owszem, nie mamy wpływu na karty, które rozdaje nam życie, ale mamy pełną kontrolę nad tym, jak rozegramy swoją partię. Bo problemem nie jest to co się nam przydarza ale to co wybieramy z tym zrobić, to jak interpretujemy zdarzenia, jak radzimy sobie z emocjami czy to my je kontrolujemy czy one nas, czy i jakie podejmujemy decyzje, jakimi wartościami się kierujemy itp. Bardzo często najłatwiej jest szukać wymówek i winnych...tymczasem życie nie jest nam nic winne,  jest takie jakie jest ...my jesteśmy odpowiedzialni za to jak się przez nie poruszamy.

wtorek, 3 lutego 2026

Istnieć znaczy zmieniać się, zmieniać się to dojrzewać...

 

Zdarzają się takie chwile kiedy wycofujemy się z działania bo potrzebujemy tymczasowego odizolowania się, przetrawienia czegoś, by np. poradzić sobie z trudnościami albo dojść do ładu z samym sobą. Świat zewnętrzny przygasa, mniej nas zajmuje. Potrzebujemy spędzać więcej czasu w samotności, życiowe tempo zwalnia na jakiś czas. Niby nic się nie zmienia a jednak, w środku nas tyle się dzieje. Niczym gąsienica w stadium kokonu chowamy się i przykrywamy warstwą ochronną po to, aby móc wewnątrz siebie przejść jakąś ważną dla nas, niekoniecznie zawsze spektakularną, ale jednak ważną, transformację. Nie ma w tym nic złego, to naturalny proces poznawczy nim przejdziemy do działania, najpierw potrzebujemy etapu kontemplacji. Oczywistym jest, że każdy pokonuje ten etap w indywidualnym tempie. Dobra wiadomość jest taka, że w kokonie nie da się być wiecznie – z czasem następuje powrót do życia w formie mniej lub bardziej dojrzałego motyla ... 😊


Zimowanie - dobry czas na rozwój osobisty i regenerację

 

Czas hibernacji 

półmartwe zimowanie  

regeneracja...   

/moje haiku/

 Śnieg, mróz, szare dni to zdecydowanie nie moje klimaty. I dlatego niemal codziennie muszę przypominać sobie, że zima nie musi być tylko czasem "przetrwania" nawet gdy dłonie grabieją a zziębnięte myśli zastygają w sople. Z trudem ale motywuję się do różnych aktywności  by "nie zgasnąć". Nie musi być to zawsze aktywność fizyczna. Tłumaczę sobie, że zima może być po prostu inną wersją normalności – z tym samym rytmem dnia, ruchem, światłem i dbałością o podstawy mojej codzienności. Co prawda bez fajerwerków ale i bez hibernacji. No i bez udawania, że wszystko samo wróci niczym bociany na wiosnę. W tych staraniach podpieram się też nadzieją. Bowiem po przesileniu zimowym dzień staje się coraz dłuższy. Wydłużenie jest już wyraźnie zauważalne, każdy dzień jest dłuższy od poprzedniego ... zatem przyroda zmierza ku wiośnie i niedługo nadejdą te, tak wyczekiwane przeze mnie cieplejsze dni...

Jeszcze tańczę...

 Fot własne Choć czas kreśli na twarzy ślady swe, W sercu wciąż młodość, jeszcze tańczyć chcę! Nie patrzę na metrykę, na kłody, co pod nogi,...