wtorek, 17 lutego 2026

Paradoks dobrego serca...


 Dlaczego to właśnie osoby dobre przyciągają złych/ toksycznych/ ludzi i najczęściej doświadczają cierpienia w relacjach? Paradoks Dobrego Serca polega na tym, że ich empatia i bezgraniczna chęć pomocy, zamiast budować głębokie więzi, często działają jak magnes na toksycznych ludzi. Czasami za "dobrocią" u tych osób kryje się też głębokie, nieuświadomione przekonanie o braku własnej wartości, co przyciąga toksyków szukających łatwych ofiar. Osoby dobre często widzą potencjał w innych i wierzą, że miłością oraz wsparciem mogą zmienić toksycznego partnera. A toksyk wykorzystuje to, grając ofiarę i żerując na współczuciu. Dobre osoby często mają tendencję do usprawiedliwiania złego zachowania innych, co toksycy wykorzystują, by stopniowo przekraczać kolejne granice. Toksyczna relacja opiera się na cyklu, w którym początkowa idealizacja /bombardowanie miłością przez osobę toksyczną/ sprawia, że dobra osoba ufa manipulatorowi, a późniejsza dewaluacja niszczy jej samoocenę, uniemożliwiając szybkie odejście. Dobra osoba jest idealnym celem dla toksyków, ponieważ cechy uważane za szlachetne – takie jak empatia, wyrozumiałość czy chęć pomocy – stają się dla manipulatora użytecznymi narzędziami do przejęcia kontroli. Toksyczne osoby szukają ofiar, które będą tolerować ich zachowanie, oferując w zamian stałe wsparcie emocjonalne. Dlatego dobroć bez granic staje się pułapką, a dobra osoba – łatwym celem dla manipulatorów i wampirów energetycznych. Osoby o złotym sercu często mają trudności z asertywnością. Ich chęć pomocy sprawia, że są traktowane przez innych jako "pewniak" do darmowego wsparcia, co prowadzi do bycia wykorzystywanym. Ciągłe skupianie się na potrzebach innych prowadzi do tego, że dobre serca łamią się najczęściej – cierpią na brak czasu dla siebie i wypalenie emocjonalne. Paradoks polega na tym, że chociaż celem jest czynienie dobra i budowanie więzi, brak umiejętności stawiania granic sprawia, że dobra osoba staje się ofiarą własnej życzliwości...


poniedziałek, 16 lutego 2026

Przypomnienie...

 


A co jeśli ...


 A co jeśli ktoś komu ufamy zawiedzie nas? Nie stanie po naszej stronie, opuści i odpuści to, co dla nas ważne? Zwykle oznacza to głęboki kryzys w relacji a nawet rozstanie. To jedno z najtrudniejszych doświadczeń emocjonalnych, porównywalne z żałobą, ponieważ opiera się na utracie obrazu drugiego człowieka i poczucia bezpieczeństwa. Brutalnie ujmując, czasami życie usuwa z naszego otoczenia ludzi, którzy nie są dla nas odpowiedni, choć boli to niezwykle mocno. Naturalną rzeczą jest to, że czujemy smutek, złość, poczucie pustki, a nawet fizyczny ból. Nie musimy być od razu silni. Warto jednak pamiętać... to, że ktoś nas zawiódł, wcale nie oznacza, że nie zasługujemy na lojalność. Oznacza tylko tyle, że dana osoba nie udźwignęła odpowiedzialności, jaką jest zaufanie. Może też oznaczać, że ten ktoś stanął po swojej stronie. Nie zawodzi nas, zawodzi raczej naszą chęć widzenia, nasze oczekiwanie, że ma więcej miłości niż faktycznie jej w sobie nosi. Czasami bywa też i tak, że ten ktoś nie potrafi być nawet po swojej stronie, a my chcielibyśmy, żeby był po naszej. Tak czy inaczej, jego zachowanie nie świadczy o naszej wartości, ono często wynika z jej własnych lęków, słabości, niedojrzałości lub egoizmu. Nie zapominajmy też, że nasza lojalność nie jest jego lojalnością. Drugi człowiek też ma prawo wybierać siebie i to, co jest dla niego ważne. Wszak nie obiecywał nam, że zawsze będzie po naszej stronie. Wiem... mimo iż przyznamy zgodnie ze stanem faktycznym, że "nie obiecywał", to jednak gdzieś w środku każdego z nas jest to głębokie pragnienie i  oczekiwanie, że jednak okażemy się dla niego tak bardzo ważni, że stanie po naszej. Dlatego gdy staje po swojej stronie, boli nas i czujemy się zawiedzeni. Nie mniej jego postawa nie unieważnia nas, ona pokazuje nam jedynie ile możemy dostać, na co możemy liczyć w tej relacji. To otwiera oczy. Obiektywizuje. Robi miejsce na prawdę o nas, o nim, o naszej relacji. Czy takie widzenie powoduje, że brak przestaje boleć? Nie przestaje, ale myślę, że może boleć mniej, gdy nie postrzegamy tego jako opuszczenie. Pozwala nam to widzieć jako "jego drogę" - inną od tej, którą my chcielibyśmy iść. A co za tym nieco łatwiej godzimy się z tym, że być może nasze drogi właśnie się rozeszły. Zmusza to nas do zastanowienia się czy aby walka o tę relację nie niszczy nas od środka? Szacunek do siebie to także umiejętność odejścia od tego, co jest dla nas bezwartościowe. Dobrze jest nie zapominać, że podobnie jak druga strona my też mamy prawo wyboru tego jak zareagujemy. Jak też prawo do decyzji czy opuścić czy może odpuścić. Kończąc dodam: w takich sytuacjach naprawdę pomocne jest  skupienie się na własnym życiu, pasjach i innych relacjach, które dają wsparcie. Zamiast rozpamiętywać zdrady lepiej całą energię przekierować na budowanie własnej niezależności emocjonalnej.  




AI Surreal Flying Machines-I'm Floating High


 

Zaczyna mnie "nosić" ! Mam już dość szarości, zimna, zimy, grubych kurtek, codziennej rutyny i idiotyzmów naszej polskiej rzeczywistości... Spontaniczna podróż bez szczegółowego planu - to jest to, czego mi potrzeba.  Marzę, by rzucić wszystko i pojechać w nieznane, żeby wreszcie choć na chwilę uciec w stronę słońca... 

środa, 11 lutego 2026

Gdy język pracuje szybciej niż mózg...

 


Gniew jest naturalną, zdrową emocją, o ile jest traktowany jako sygnał ostrzegawczy, a nie ślepa siła niszcząca. Zacznę od tego, że gniew nie pojawia się znikąd. Jest sygnałem, emocją wtórną, która zazwyczaj przykrywa inne, głębiej skrywane uczucia lub niezaspokojone potrzeby...można więc rzec, że to taki czubek "góry lodowej". Wyzwolony i pozbawiony naszej kontroli gniew jest jak iskra, która niekontrolowana może zmienić się w szalejący pożar /jeśli nie zostanie na czas opanowana/. Za każdym razem gdy gniew zawładnie nami oddajemy kontrolę czemuś zewnętrznemu i zwykle nie przynosi to nam nic dobrego. Pogorzelisko  po wybuchu gniewu jest sygnałem, że dotychczasowe mechanizmy radzenia sobie z emocjami nas zawiodły i konieczna jest zmiana. Większość ludzi reaguje bez zastanowienia pozwalając emocjom przejąć nad sobą kontrolę. Prawdziwą miarą człowieka jest jednak to jak reaguje gdy jest prowokowany.  Jeśli nie kontroluje gniewu ... to gniew będzie go kontrolował. Nie chodzi tu o unikanie emocji, ale o opanowanie jej zanim ona opanuje nas. Gniew to tylko emocja, a jak wszystkie emocje jest pod naszą kontrolą. Tej umiejętności trzeba się nauczyć.  Kluczem jest pamiętanie, że prawdziwa moc tkwi w tym jak wybieramy reagować a nie w samej emocji, którą czujemy. Gniew nie pojawia się znikąd. On prawie zawsze kiełkuje z innych, bardziej wrażliwych emocji, które są trudniejsze do pokazania światu, a czasem nawet sobie. W tym przypadku samopoznanie wydaje się więc koniecznością. Najczęściej gniew wyrasta z lęku przed odrzuceniem, stratą czy brakiem kontroli. Z bezsilności, kiedy nie mamy wpływu, a bardzo byśmy chcieli mieć. Rodzi się on również z poczucia krzywdy, bo nasze granice zostały naruszone. Ze wstydu, że coś jest z nami nie tak. Ale też ze smutku i żalu po stracie, rozczarowaniu i niespełnieniu. Nieprzepracowane emocje z przeszłości to też jeden z głównych powodów przewlekłego lub nagłego gniewu w dorosłym życiu. Bo gniew to często emocja ochronna. Zakłada zbroję tam, gdzie wcześniej było zranienie. Gniew rzadko jest pierwszą emocją. Najczęściej jest reakcją obronną, głośną i silną, czasem niewygodną, która chroni coś delikatniejszego pod spodem. Dobrze jest sprawdzać od czego kiełkuje. Jaka była nasza pierwsza emocja zanim pojawił się gniew? Zamiast skupiać się na samym wybuchu, może lepiej zapytać wreszcie siebie: Co czuję naprawdę? 

Ps.
Aby zachować spokój w każdej sytuacji i nie pozwolić, by emocje tobą rządziły. Naucz się kontrolować swój umysł, odpowiadać z MĄDROŚCIĄ i nigdy więcej nie pozwól innym zakłócać twojego wewnętrznego spokoju.

wtorek, 10 lutego 2026

"Betrayal” – A Surreal Journey Through Strange Beauty (AI Animated)


 

Plan, planem ale życie wymaga umiejętności adaptacji...


 

"Robić z igły widły" czyli o postrzeganiu problemów ...


 Postrzeganie problemów jest procesem subiektywnym, który zależy od naszej interpretacji sytuacji, emocji oraz wcześniejszych doświadczeń. To, jak postrzegamy problem, determinuje, czy potraktujemy go jako niszczące zagrożenie, czy jako wyzwanie do rozwoju. Nie chcę tu bagatelizować niczyich problemów, a jedynie zwrócić uwagę, że  rzeczywistość to subiektywne doświadczenie, a problemy często wynikają nie z samych faktów, ale z tego, jak nasz osobisty mózg te fakty interpretuje. 

Nie wiem to wyzwanie do nauki ...

Pisząc historię swojego życia własnym piórem daję sobie też prawo do tego, że czasem mogę ...


Często nie jesteśmy tacy skorzy do łaskawego akceptowania i doceniania własnej niewiedzy, do konfrontacji z faktem, że o czymś nie mamy pojęcia... A przecież najmądrzejszy jest ten, który wie, czego nie wie...  Nie wiem, ale się dowiem taką postawę prezentują tylko osoby przejawiające wysoką samoświadomość, odwagę,  nastawienie na rozwój...

niedziela, 8 lutego 2026

"Twoje życie twoje dzieło, bądź artystą"...

 


Nie możemy kontrolować działań i opinii innych ludzi, pogody i wydarzeń losowych, przeszłości, czy wyników naszych działań /możemy starać się ze wszystkich sił, ale wynik ostateczny i tak nie zawsze zależy tylko od nas/ . Krótko mówiąc, skoro nie da się mieć tego pod kontrolą, to trzeba dla własnego dobra w porę odpuścić, gdyż uporczywie skupiając się na próbach kontrolowania tych obszarów fundujemy sobie tylko dodatkowy stres, lęk, wypalenie i poczucie bezsilności. Kontrolowanie niekontrolowalnego wcale nam nie służy, mało tego ...niczego nie rozwiązuje. Prawdą jest, że nie możemy kontrolować wszystkiego, ale możemy kontrolować sposób w jaki stawiamy czoła trudnościom. Stawiąjąc czoła trudnościom przestajemy być ich ofiarą a to pomaga nam zbudować naszą odporność i siłę psychiczną.  Na co więc mamy wpływ?  Z całą pewnością na  nasze reakcje na zaistniałą sytuację, na własny sposób myślenia /interpretację zdarzeń/, na nasze decyzje i wysiłek, na wartości i zasady, jakimi się kierujemy itd. Skupiając się więc na tych elementach poszerzamy samoświadomość, z którą możemy budować naszą pewność siebie, spokój i odporność psychiczną. Owszem, nie mamy wpływu na karty, które rozdaje nam życie, ale mamy pełną kontrolę nad tym, jak rozegramy swoją partię. Bo problemem nie jest to co się nam przydarza ale to co wybieramy z tym zrobić, to jak interpretujemy zdarzenia, jak radzimy sobie z emocjami czy to my je kontrolujemy czy one nas, czy i jakie podejmujemy decyzje, jakimi wartościami się kierujemy itp. Bardzo często najłatwiej jest szukać wymówek i winnych...tymczasem życie nie jest nam nic winne,  jest takie jakie jest ...my jesteśmy odpowiedzialni za to jak się przez nie poruszamy.

wtorek, 3 lutego 2026

Istnieć znaczy zmieniać się, zmieniać się to dojrzewać...

 

Zdarzają się takie chwile kiedy wycofujemy się z działania bo potrzebujemy tymczasowego odizolowania się, przetrawienia czegoś, by np. poradzić sobie z trudnościami albo dojść do ładu z samym sobą. Świat zewnętrzny przygasa, mniej nas zajmuje. Potrzebujemy spędzać więcej czasu w samotności, życiowe tempo zwalnia na jakiś czas. Niby nic się nie zmienia a jednak, w środku nas tyle się dzieje. Niczym gąsienica w stadium kokonu chowamy się i przykrywamy warstwą ochronną po to, aby móc wewnątrz siebie przejść jakąś ważną dla nas, niekoniecznie zawsze spektakularną, ale jednak ważną, transformację. Nie ma w tym nic złego, to naturalny proces poznawczy nim przejdziemy do działania, najpierw potrzebujemy etapu kontemplacji. Oczywistym jest, że każdy pokonuje ten etap w indywidualnym tempie. Dobra wiadomość jest taka, że w kokonie nie da się być wiecznie – z czasem następuje powrót do życia w formie mniej lub bardziej dojrzałego motyla ... 😊


Zimowanie - dobry czas na rozwój osobisty i regenerację

 

Czas hibernacji 

półmartwe zimowanie  

regeneracja...   

/moje haiku/

 Śnieg, mróz, szare dni to zdecydowanie nie moje klimaty. I dlatego niemal codziennie muszę przypominać sobie, że zima nie musi być tylko czasem "przetrwania" nawet gdy dłonie grabieją a zziębnięte myśli zastygają w sople. Z trudem ale motywuję się do różnych aktywności  by "nie zgasnąć". Nie musi być to zawsze aktywność fizyczna. Tłumaczę sobie, że zima może być po prostu inną wersją normalności – z tym samym rytmem dnia, ruchem, światłem i dbałością o podstawy mojej codzienności. Co prawda bez fajerwerków ale i bez hibernacji. No i bez udawania, że wszystko samo wróci niczym bociany na wiosnę. W tych staraniach podpieram się też nadzieją. Bowiem po przesileniu zimowym dzień staje się coraz dłuższy. Wydłużenie jest już wyraźnie zauważalne, każdy dzień jest dłuższy od poprzedniego ... zatem przyroda zmierza ku wiośnie i niedługo nadejdą te, tak wyczekiwane przeze mnie cieplejsze dni...

piątek, 30 stycznia 2026

Być dobrym ale bez przesady ...


 Chcemy być postrzegani jako dobrzy ludzie i nie ma w tym nic złego, jednak czasem to "bycie dobrym", wymyka się nam spod kontroli.  Zatem z czego wynika ta nasza nadmierna chęć bycia dobrą/dobrym dla wszystkich. Z punktu widzenia psychologii podłożem są często deficyty z dzieciństwa i wyniesione zeń wzorce (np. warunkowa miłość rodziców, która dała przekonanie, że trzeba na nią zasłużyć, że jestem dobry tylko wtedy gdy inni są ze mnie zadowoleni ). Z braku asertywności i strachu przed konfliktem, z których wynika uległość i mówienie ludziom tego, co chcą usłyszeć, zamiast własnego zdania. Z przekonania, że trzeba być idealnym, aby zasłużyć na akceptację itp. Zatem chęć bycia zawsze i dla wszystkich dobrym wynika zazwyczaj z naszego lęku przed odrzuceniem i  samotnością, wynika też z niskiej samooceny oraz silnej potrzeby aprobaty. Krótko mówiąc nasze "deficyty", których nie jesteśmy świadomi, bądź nie chcemy być sprawiają, że stajemy się takimi zadowalaczami innych. Co w konsekwencji często prowadzi nas samych do wypalenia emocjonalnego, ignorowania własnych potrzeb. A towarzyszący temu lęk przed byciem postrzeganym jako osoba egoistyczna sprawia, że brniemy w to... coraz bardziej. Finalnie gdy czujemy się już  jak "rozładowana bateria" odczuwamy żal, mamy poczucia krzywdy, czujemy się wykorzystani i zranieni faktem, że nasza dobroć nie znajduje godnego uznania, że świat się nie odwdzięcza tym samym... i nasze dobro do nas nie wraca. Czujemy się zawiedzeni i rozczarowani ludźmi wokół nas. Czy słusznie ? Niekoniecznie, bo prawdziwa wdzięczność i "powrót dobra" rodzą się z bezinteresownego pomagania, a nie z oczekiwania nagrody.  A my przecież mając swoje niedobory, niedowartościowania oczekiwaliśmy tej "nagrody" pod postacią akceptacji , uznania, doceniania, zauważenia nas przez innych. Zamiast zmienić perspektywę i skupić się na budowaniu własnej wartości i akceptacji siebie, szukaliśmy potwierdzenia swojej warości w innych... bo nie mieliśmy jej w sobie. Trudno też nam było zrozumieć, że inni widzą nas tak, jak my sami siebie widzimy, że nasze wewnętrzne przekonania o sobie – niska samoocena lub pewność siebie – są nieświadomie projektowane na zewnątrz i odzwierciedlane w zachowaniu innych ludzi wobec nas. Jeśli nie szanujemy siebie  inni też nas nie szanują - proste. Gdy nigdy nie pokazujemy "zębów"... wszyscy zakładają, że ich nie mamy. Każde " TAK " dla innych to " NIE " dla siebie. A jeśli rozdajemy to "TAK" /bez ograniczeń/  wszystkim, sami koniec końców zostajemy z niczym. Tak naprawdę ludzie nie widzą naszego serca, tego co czujemy. Widzą obraz, który im pokazujemy. Inni ludzie traktują nas dokładnie tak, jak my sami traktujemy siebie, często bez słów odbierając naszą energię i postawę. Jeśli wyglądamy na słabszych nikt nie doceni naszej dobroci. Będą nas lekceważyć ignorować, wykorzystywać, traktować jak narzędzie. Większość widzi kim się wydajemy... niewielu widzi kim jesteśmy naprawdę. Dlatego używajmy dobroci strategicznie /jak broni a nie jak tarczy/, pokazujmy dobroć wtedy gdy tego chcemy a siłę wtedy gdy musimy.  Dobroć, uczciwość, hojność to wszystko są cnoty ale jeśli używamy ich ślepo i w nadmiarze one nas niszczą. Tak to już jest, że to co rzadkie jest cenne to co obfite traci wartość... 


piątek, 23 stycznia 2026

Bycia babcią też trzeba się nauczyć...

 


Często słyszę, że wnuki kocha się bardziej niż własne dzieci. W takim razie ja jestem inna i tego nie zmienię. Szczerze ? Zastanawiam się jak w ogóle można tak powiedzieć? A może to efekt nieprzepracowanych relacji z własnymi dziećmi u osób, które tak twierdzą? Moje dzieci były i są moim największym skarbem. Wnuki są przede wszystkim skarbem moich dzieci. A to znaczy, że nie próbuję zagrabić sobie ich skarbu. Kochając i szanując swoje dzieci w naturalnej konsekwencji kocham też ich dzieci a moje wnuki ale to nie oznacza żadnego "bardziej". Będąc babcią, dodajmy do tego nie jedyną w rodzinie a i wśród znajomych także...siłą rzeczy mam dość szerokie pole obserwacyjne. I zauważam w zachowaniu tychże babć dziwny trend do rywalizacji. Rywalizują o sympatię wnuków, rywalizują między sobą o miano tej "lepszej",  często rywalizują też i z rodzicami dzieci. Nie wiem czy te babcie nie zrealizowały się w swoim czasie macierzyńsko?  Czy może wynika to z jakiegoś problemu natury psychologicznej, który należało by przerobić na kozetce u psychoterapeuty? A może ta rywalizacja wynika z chęci dominacji, z zazdrości o relacje z wnukami, z poczucia bycia "tą lepszą" a może  z kompleksów, z lęku przed odrzuceniem, z chęci bycia potrzebną?  Nie wiem... pewnie każdy taki przypadek należy traktować indywidualnie. Wiem jedno, takie zaślepione babcie przepełnione tzw. "małpią miłością" są jak "odbezpieczony granat". Mniej lub bardziej świadomie wyrządzają i wnukom i ich rodzicom ogromną krzywdę. Ich działalność w rodzinie prowadzi do kłótni, napięć, wybuchów złości i poczucia bezradności u rodziców. One potrafią zepsuć relacje w całej rodzinie.  Kluczem wydaje się być wyznaczenie im jasnych granic...  

wtorek, 20 stycznia 2026

Stawanie się jest lepsze niż bycie - Carol Dweck...


 Czasami usiłuję przywołać z otchłani zapomnienia tą "dziewczynę z przeszłości", którą byłam. Tęsknię za nią, chciałabym ją przytulić. Brakuje mi jej szczerego śmiechu, spontanicznej radości, energii, wiary, ufności z jaka podchodziła do świata i ludzi itd. Patrzę na nią, na tą niewinną i bezbronną istotę z współczuciem  bo znam ciąg dalszy jej historii, bo byłam naocznym świadkiem tego jak "walec życia" ją rozjechał. Chciałabym móc do niej wrócić ...wrócić do tamtej siebie.  Tylko czy, można wrócić do "dawnej siebie"?  W jakimś stopniu może i można ... ale z całą pewnością nie jest to niemożliwe w 100%.  Bo jesteśmy zmienni. Z biegiem lat, z biegiem dni po prostu zmieniamy się... życie nas rzeźbi. Zdobywana wiedza, doświadczenia nanoszą swoje korekty, relacje narzucają swoje poprawki itd. Zatem to oczywiste, że powrót do tej "dawnej siebie" zgodnej z "pierwowzorem" jest niestety mrzonką. Ale istnieje inna możliwość. Możliwość odnalezienia siebie na nowo, w wersji wzbogaconej o zdobyte doświadczenia, z możliwością odzyskania utraconych elementów lub odkrycia swojej nowej, lepszej wersji siebie. Jestem pewna, że tą nową wersję siebie też da się polubić ...


Paradoks dobrego serca...

 Dlaczego to właśnie osoby dobre przyciągają złych/ toksycznych/ ludzi i najczęściej doświadczają cierpienia w relacjach? Paradoks Dobrego S...