Sznurówka
„Każdy widzi świat inaczej”.
wtorek, 10 lutego 2026
"Robić z igły widły" czyli o postrzeganiu problemów ...
Nie wiem to wyzwanie do nauki ...
Pisząc historię swojego życia własnym piórem daję sobie też prawo do tego, że czasem mogę ...
Często nie jesteśmy tacy skorzy do łaskawego akceptowania i doceniania własnej niewiedzy, do konfrontacji z faktem, że o czymś nie mamy pojęcia... A przecież najmądrzejszy jest ten, który wie, czego nie wie... Nie wiem, ale się dowiem taką postawę prezentują tylko osoby przejawiające wysoką samoświadomość, odwagę, nastawienie na rozwój...
niedziela, 8 lutego 2026
"Twoje życie twoje dzieło, bądź artystą"...
Nie możemy kontrolować działań i opinii innych ludzi, pogody i wydarzeń losowych, przeszłości, czy wyników naszych działań /możemy starać się ze wszystkich sił, ale wynik ostateczny i tak nie zawsze zależy tylko od nas/ . Krótko mówiąc, skoro nie da się mieć tego pod kontrolą, to trzeba dla własnego dobra w porę odpuścić, gdyż uporczywie skupiając się na próbach kontrolowania tych obszarów fundujemy sobie tylko dodatkowy stres, lęk, wypalenie i poczucie bezsilności. Kontrolowanie niekontrolowalnego wcale nam nie służy, mało tego ...niczego nie rozwiązuje. Prawdą jest, że nie możemy kontrolować wszystkiego, ale możemy kontrolować sposób w jaki stawiamy czoła trudnościom. Stawiąjąc czoła trudnościom przestajemy być ich ofiarą a to pomaga nam zbudować naszą odporność i siłę psychiczną. Na co więc mamy wpływ? Z całą pewnością na nasze reakcje na zaistniałą sytuację, na własny sposób myślenia /interpretację zdarzeń/, na nasze decyzje i wysiłek, na wartości i zasady, jakimi się kierujemy itd. Skupiając się więc na tych elementach poszerzamy samoświadomość, z którą możemy budować naszą pewność siebie, spokój i odporność psychiczną. Owszem, nie mamy wpływu na karty, które rozdaje nam życie, ale mamy pełną kontrolę nad tym, jak rozegramy swoją partię. Bo problemem nie jest to co się nam przydarza ale to co wybieramy z tym zrobić, to jak interpretujemy zdarzenia, jak radzimy sobie z emocjami czy to my je kontrolujemy czy one nas, czy i jakie podejmujemy decyzje, jakimi wartościami się kierujemy itp. Bardzo często najłatwiej jest szukać wymówek i winnych...tymczasem życie nie jest nam nic winne, jest takie jakie jest ...my jesteśmy odpowiedzialni za to jak się przez nie poruszamy.
wtorek, 3 lutego 2026
Istnieć znaczy zmieniać się, zmieniać się to dojrzewać...
Zdarzają się takie chwile kiedy wycofujemy się z działania bo potrzebujemy tymczasowego odizolowania się, przetrawienia czegoś, by np. poradzić sobie z trudnościami albo dojść do ładu z samym sobą. Świat zewnętrzny przygasa, mniej nas zajmuje. Potrzebujemy spędzać więcej czasu w samotności, życiowe tempo zwalnia na jakiś czas. Niby nic się nie zmienia a jednak, w środku nas tyle się dzieje. Niczym gąsienica w stadium kokonu chowamy się i przykrywamy warstwą ochronną po to, aby móc wewnątrz siebie przejść jakąś ważną dla nas, niekoniecznie zawsze spektakularną, ale jednak ważną, transformację. Nie ma w tym nic złego, to naturalny proces poznawczy nim przejdziemy do działania, najpierw potrzebujemy etapu kontemplacji. Oczywistym jest, że każdy pokonuje ten etap w indywidualnym tempie. Dobra wiadomość jest taka, że w kokonie nie da się być wiecznie – z czasem następuje powrót do życia w formie mniej lub bardziej dojrzałego motyla ... 😊
Zimowanie - dobry czas na rozwój osobisty i regenerację
Czas hibernacji
półmartwe zimowanie
piątek, 30 stycznia 2026
Być dobrym ale bez przesady ...
piątek, 23 stycznia 2026
Bycia babcią też trzeba się nauczyć...
Często słyszę, że wnuki kocha się bardziej niż własne dzieci. W takim razie ja jestem inna i tego nie zmienię. Szczerze ? Zastanawiam się jak w ogóle można tak powiedzieć? A może to efekt nieprzepracowanych relacji z własnymi dziećmi u osób, które tak twierdzą? Moje dzieci były i są moim największym skarbem. Wnuki są przede wszystkim skarbem moich dzieci. A to znaczy, że nie próbuję zagrabić sobie ich skarbu. Kochając i szanując swoje dzieci w naturalnej konsekwencji kocham też ich dzieci a moje wnuki ale to nie oznacza żadnego "bardziej". Będąc babcią, dodajmy do tego nie jedyną w rodzinie a i wśród znajomych także...siłą rzeczy mam dość szerokie pole obserwacyjne. I zauważam w zachowaniu tychże babć dziwny trend do rywalizacji. Rywalizują o sympatię wnuków, rywalizują między sobą o miano tej "lepszej", często rywalizują też i z rodzicami dzieci. Nie wiem czy te babcie nie zrealizowały się w swoim czasie macierzyńsko? Czy może wynika to z jakiegoś problemu natury psychologicznej, który należało by przerobić na kozetce u psychoterapeuty? A może ta rywalizacja wynika z chęci dominacji, z zazdrości o relacje z wnukami, z poczucia bycia "tą lepszą" a może z kompleksów, z lęku przed odrzuceniem, z chęci bycia potrzebną? Nie wiem... pewnie każdy taki przypadek należy traktować indywidualnie. Wiem jedno, takie zaślepione babcie przepełnione tzw. "małpią miłością" są jak "odbezpieczony granat". Mniej lub bardziej świadomie wyrządzają i wnukom i ich rodzicom ogromną krzywdę. Ich działalność w rodzinie prowadzi do kłótni, napięć, wybuchów złości i poczucia bezradności u rodziców. One potrafią zepsuć relacje w całej rodzinie. Kluczem wydaje się być wyznaczenie im jasnych granic...
wtorek, 20 stycznia 2026
Stawanie się jest lepsze niż bycie - Carol Dweck...
sobota, 17 stycznia 2026
Życiowe burze ...
środa, 14 stycznia 2026
Kiedy przestajesz się przejmować...
poniedziałek, 12 stycznia 2026
Wyjść ze strefy komfortu... czy to konieczne ?
Odnoszę wrażenie, że coraz częściej słyszymy o korzyściach płynących z "wychodzenia ze strefy komfortu". Rzuca się tą poradą na prawo i lewo tak, jakby była lekarstwem na całe zło. A nie jest. A już na pewno nie w tej interpretacji, o którą dzisiaj najłatwiej. Sama idea jest w miarę okej. Tylko że pod słowem "wychodzenie" coraz częściej rozumie się "wystrzelenie" jak z armaty z taką prędkością, że amerykańskie myśliwce płaczą potem w hangarach od kompleksów a Elon Musk rozważa dawanie pieniędzy za przywiązywanie takich ludzi do swoich rakiet lecących na Marsa, by było szybciej. W powszechnym rozumieniu wyjście ze strefy komfortu oznacza świadome podejmowanie wyzwań, które znacznie wykraczają poza nasze codzienne przyzwyczajenia, rutynę czy poziom umiejętności. W społecznym obiegu panuje przekonanie, że pozostawanie w tzw. strefie komfortu oznacza utrzymywanie się wyłącznie w granicach tego, co znane i przewidywalne, a to ogranicza rozwój osobisty i może prowadzić do stagnacji i poczucia braku spełnienia, a zatem bez wychodzenia z strefy komfortu nie ma rozwoju. Pytanie tylko... czy rozwój naprawdę “lubi”, gdy dzieje się dużo, szybko i nagle? Zacznijmy od tego, że aby móc zamieszkać w swojej strefie komfortu, trzeba ją najpierw odnaleźć. Bo dla każdego to może oznaczać coś innego. Nie jest to łatwe, skoro większość z nas od lat głównie zajmuje się pogonią za nieuchwytnym celem lub walką o przetrwanie. Czy zmiany "lubią" zadziewać się poprzez nagłe i wielkie przewroty? Nie. Do zmian trzeba dojrzeć. Bo do tzw. "rozwoju osobistego" potrzeba dużo więcej niż dosłowne odbieranie sloganowych hasełek. To proces, który łatwiej można przejść posiadając swoją strefę komfortu. Zmiany "lubią" iść powoli, krok po kroku, z cierpliwością. Dlaczego? Bo np. wzorce, które chcemy zmienić, z jakichś powodów są właśnie takie, a nie inne i nie wzięły się znikąd. Nauczyliśmy się ich w toku doświadczeń. Zatem owe schematy, które obecnie nas "uwierają", kiedyś były nam prawdopodobnie potrzebne, do przetrwania w jakichś trudnych warunkach. Długo je praktykowaliśmy, regularnie ćwiczyliśmy i utrwalaliśmy schemat... aż stał się naszym automatyzmem. Zatem reagujemy w pewnych sytuacjach w taki, a nie inny (dobrze wyuczony) sposób z automatu, ale zdarza się, że kontekst naszego życia się zmienia i okazuje się, że te strategie, które kiedyś nam służyły, teraz przestały, nie sprawdzają się. Dlatego właśnie zmienianie ich jest tak wymagające emocjonalnie – bo dotyczy tych obszarów, w których to, co kiedyś działało, dziś przysparza nam trudności. Do tego generalnie nie lubimy zmian, dlatego oddalanie się od starego ku nowemu budzi w nas opór i wiele emocji, z lękiem na czele. Nie czujemy się wtedy komfortowo. Sam proces przyswajania wymaga też sporo czasu i pracy nad sobą by wyćwiczyć, utrwalić i zautomatyzować nowy schemat w miejsce tego, który się zdezaktualizował. Stąd niechęć, opór przed zmianą i chęć pozostania przy tym co znane i już oswojone nawet wtedy gdy nam to nie służy. Strefa komfortu to taki nasz "kaftan bezpieczeństwa", w którym się poruszamy mierząc się z wieloma aspektami życia codziennego – od relacji międzyludzkich, przez codzienne czynności, pasje, rytuały czy z pozoru prozaiczne wybory, po decyzje biznesowe, wpływające na naszą karierę oraz przyszłość. I co by tu nie mówić potrzebujemy swojej strefy komfortu dla poczucia bezpieczeństwa i regeneracji, ale... Zawsze jest jakieś ALE ...kluczowe jest balansowanie, znalezienie złotego środka. A to oznacza powolne przesuwanie granic – regularne, stopniowe poszerzanie ich i wychodzenie poza utarte schematy, aby uniknąć stagnacji, sztywności, zachowaczości i umożliwić wzrost. Zachowując jednocześnie możliwość powracania do swojej bezpiecznej bazy gdzie można się zregenerować. Opuszczając strefę komfortu, wystawiamy się na nowe doświadczenia, do których dotychczas nie potrafiliśmy się przełamać, decydujemy się na działania, które pozbawiają nas poczucia bezpieczeństwa, nierzadko wiążą się ze wzmożonym stresem i podejmowaniem ryzyka. I choć to wiele nas kosztuje i boimy się porażki to jednak porównywanie się z innymi, ta powszechna presja sukcesu, to nieustanne poczucie bycia niewystarczającym pcha nas do tego. Ciągle słyszymy żeby wychodzić ze strefy komfortu, cały czas rozwijać się, robić coś poza tym, co oswojone. Takie media społecznościowe zachęcają nas do ciągłej pogoni za doświadczaniem, posiadaniem, zdobywaniem kolejnych szczebli w karierze, tyle, że w gąszczu pięknych kadrów i ujęć łatwo zapomnieć o tym, że to jedynie wycinek często i tak wykreowanej rzeczywistości. Rutyna i codzienność nikogo już nie zachwyca...podziwiane i chwalone jest robienie niestandardowych rzeczy ponad miarę. Ciekawe czy ktoś się zastanawia z czego wynika ta pogoń, to ciągłe za mało, zrób więcej, lepiej ? Dlaczego naszą wartość nierzadko uzależniamy od liczby pełnionych funkcji, wykonywanych na co dzień zadań, posiadanych dóbr czy ekstremalnych wyczynów ? Może warto zastanowić się nad swoimi podstawowymi wartościami. Jeśli nie pamiętamy, kiedy ostatnio mieliśmy możliwość oddać się czynnościom, które je wyrażają, może to wskazywać na to, że wychodzenie ze strefy komfortu oddala nas od tego, co dla nas ważne? Pogoń za maksymalizacją korzyści czy to np. w zakupach czy byciu lepszym od innych, czy najlepszym w danej dziedzinie itp. wiąże się często z odwrotnymi skutkami niż zamierzone. Ta pogoń koreluje pozytywnie z depresją, perfekcjonizmem i żalem, a negatywnie ze szczęściem, optymizmem, poczuciem własnej wartości i zadowoleniem z życia. Bo przecież więcej nie oznacza lepiej. Mówią wyjdź ze strefy własnego komfortu! A po co ? A może ja tego nie chcę? To komunikat nie do każdego. Są osoby, które wychodzą ze strefy komfortu w nieodpowiednim momencie, tzn. takim, w którym nie mają na to zasobów, nie są na to przygotowane albo po prostu tego nie chcą. A robią to nierzadko w pewnym sensie przymuszone przez otoczenie, dialog społeczno-kulturowy czy trend w social mediach i wyczerpują tym swoje zasoby. Na jakimś etapie "budzą się" zmęczeni do granic wytrzymałości, z poczuciem niespełnienia z uczuciem życia nie swoim życiem. Wiem, żyjemy w czasach, w których dosyć trudno w strefie komfortu pozostać, ale nie dajmy się zwariować. Każdy z nas sam najlepiej wie co dla niego dobre. A przynajmniej wiedzieć powinien. Wystarczy się zatrzymać i zapytać siebie, wystarczy dać sobie czas i przestrzeń by przyjrzeć się sobie i temu co mamy co już osiągnęliśmy. Może zamiast gnać dalej zacznij "świętować" tzn doceniać i cieszyć się tym co masz ? W moim odczuciu dobrze jest praktykować wyjście ze strefy komfortu ale rozumiane jako doświadczanie nowych relacji, próbowanie nowych rzeczy, wchodzenie w nowe role – bo pozwala nam to aktualizować obraz samych siebie, nabywać umiejętności i doświadczeń, weryfikować dotychczasową wiedzę na swój temat. I to jest ok! Taka otwartość w nas też potrafi wyzwalać adrenalinę i dawać nam dowody na to, że nie zawsze właściwie oceniamy swoje możliwości. Pozwala pozytywnie się zaskoczyć i zweryfikować przekonania na swój własny temat ...
środa, 7 stycznia 2026
Uboczne skutki cyfryzacji ...
wtorek, 6 stycznia 2026
Takie tam przemyślenia...
Lubię prostych ludzi. Takich, którzy nie udają i nie grają kogoś, kim nie są. Którzy potrafią się szczerze uśmiechnąć, powiedzieć dobre słowo i tak po prostu być. Bez tej rywalizacji, zazdrości, bez udawania. Z sercem na dłoni i spokojem w oczach. Bo żeby być dobrym człowiekiem, nie trzeba przecież kasy, pozycji czy idealnego życia. Wystarczy mieć serce po właściwej stronie, być naturalnym, szczerym, otwartym na drugiego człowieka. Współczesne życie przypomina pas szybkiego ruchu, po którym wszyscy gnają na złamanie karku, żeby tylko nie dać się wyprzedzić innym. Ludzie są przepracowani, ciągle podpięci do sieci i zestresowani. Prześcigają się w tym, kto jest bardziej zajęty, bardziej potrzebny i bardziej niewyspany. W tym świecie wszyscy chcą splendoru, chcą często za wszelką cenę błyszczeć... a prostota /nie mylić z prostactwem/ staje się największym luksusem...













