piątek, 6 marca 2026

Ludzie się zmieniają, ale nie tak bardzo...



 "Ludzie się nie zmieniają (...). Po prostu z większą precyzją ukrywają swoje prawdziwe ja. "   - Ruth Ware

Obserwując ludzi w swoim otoczeniu bez trudu zauważymy, że nie można postawić znaku równości pomiędzy zaawansowanym wiekiem a mądrością życiową. Chyba każdy zna stosunkowo młode osoby, które wydają się nad wyraz dojrzałe oraz ludzi w średnim wieku, których można byłoby określić jako infantylnych i nieodpowiedzialnych. Jest tak, ponieważ po osiągnięciu dojrzałości nie można już mówić o samoistnym "dorośleniu". Jeżeli ktoś w młodości był ostrożny, konserwatywny i cenił stabilizację, na starość prawdopodobnie będzie taki sam, tylko z większym bagażem doświadczeń. "Klasowy klaun" często pozostaje nim po latach, a osoba spokojna zazwyczaj taką pozostaje. Osoba z wysokim poziomem otwartości będzie szukać "odrobiny szaleństwa" w każdym  wieku, zmieniając tylko formę tego szaleństwa. Przez te przykłady chcę powiedzieć, że osobowość jest niejako fundamentem każdego z nas. Socjalizacja pierwotna /w dzieciństwie/ kształtuje rdzeń naszej osobowości, który później trudno zmienić. Niemniej ludzie zmieniają się pod wpływem doświadczeń, ról społecznych czy traumatycznych wydarzeń a więc ich osobowość jak najbardziej ma szansę ewoluować. Jednakże, zmiany te są zazwyczaj powolne i wymagają sporego wysiłku. Zatem czy przyklaskuję R. Ware mówiącej , że ludzie się nie zmieniają ? Nie! Bo to stwierdzenie jest zbyt dużym uproszczeniem, zawierającym w sobie tylko ziarno prawdy, ale nie opisującym pełnego obrazu ludzkiej natury.  Żeby nie było : ludzie mogą się zmieniać - nie przeczę, problem raczej w tym, że nie zawsze chcą.   Ludzie mogą się zmieniać ...tyle że zmiany te nie następują same z siebie. Każda zmiana w człowieku wymaga od niego gotowości, jego świadomego wysiłku, czasu i motywacji. Jesteśmy tym, kim jesteśmy, i na pewnym poziomie czujemy się z tym komfortowo, nawet jeśli sprawia nam to przykrość. Myśl o zmianie może wydawać się bardzo niepokojąca i przerażająca. Dlatego łatwiej i bezpieczniej jest wybrać tego znanego diabła. Człowiek z natury nie lubi zmian, czuje opór przed nimi bo jego mózg preferuje znane wzorce, nawyki i święty spokój ... to też i praca nad sobą, nad własnym rozwojem najczęściej nie jest jego priorytetem. Nawet gdy czasem sam deklaruje chęć zmiany to deklaracje zmiany rzadko idą w parze z jej realizacją. Cóż, same chęci nie zmieniają człowieka. Brak chęci do wysiłku, do pracy nad sobą sprawia, że ludzie najczęściej nie zmieniają swoich wad, zachowań, poglądów lecz tylko doskonalą mechanizmy obronne, uczą się je lepiej maskować, wybierają udawanie... by zyskać aprobatę społeczną, by uniknąć odrzucenia lub konsekwencji.  Zatem stwierdzenie o ukrywaniu prawdziwego ja jest w tym kontekście prawdziwe.  Z wiekiem uczymy się lepiej "grać" swoje role społeczne, co sprawia wrażenie, że jesteśmy inni, podczas gdy po prostu lepiej panujemy nad wizerunkiem. Powiedziałabym, że najczęściej nie zmieniamy naszego "rdzenia", a tylko uczymy się lepiej zarządzać swoim zachowaniem w społeczeństwie, co jest naturalnym procesem adaptacyjnym, a nie tylko kłamstwem czy ukrywaniem naszej prawdziwej natury.

Podsumowując:

Cytat z Ruth Ware wydaje mi się trafny w kontekście toksycznych relacji lub powierzchownych deklaracji, gdzie ludzie często wracają do swoich starych nawyków. Jednak z szerszej perspektywy nie jest prawdą gdyż ludzie potrafią dokonywać zmian, jeśli wykażą się samoświadomością i pracą nad sobą... mogą się zmieniać, ale zmiana ta wymaga wysiłku i nie jest gwarantowana. Częściej niż o rzeczywistej, totalnej "zmianie" charakteru, możemy raczej mówić o jego ewolucji lub o lepszym zrozumieniu samego siebie...


wtorek, 3 marca 2026

Tak sobie o życiu...


 

W życiu bywają noce i bywają dnie powszednie, a czasem bywają też niedziele. Rzadziej się to zdarza niż w kalendarzu.

  - Maria Dąbrowska  


O tak! Życie często składa się z trudnych chwil, szarej codzienności oraz rzadkich, radosnych momentów. Pełne spektrum ludzkich doświadczeń obejmuje kontinuum od cierpienia po dobrostan, przeżywanie zarówno radości, spokoju, smutku, lęku, złości. Bujamy się więc na "sinusoidzie życia" nie wiedząc co tym razem przypadnie nam w udziale. Z całą pewnością jednego możemy być pewni...życie niczego nam nie oszczędzi. I choć czasem trudno w to uwierzyć to jednak, ten / " życiowy poligon "/ nie jest całkiem pozbawiony sensu. Wiadomo przecież, że przeżywanie różnorodnych doświadczeń / w tym też tych trudnych i bolesnych / w połączeniu z refleksją na ich temat, buduje naszą mądrość życiową i pozwala integrować trudne wydarzenia w życiorysie, uczy odporności, umiejętności radzenia sobie. Pozwala na pełniejsze zrozumienie siebie, innych oraz świata. Często przeżywane przez nas problemy, trudności, traumy...  sprowadzają nas z "obłoków naiwności" na ziemię, zmieniają nam perspektywę, motywują i niejako wymuszają na nas konieczność poczynienia  zmian. Bywa jednak, że wtedy gdy się z nimi borykamy myślimy o tym : " jaki piękny byłby świat bez trosk, jak cudowne byłoby życie gdyby było nieprzerwanym pasmem szczęścia". Czy aby na pewno? Gdyby nasze życie było nieprzerwanym pasmem szczęścia – rozumianym jako ciągła euforia, brak zmartwień i absolutny brak negatywnych doświadczeń to żyło by się nam idyllicznie? Paradoksalnie wcale nie byłoby tak dobrze jak to się nam wydaje. Taki stan wbrew pozorom przyniósłby negatywne konsekwencje...krótko ujmując nie byłby to dla nas zdrowy stan. Po pierwsze, życie całkowicie pozbawione trosk i wyzwań nie wspomaga, a wręcz  hamuje nasz rozwój psychiczny. Po drugie, wiadomo przecież, że dojrzałość, odporność psychiczna i umiejętności radzenia sobie z problemami kształtują się właśnie poprzez konfrontację z trudnościami, a nie poprzez ich unikanie. Sumując więc, życie "bez trosk" może być przyjemne, ale to pokonywanie trudności buduje naszą psychikę i przygotowuje do radzenia sobie z życiem. Dlatego też "niedziela" jest wspaniała jako odpoczynek po pracy, ale jako stan permanentny prowadziłaby do egzystencjalnej pustki, nudy, do stanu, w którym przestajemy odczuwać przyjemność. Podobnie rzecz by się miała gdybyśmy mogli żyć w nieustającym stanie absolutnej radości i szczęścia. Z czasem uznalibyśmy go za naszą nową normą, przez co przestalibyśmy go zauważać i doceniać. Nie bez powodów więc życie dostarcza nam kontrastów. Pojawiają się w określonym celu. Bowiem kontrast jest swoistym narzędziem, które pomaga nam odróżnić "czarne" od "białego", co jest niezbędne do nawigowania przez życie, do uczenia się na błędach i do świadomego kształtowania własnej rzeczywistości. Kontrast działa jak punkt odniesienia, dzięki któremu łatwiej rozumiemy naturę rzeczy, podejmujemy lepsze decyzje, lepiej definiujemy rzeczywistość. Czasem mamy pretensje, że większość dni w naszym życiu to dni powszednie - utkane z pracy, wyzwań i trudów... ale to właśnie są nasze "warsztaty", nasz czas na pobieranie życiowych lekcji. Nauka, nie lubi chodzić na skróty, jest procesem wymagającym: czasu, powtórzeń i utrwalania. A to czy i jak radzimy sobie z codziennymi wyzwaniami, zarówno tymi małymi, jak i z tymi kryzysowymi jest swoistym sprawdzianem naszych kompetencji życiowych. Życie nie jest jednostajne a pełnia ludzkiej egzystencji niestety wymaga doświadczania i akceptacji wszystkiego co owa egzystencja ze sobą niesie.

Słowa Marii Dąbrowskiej to metafora zmienności ludzkiego losu, akceptacji życiowego rytmu oraz przeplatania się cierpienia /noce/ z rutyną /dni powszednie/ i rzadkimi chwilami spokoju lub radości /niedziele/. Wyrażają konieczność pogodzenia się z przemijaniem i zdolność odnajdywania sensu w trwaniu. Nasze życie to także ciągłe balansowanie, które oznacza naszą nieustanną potrzebę poszukiwania równowagi i harmonii między skrajnościami, wyzwaniami a spokojem. I właśnie to ta umiejętność balansowania pozwala nam nie tylko przetrwać burze, ale także czerpać radość z codzienności...

niedziela, 1 marca 2026

Tak, czuję złość, że nie mam wpływu...

 


Czytam, słucham wiadomości i... czuję realny lęk. Napięcie w całym ciele. Gniew, smutek, bezsilność wobec faktu, że decyzje podejmowane gdzieś wysoko poza mną szarym obywatelem, które wpływają na mój los, na losy świata, w którym żyję i nie mam na nie żadnego wpływu. Staram się rozwijać, pracować nad sobą, budować w sobie spokój, uczyć się regulacji, wdzięczności, uważności, przebaczania. To ma dla mnie sens bo mnie wzmacnia. Ale to nie zmienia faktu, że w tym samym czasie po świecie chodzą wszelakiej maści dranie zdolni do realnego zła. Ludzie, którzy podejmują decyzje z poziomu siły i dominacji...z przerośniętym ego w tle.  Tak się dzieje i moja duchowość tego nie zatrzyma, nie mam na to wpływu. Łatwo w takich razach próbować ucieczki w "wysokie wibracje". W narrację, że wystarczy podnieść świadomość, trzeba patrzeć na świat pozytywnie, nie warto dołować się  trudnymi tematami, skoro nie mam wpływu to co mnie to obchodzi. Można by też próbować ucieczki w uzależnienia. To kusząca perspektywa, bo pozwala nie dotykać bezsilności. Nie konfrontować się z faktem, że nad wieloma rzeczami zwyczajnie nie mam kontroli. Trudno jest przyznać, że świat nie jest w całości dobry. Trudno jest czuć bezradność wobec przemocy, łajdactw wszelkiej maści. Nie jest łatwo powiedzieć sobie wprost, że człowiek nie jest z gruntu dobry, że istnieją ludzie, którzy świadomie wybierają zło, niszczenie. Łatwiej jest odwrócić wzrok, żeby nie widzieć, nie czuć. Łatwiej jest unikać trudnych emocji. Tyle że lęk, wściekłość i dezorientacja wobec realnych wydarzeń nie są porażką. To są jak najbardziej ludzkie reakcje na coś, co jest realnie niepokojące. Dlatego daję sobie przyzwolenie na czucie tego co czuję...przecież świat nie stanie się lepszy tylko dlatego, że będę udawać, że jest. Rozwiązaniem nie jest ani ucieczka, ani zaciskanie zębów, czy życie w iluzji tylko bycie blisko tego, co trudne, stawienie czoła lękom, złości, bezradności - i uczenie się regulacji tych emocji bez zaprzeczania im. Istotnym jest by nauczyć się żyć z tą wiedzą, bez uciekania i pozwalania, by odebrała zdolność do bycia człowiekiem...

sobota, 28 lutego 2026

Obłuda...

 


Obłuda i podwójne standardy stały się już normą społeczną, a nie tylko wyjątkowym, potępianym zachowaniem. A jeżeli coś jest obowiązującą normą przestaje być piętnowane, a staje się "narzędziem" codziennego funkcjonowania. "Dwójmyślenie" czyli taka wyćwiczona umiejętność jednoczesnego wierzenia w dwie sprzeczne idee... stało się na dzień dzisiejszy powszechną praktyką pozwalającą hipokrytom usprawiedliwiać własne sprzeczne działania bez poczucia winy, bez wyrzutów sumienia. Ludzi w "maskach"  faryzeuszy, skrywających prawdziwe oblicza i intencje nigdy nie brakowało. Od zawsze byli tacy z pozoru "nieskazitelni", którzy świadomie manipulowali otoczeniem by czerpać z tego osobiste korzyści. Jeśli wierzyć Biblii to już Jezus miał z takimi problem...piętnował obłudę faryzeuszy, a w Ewangelii Mateusza czytamy -

* Mt 23, 25: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są one zdzierstwa i niepowściągliwości".

* Mt 23, 27: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są trupich kości i wszelkiego plugastwa".

Jak widać to "piętnowanie" nie przyniosło oczekiwanego skutku. Bowiem faryzeusze można rzec, urośli w siłę. Współczesna psychologia uważa, że hipokryzja ma swoje źródło w niskim poczuciu własnej wartości... że to strach przed oceną sprawia, że człowiek przybiera dwie twarze, kreuje sztuczny wizerunek siebie, dopasowując się do oczekiwań otoczenia. W konsekwencji brak autentyczności sprawia, że zamiast uczciwie spojrzeć na siebie, hipokryta stosuje obwinianie innych, by odwrócić uwagę od własnych niedoskonałości. I to jest ten "korzeń", z którego wyrasta krzew obłudy. Pora kończyć ten myślotok. A więc do brzegu. Mój wniosek końcowy brzmi tak...ogrom obłudy, hipokryzji i hipokrytów we współczesnym świecie jest porażający i z całą pewnością jest istotnym wskaźnikiem kryzysu wartości i coraz słabszej kondycji psychicznej człowieka... 

 


wtorek, 24 lutego 2026

AI Characters Dancin - Kelly Boesch AI Art


 Włącz napisy na teledysku /pojawi się tłumaczenie tekstu piosenki/

Mogę śmiało rzec, że muzyka, taniec to moja terapia... to ucieczka  od szarej codzienności... odcięcie się od natłoku myśli, zmartwień i codziennych problemów...taniec pozwala mi "wytańczyć" to co zablokowane w ciele...  to mój sposób na naładowanie baterii... "oczyszczona" wracam do codzienności z większą odpornością psychiczną... A gdy na drugi dzień po szaleństwie na parkiecie coś mnie boli w mięśniach... to nie odbiera mi to dobrego humoru... bo w takich razach przynajmniej wiem od czego ... 😂

Spokój...


 Spokój · Surwiwal21w & Grajek – Folk & Club Project · Leszek Wiklak - Grajek


PRZESTAĆ SZUKAĆ I PO PROSTU BYĆ...
Szczęście stało się towarem, który jest mocno promowany i … często przynosi ludziom wiele stresu. Ludzie doprowadzają się do szaleństwa, próbując być szczęśliwi... i są bardzo rozczarowani, kiedy im się to nie udaje. Ciągle próbują doścignąć doskonałość, prześcignąć innych a to sprawia, że goniąc za iluzjami nigdy nie odnajdują / tego co naprawdę ważne / wewnętrznego SPOKOJU. Spokój to nie to samo co szczęście, które niczym iskra pojawia się i znika. Spokój w nas to stan emocjonalnej równowagi, jasności umysłu i harmonii, to uwolnienie od nadmiernego stresu i lęku, niezależny od okoliczności zewnętrznych. Ten spokój nie oznacza braku problemów czy ich unikania lecz umiejętność radzenia sobie z nimi z zachowaniem wewnętrznej harmonii. Wewnętrzny spokój to nie luksus. To fundament naszej codzienności. Budujemy go "cegła po cegle" przez poznanie i odrzucenie iluzji, którym nieświadomie ulegamy, przez akceptację rzeczywistości takiej, jaka jest, przez uważność, pracę nad swoimi emocjami, przez dbanie o własne potrzeby i granice. Dużo tego ? Cóż nie ma nic za darmo.

poniedziałek, 23 lutego 2026

Jeszcze tańczę...


 Fot własne

Choć czas kreśli na twarzy ślady swe,
W sercu wciąż młodość, jeszcze tańczyć chcę!
Nie patrzę na metrykę, na kłody, co pod nogi,
Chcę czuć rytm życia, uciec od trwogi.                                                                                        Gdy muzyka płynie, znikają szare dni,                                                                                 W sercu ciągle ten sam słoneczny trzepot.                                                                           Dopóki dusza gra i słońce świeci mi,                                                                                           Na parkiecie życia wciąż tkwię...

– Tańczyć chcę,  tańczyć chcę!


Ps. Moje weekendowe tańce , było super...

sobota, 21 lutego 2026

Akcent na "było"...


 

W starzeniu się najgorszy jest czas przeszły. Człowiek /bez względu na płeć/ coraz częściej słyszy jak mówią o nim właśnie w czasie przeszłym choć przecież jeszcze żyje: " kiedyś była ładna", "była żoną tego a tego", "był nauczycielem tu i tam", "była matką"," był dyrektorem lub inną, mniej lub bardziej ważną personą" itd. Słysząc to ma się poczucie bycia "historyczną postacią" we własnym życiu. Otoczenie często definiuje życie starszej osoby wyłącznie przez pryzmat wspomnień, a nie bieżących działań. Przesunięcie perspektywy z "teraz" na "kiedyś" zmusza do bolesnej konfrontacji z utraconymi już czynnymi rolami społecznymi, generuje przykre poczucie bycia definiowanym przez pryzmat przeszłość a nie obecnej aktywności. Daje poczucie, że kiedyś byłam/byłem, teraz... mnie nie ma, świat nie zauważa tego, że jeszcze "jestem". A to bywa silnym źródłem stresu i poczucia obniżonej wartości, poczucia bycia "wczorajszym", nieużytecznym. Czas przeszły jako synonim straty boleśnie przypomina starzejącemu się człowiekowi o rzeczach, ludziach i sprawnościach, które już nie wrócą. "Była/był" oznacza brak możliwości zmiany stanu obecnego. Oznacza konfrontację z utratą własnej atrakcyjności, z przemijaniem fizycznym, z samotnością, z chorobami, z lękiem przed utratą samodzielności. Najgorsze w starzeniu się nie jest samo ciało, ale poczucie, że życie przechodzi z trybu dokonywania w tryb wspominania, a to sprawia, że zaczynasz człowieku czuć się jak jakieś pieprzone, zakurzone "archiwum", a nie jak aktywny uczestnik życia... 


środa, 18 lutego 2026

" Garnitur na chamie "...

 


Jest takie popularne polskie przysłowie/powiedzenie, które brzmi tak : "Myślała szmata, że jest jedwabiem". A oznacza ono, że ktoś o niskiej wartości, słabym charakterze lub skromnym pochodzeniu próbuje udawać kogoś lepszego, ważniejszego lub bardziej szlachetnego niż jest w rzeczywistości. Obserwując tych często "Pożal się Boże" reprezentantów płci obojga naszych "elit", ludzi zajmujących eksponowane, wysokie stanowiska, będących w centrum zainteresowania mediów i opinii publicznej, myślę o ich marności. Wydaje mi się, że utraciliśmy zdolność wykształcania prawdziwych elit, że tych elit praktycznie nie ma. Można rzec, że dziś nasze "elity" skupiają w większości korzystających z władzy, bogactwa i innych przywilejów wynikających z tejże przynależności cwaniaków. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że bycie chamem i prostakiem jest dziś w dobrym tonie. Wracając jednak do tematu pozwolę sobie /mimo iż nie będzie to szczególnie odkrywcze/ powiedzieć, że elegancki garnitur, krawat i masa pieniędzy nie zrobią nagle z nikogo Człowieka /przez duże C/. Z góry przepraszam za trywialne stwierdzenie, ale... gówno przykryte kawałkiem pięknej materi wciąż śmierdzi tak samo, więc jeśli ktoś był chamem i prostakiem zanim osiągnął "sukces" to najprawdopodobniej już zawsze nim będzie. Nie zmieni tego nawet najlepszy strój.  Inne, tym razem stare, arystokratyczne porzekadło mówi, że " frak leży dobrze dopiero w trzecim pokoleniu " co sugeruje, że elegancja to nie tylko zakup drogiej sukni czy fraka, ale dziedziczona  kultura bycia, która sprawia, że ubranie wygląda naturalnie, a nie wymuszenie, i nie jak przebraniem. Powiedzenie " frak leży dobrze dopiero w trzecim pokoleniu " oznacza, że swobodne i eleganckie noszenie najbardziej formalnego stroju męskiego wymaga tradycji, ogłady oraz "obycia" z klasyczną elegancją, dziedziczonych z pokolenia na pokolenie. Więcej... sugeruje ono, że elegancja to nie tylko ubranie, ale styl życia i kultura, których nie da się kupić z dnia na dzień. Elegancki strój /garnitur, frak czy smoking/ nie wystarczy, aby z prostaka, osoby bez kultury czy ogłady zrobić "pana" /człowieka z klasą/.  Do zmiany mentalności, wychowania i stylu bycia potrzeba czasu – często kilku pokoleń, aby tzw. "słoma wystająca z butów" została zastąpiona naturalną elegancją. Chcę przez to powiedzieć, że klasa i wychowanie tkwią w człowieku, a nie w ubraniu.  " Klasa " nie jest kwestią posiadanych pieniędzy, drogich ubrań czy statusu społecznego, lecz jest stanem umysłu, charakterem i sposobem bycia. Człowiek z klasą to ten, który w każdych warunkach – w stroju króla czy w łachmanach – zachowuje się w sposób, który budzi szacunek. O czym pretendujący do naszych "elit" wydaje się, że zapomnieli, a może zwyczajnie nie wiedzą...

wtorek, 17 lutego 2026

Paradoks dobrego serca...


 Dlaczego to właśnie osoby dobre przyciągają złych/ toksycznych/ ludzi i najczęściej doświadczają cierpienia w relacjach? Paradoks Dobrego Serca polega na tym, że ich empatia i bezgraniczna chęć pomocy, zamiast budować głębokie więzi, często działają jak magnes na toksycznych ludzi. Czasami za "dobrocią" u tych osób kryje się też głębokie, nieuświadomione przekonanie o braku własnej wartości, co przyciąga toksyków szukających łatwych ofiar. Osoby dobre często widzą potencjał w innych i wierzą, że miłością oraz wsparciem mogą zmienić toksycznego partnera. A toksyk wykorzystuje to, grając ofiarę i żerując na współczuciu. Dobre osoby często mają tendencję do usprawiedliwiania złego zachowania innych, co toksycy wykorzystują, by stopniowo przekraczać kolejne granice. Toksyczna relacja opiera się na cyklu, w którym początkowa idealizacja /bombardowanie miłością przez osobę toksyczną/ sprawia, że dobra osoba ufa manipulatorowi, a późniejsza dewaluacja niszczy jej samoocenę, uniemożliwiając szybkie odejście. Dobra osoba jest idealnym celem dla toksyków, ponieważ cechy uważane za szlachetne – takie jak empatia, wyrozumiałość czy chęć pomocy – stają się dla manipulatora użytecznymi narzędziami do przejęcia kontroli. Toksyczne osoby szukają ofiar, które będą tolerować ich zachowanie, oferując w zamian stałe wsparcie emocjonalne. Dlatego dobroć bez granic staje się pułapką, a dobra osoba – łatwym celem dla manipulatorów i wampirów energetycznych. Osoby o złotym sercu często mają trudności z asertywnością. Ich chęć pomocy sprawia, że są traktowane przez innych jako "pewniak" do darmowego wsparcia, co prowadzi do bycia wykorzystywanym. Ciągłe skupianie się na potrzebach innych prowadzi do tego, że dobre serca łamią się najczęściej – cierpią na brak czasu dla siebie i wypalenie emocjonalne. Paradoks polega na tym, że chociaż celem jest czynienie dobra i budowanie więzi, brak umiejętności stawiania granic sprawia, że dobra osoba staje się ofiarą własnej życzliwości...


poniedziałek, 16 lutego 2026

Przypomnienie...

 


A co jeśli ...


 A co jeśli ktoś komu ufamy zawiedzie nas? Nie stanie po naszej stronie, opuści i odpuści to, co dla nas ważne? Zwykle oznacza to głęboki kryzys w relacji a nawet rozstanie. To jedno z najtrudniejszych doświadczeń emocjonalnych, porównywalne z żałobą, ponieważ opiera się na utracie obrazu drugiego człowieka i poczucia bezpieczeństwa. Brutalnie ujmując, czasami życie usuwa z naszego otoczenia ludzi, którzy nie są dla nas odpowiedni, choć boli to niezwykle mocno. Naturalną rzeczą jest to, że czujemy smutek, złość, poczucie pustki, a nawet fizyczny ból. Nie musimy być od razu silni. Warto jednak pamiętać... to, że ktoś nas zawiódł, wcale nie oznacza, że nie zasługujemy na lojalność. Oznacza tylko tyle, że dana osoba nie udźwignęła odpowiedzialności, jaką jest zaufanie. Może też oznaczać, że ten ktoś stanął po swojej stronie. Nie zawodzi nas, zawodzi raczej naszą chęć widzenia, nasze oczekiwanie, że ma więcej miłości niż faktycznie jej w sobie nosi. Czasami bywa też i tak, że ten ktoś nie potrafi być nawet po swojej stronie, a my chcielibyśmy, żeby był po naszej. Tak czy inaczej, jego zachowanie nie świadczy o naszej wartości, ono często wynika z jej własnych lęków, słabości, niedojrzałości lub egoizmu. Nie zapominajmy też, że nasza lojalność nie jest jego lojalnością. Drugi człowiek też ma prawo wybierać siebie i to, co jest dla niego ważne. Wszak nie obiecywał nam, że zawsze będzie po naszej stronie. Wiem... mimo iż przyznamy zgodnie ze stanem faktycznym, że "nie obiecywał", to jednak gdzieś w środku każdego z nas jest to głębokie pragnienie i  oczekiwanie, że jednak okażemy się dla niego tak bardzo ważni, że stanie po naszej. Dlatego gdy staje po swojej stronie, boli nas i czujemy się zawiedzeni. Nie mniej jego postawa nie unieważnia nas, ona pokazuje nam jedynie ile możemy dostać, na co możemy liczyć w tej relacji. To otwiera oczy. Obiektywizuje. Robi miejsce na prawdę o nas, o nim, o naszej relacji. Czy takie widzenie powoduje, że brak przestaje boleć? Nie przestaje, ale myślę, że może boleć mniej, gdy nie postrzegamy tego jako opuszczenie. Pozwala nam to widzieć jako "jego drogę" - inną od tej, którą my chcielibyśmy iść. A co za tym nieco łatwiej godzimy się z tym, że być może nasze drogi właśnie się rozeszły. Zmusza to nas do zastanowienia się czy aby walka o tę relację nie niszczy nas od środka? Szacunek do siebie to także umiejętność odejścia od tego, co jest dla nas bezwartościowe. Dobrze jest nie zapominać, że podobnie jak druga strona my też mamy prawo wyboru tego jak zareagujemy. Jak też prawo do decyzji czy opuścić czy może odpuścić. Kończąc dodam: w takich sytuacjach naprawdę pomocne jest  skupienie się na własnym życiu, pasjach i innych relacjach, które dają wsparcie. Zamiast rozpamiętywać zdrady lepiej całą energię przekierować na budowanie własnej niezależności emocjonalnej.  




AI Surreal Flying Machines-I'm Floating High

Włącz napisy na teledysku /pojawi się tłumaczenie tekstu piosenki z jęz ang na polski/
 

Zaczyna mnie "nosić" ! Mam już dość szarości, zimna, zimy, grubych kurtek, codziennej rutyny i idiotyzmów naszej polskiej rzeczywistości... Spontaniczna podróż bez szczegółowego planu - to jest to, czego mi potrzeba.  Marzę, by rzucić wszystko i pojechać w nieznane, żeby wreszcie choć na chwilę uciec w stronę słońca... 

środa, 11 lutego 2026

Gdy język pracuje szybciej niż mózg...

 


Gniew jest naturalną, zdrową emocją, o ile jest traktowany jako sygnał ostrzegawczy, a nie ślepa siła niszcząca. Zacznę od tego, że gniew nie pojawia się znikąd. Jest sygnałem, emocją wtórną, która zazwyczaj przykrywa inne, głębiej skrywane uczucia lub niezaspokojone potrzeby...można więc rzec, że to taki czubek "góry lodowej". Wyzwolony i pozbawiony naszej kontroli gniew jest jak iskra, która niekontrolowana może zmienić się w szalejący pożar /jeśli nie zostanie na czas opanowana/. Za każdym razem gdy gniew zawładnie nami oddajemy kontrolę czemuś zewnętrznemu i zwykle nie przynosi to nam nic dobrego. Pogorzelisko  po wybuchu gniewu jest sygnałem, że dotychczasowe mechanizmy radzenia sobie z emocjami nas zawiodły i konieczna jest zmiana. Większość ludzi reaguje bez zastanowienia pozwalając emocjom przejąć nad sobą kontrolę. Prawdziwą miarą człowieka jest jednak to jak reaguje gdy jest prowokowany.  Jeśli nie kontroluje gniewu ... to gniew będzie go kontrolował. Nie chodzi tu o unikanie emocji, ale o opanowanie jej zanim ona opanuje nas. Gniew to tylko emocja, a jak wszystkie emocje jest pod naszą kontrolą. Tej umiejętności trzeba się nauczyć.  Kluczem jest pamiętanie, że prawdziwa moc tkwi w tym jak wybieramy reagować a nie w samej emocji, którą czujemy. Gniew nie pojawia się znikąd. On prawie zawsze kiełkuje z innych, bardziej wrażliwych emocji, które są trudniejsze do pokazania światu, a czasem nawet sobie. W tym przypadku samopoznanie wydaje się więc koniecznością. Najczęściej gniew wyrasta z lęku przed odrzuceniem, stratą czy brakiem kontroli. Z bezsilności, kiedy nie mamy wpływu, a bardzo byśmy chcieli mieć. Rodzi się on również z poczucia krzywdy, bo nasze granice zostały naruszone. Ze wstydu, że coś jest z nami nie tak. Ale też ze smutku i żalu po stracie, rozczarowaniu i niespełnieniu. Nieprzepracowane emocje z przeszłości to też jeden z głównych powodów przewlekłego lub nagłego gniewu w dorosłym życiu. Bo gniew to często emocja ochronna. Zakłada zbroję tam, gdzie wcześniej było zranienie. Gniew rzadko jest pierwszą emocją. Najczęściej jest reakcją obronną, głośną i silną, czasem niewygodną, która chroni coś delikatniejszego pod spodem. Dobrze jest sprawdzać od czego kiełkuje. Jaka była nasza pierwsza emocja zanim pojawił się gniew? Zamiast skupiać się na samym wybuchu, może lepiej zapytać wreszcie siebie: Co czuję naprawdę? 

Ps.
Aby zachować spokój w każdej sytuacji i nie pozwolić, by emocje tobą rządziły. Naucz się kontrolować swój umysł, odpowiadać z MĄDROŚCIĄ i nigdy więcej nie pozwól innym zakłócać twojego wewnętrznego spokoju.

Ludzie się zmieniają, ale nie tak bardzo...

 "Ludzie się nie zmieniają (...). Po prostu z większą precyzją ukrywają swoje prawdziwe ja. "   - Ruth Ware Obserwując ludzi w swo...