czwartek, 21 maja 2026

I po co to wszystko ?

 


Tak sobie myślę, że z kosmicznej perspektywy moje / i nie tylko moje/ życie wydaje się tylko chwilowym, mało istotnym lub wręcz nie istotnym epizodem pozbawionym sensu. My ludzie jesteśmy jak te unoszące się w powietrzu bańki mydlane, mieniące się przez krótką chwilę w słońcu... by w momencie zniknąć bezpowrotnie. Gdy zaś patrzę z perspektywy natury widzę jej prozaiczny cel...tym celem jest trwanie i przekazanie życia czyli podtrzymywanie ciągłości ludzkiego gatunku. Zatem,  po co to wszystko ? Żyjąc tak bardzo się staramy, trudzimy, cieszymy, cierpimy, gonimy za różnymi rzeczami, kochamy, nienawidzimy ... a na koniec umieramy i okazuje się, że to wszystko nie miało większego sensu, praktycznie żadnego znaczenia. Gdy o tym myślę mam wrażenie, że "cały ten życiowy wir" jest tylko po to by się w ogóle czymś zająć... i temu właśnie służy życiowa gonitwa. Będąc w wirze spraw, obowiązków, problemów nie mamy czasu na zastanawianie się chociażby nad sensem. Nasz mózg jest nastawiony na rozwiązywanie problemów i działanie. Pewnie dlatego też poczucie braku sensu pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy na chwilę się zatrzymujemy i zaczynamy analizować. Zatem działanie, zaaferowanie, całą tą gonitwę na przestrzeni życia... fundujemy sobie w gruncie rzeczy  po to by chronić się przed pustką i poczuciem bezsensu. Jak mawiał Albert Camus - "Dosłowne znaczenie życia to wszystko, co robisz, żeby się nie zabić."   Życie, które mamy dane to czysta karta bez z góry ustalonego scenariusza, na której piszemy swoją własną, unikalną historię. Jego sensem wydaje się być samo jego przeżywanie i doświadczanie. A więc, to my sami jesteśmy twórcami własnego sensu... nasze życie nie ma jednego, narzuconego z góry wielkiego celu, zatem największym naszym sukcesem może być po prostu ułożenie sobie własnego, małego świata... takiego, w którym czujemy się dobrze i który ma dla nas znaczenie... 

Jeżeli życie ma napisy końcowe... to chciałabym wierzyć, że w tle leci dobra muzyka, a na ekranie – niczym w kinowym hicie – widać listę wszystkich, którzy wnieśli do mojej historii coś wspaniałego lub przynajmniej dobrego...

wtorek, 19 maja 2026

Dziewczynka o imieniu Luna...

 

      Fot. własne 

Od tygodnia mieszka ze mną dziewczynka o imieniu Luna.  Ta "księżycowa panienka" słodka jak miód , tryskająca energią i inteligencją szturmem podbiła moje serce.  I choć nie planowałam już psiej adopcji to życie zweryfikowało moje plany. Kolejny raz pojawił się na mojej drodze ktoś kto chciał się pozbyć psa a ja jak zwykle w takich razach nie potrafiłam być stanowcza ...i przygarnęłam.  Oczywiście nie żałuję.  ❤  

środa, 13 maja 2026

Proszę o więcej ...


                                              Fot. własne

Kolejny udany weekend za mną. Były tańce w rytmie disco w towarzystwie mniej bądź bardziej znajomych, była wycieczka krajoznawcza i dużo zdjęć / upamiętniających miejsca i piękne widoki/, dobre jedzenie po drodze i spotykanie fajnych ludzi ... jednym słowem luz-blues, dużo śmiechu i radości.  Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, dni spływają w pośpiechu, nieubłaganie i bezpowrotnie niczym woda w potoku. Ani się obejrzysz a tu był weekend... i już po, a za nim niepostrzeżenie śmignął cały tydzień. W podobny sposób znikają miesiące i kolejne lata. Człowiek starzeje się a przeżyte chwile stają się tylko wspomnieniami. Tyle, że te nasze wspomnienia tworzą nas – naszą historię. Tak sobie myślę, że właśnie dlatego warto częściej zatrzymać się na chwilę, docenić ją, nim "woda w potoku" porwie ją dalej razem z nami. I temu właśnie służą wszelkie moje aktywności. Robiąc to co lubię niejako spowalniam czas, gdyż w takich razach przestaję go nerwowo odmierzać. A  w zamian uważniej i głębiej przeżywam wszystko to co te chwile z sobą niosą. Mój mózg się "wycisza", przestaje rozpamiętywać przeszłe czy martwić się o przyszłe, jest skupiony w 100% na niosącej przyjemność bieżącej chwili... i to jest super. 

wtorek, 12 maja 2026

Kopice... przypałacowy folwark

 


Fot. własne

Kopice ... po drugiej stronie pałacu stajnia i powozownia, stoją też zabudowania dawnego folwarku, w którym funkcjonował m.in. browar oraz gorzelnia. Jego rozmiar daje wyobrażenie o wielkości majątku śląskich magnatów. Polecam zobaczyć przypałacowy folwark...robi wrażenie.


Pałac w Kopicach ...

 


 Fot. własne

Pałac na wodzie w Kopicach /pow. brzeski/ - historia jak z bajki, która stała się ruiną... Aktualnie ruina z nadzieją na uratowanie. To przepiękny obiekt. Oby tym razem udało mu się przetrwać i wrócić do czasów świetności ...

Pałac w Sulisławiu...


 Fot. własne 

Pałac Sulisław /woj. opolskie/ to XVII w. pałac wybudowany w neogotyckim stylu z dwiema narożnymi wieżami otoczony parkiem . Dziś to pięciogwiazdkowy hotel...

Grodków...

 

Fot. własne 

Nie byliście jeszcze w Grodkowie /woj. opolskie/ ? A to szkoda ...

Łojowice...


 Fot. własne

Pałac i dawna oranżeria w Łojowicach /wieś w pow strzelińskim/... jak widać gospodarza brak.

Strzelin...


 Fot. własne 

Do najciekawszych atrakcji w Strzelinie zaliczyć można miejscowy ratusz, rotundę św. Gotarda, pozostałości murów obronnych, a także Dom Książąt Brzeskich... warto zobaczyć .

Pałac w Wawrzęcicach ...

 Wawrzęcice to wieś w gminie Wiązów.  Kiedyś stał tu pałac, który wyglądał tak...



Z kompleksu obejmującego pałac, budynki gospodarcze, rozległy park i mauzoleum Seherr-Tossów  /dawnych właścicieli/zachowała się tylko oficyna z pocz. XX w.


Fot. własne 

Wiązów miasto w pow. strzelińskim ...

 


Fot. własne


środa, 6 maja 2026

Z biegiem lat , z biegiem dni ...


 Czy moje życie jest satysfakcjonujące ? Dziś mogę odpowiedzieć, że tak. Satysfakcja z życia jest jednym z kluczowych elementów mojego subiektywnego dobrostanu. Ogólnie oceniam własne życie jako wartościowe i satysfakcjonujące, niezależnie od chwilowych wahań nastroju. Oznacza to nie tylko to, jak się czuję z moim życiem tu i teraz, ale też jak patrzę na swoje życie jako całość z perspektywy "pamiętającego ja" – a więc tego, które podsumowuje, a nie tylko przeżywa. W moim odczuciu satysfakcja z życia jest czymś znacznie głębszym niż chwilowe zadowolenie, jest ugruntowanym poczuciem, że jestem na właściwej drodze, że moje życie ma sens, a to, co robiłam, co przeżyłam, w czym się spełniałam /choć czasem było trudno/ było jednak spójne ze mną, z tym, kim jestem. Używając porównań można powiedzieć, że zadowolenie jest jak jedna kostka czekolady wzięta do ust dająca natychmiastową, ale chwilową przyjemność. A spełnienie jest raczej jak powoli gotujący się bulion – wymaga czasu, uwagi i składników, które współgrają i odżywiają nas długofalowo. Zatem, satysfakcja z życia to coś więcej niż chwilowe zadowolenie, to głębokie poczucie sensu, spójności i bycia „u siebie". Moje poczucie spełnienia oczywiście nie pojawiło się ot tak nagle, tylko dojrzewało w czasie ale wraz z nim o dziwo, pojawiał się coraz bardziej odczuwalny wewnętrzny spokój, który towarzyszy mi nawet gdy / jak to w życiu bywa/, nie wszystko układa się dobrze... 

Podobno szczęśliwi, spełnieni ludzie w drugiej połowie życia przestają dodawać, a zaczynają odejmować. To prawda. Nie chcą mieć więcej, tylko chcą mniej. Po prostu tyle ile potrzebują. Wynika to z tego, że rozumieją, że satysfakcja z życia, szczęście nie zależą od rzeczy, które kupią, ani od liczby sukcesów, jakie osiągną. To raczej umiejętność doceniania tego, co już się ma, czyli rodziny, przyjaciół, zdrowia, czy po prostu zwykłych codziennych chwil. Podsumowując: najbardziej zadowoleni z życia ludzie to ci, którzy przestali próbować komukolwiek coś udowadniać. Nie porównują się już z innymi, nie gonią za modami, nie próbują być "lepsi". Są wdzięczni za to, co mają, i to im w zupełności wystarcza. Mnie też a jak jest z Wami ? 

wtorek, 5 maja 2026

Moja majówka...


 Tegoroczną majówkę zaliczam do bardzo udanych. Pogoda dopisała. Było słonecznie, ciepło a nawet gorąco. Nie siedziałam w domu, nie dołowałam się oglądaniem idiotów w TV... tylko podróżowałam, robiłam zdjęcia...zwiedzałam. A więc robiłam to co lubię najbardziej. Takie eskapady odrywają mnie od codziennych szarości, relaksują, poprawiają nastrój, dostarczają świeżej energii. Odkąd pamiętam sprawiały mi radość. Poprzez smakowanie takich i tym podobnych chwil zaczęłam rozumieć, że życie nawet gdy jest trudne, nie musi się zmienić diametralnie, żeby zaczęło smakować inaczej... 

I po co to wszystko ?

  Tak sobie myślę, że z kosmicznej perspektywy moje / i nie tylko moje/ życie wydaje się tylko chwilowym, mało istotnym lub wręcz nie istotn...