piątek, 1 maja 2026

Naprawdę dużo zależy od domu...

 


 "Jakie drzewo – taki klin, jaki ojciec – taki syn. Jaki owoc – taka skórka, jaka matka – taka córka".  

Pojawienie się dziecka wywraca ludziom dotychczasowe życie do góry nogami, wymagając od nich poświęceń i dostosowania priorytetów. Bowiem wychowanie wymaga od obojga rodziców poświęcenia, wielu wyrzeczeń i nadludzkiego / niejednokrotnie / wysiłku. Nie czarujmy się: dziecko to nie kotek czy pies, którego nakarmimy, wyprowadzimy na spacerek, ewentualnie - w miarę czasu i naszego nastroju to może nawet z nim się pobawimy. Dziecko to poważny obowiązek i niesłychana odpowiedzialność dla obojga rodziców. Bycie rodzicem /o czym nie wszyscy pamiętają/  jest jedną z najtrudniejszych, najbardziej wymagających, a jednocześnie najważniejszych prac na całe życie.  To proces, który nie kończy się wraz z osiągnięciem przez dziecko pełnoletności, lecz ewoluuje, przynosząc nieustanną odpowiedzialność i troskę. Rola rodziców w  procesie wychowania /nie mylić z hodowaniem/ dziecka jest szalenie ważna. Bo to rodzice dają dziecku fundamenty, które zostaną z nim na całe życie i na których to będzie ono budowało obraz siebie, innych ludzi oraz otaczającego świata. Rodzice są bezpośrednim otoczeniem emocjonalnym dziecka. Jakość ich relacji z dzieckiem modeluje jakość późniejszych wszystkich interakcji społecznych.  Każde dziecko dla prawidłowego rozwoju potrzebuje mądrego i wrażliwego rodzicielstwa.  A "dobrzy rodzice" to tacy, którzy kochają mądrze, a nie ślepo. Dobry rodzic musi kochać swe dziecko prawdziwą, mądrą miłością. Nie może sobie pozwolić na ślepą "małpią miłość", bo ta – pozbawiona krytycyzmu, wymagań i rozsądku w stosunku do osoby kochanej – niestety niszczy człowieka, nie pozwalając mu wzrastać psychicznie i emocjonalnie.  "Małpia miłość" to termin określający przesadną, bezkrytyczną i ślepą miłość do dziecka, która prowadzi do pozwalania mu na pełną samowolę, nadmiernego wyręczania i chronienia przed wszelkimi trudnościami. Mimo dobrych intencji, chęci zapewnienia dziecku szczęścia, "małpia miłość" jest szkodliwa i może być formą zniewolenia dziecka, zamiast wspierania jego rozwoju. Współczesna kultura narzuca presję "idealnego macierzyństwa", co prowadzi do obsesyjnej troski i chronienia dziecka przed najmniejszym dyskomfortem.  Taki nadmiernie zaangażowany w życie dziecka rodzic, "krąży" nad nim jak śmigłowiec, monitorując każdy ruch, podejmując decyzje i niczym "kosiarka" usuwając wszelkie przeszkody. Taka postawa rodzica, wynikająca często z jego troski lub z lęku, prowadzi do nadopiekuńczości i niestety ogranicza samodzielność dziecka, utrudnia naukę radzenia sobie z porażkami, po prostu uniemożliwia dziecku samodzielną naukę życia. Niestety wiele problemów, z którymi borykają się dzisiaj młodzi ludzie ma swoje korzenie w rodzinie. Co tylko potwierdza, że nie jest łatwo być rodzicem, nie każdy potrafi nim być i że bycie nim wymaga nie tylko miłości ale i dużej świadomości, wiedzy by tę rolę możliwie dobrze wypełniać. Kończąc chcę powiedzieć, że dom rodzinny ciągle jest fundamentalnym środowiskiem kształtującym osobowość, wartości i mechanizmy radzenia sobie przez młodych ludzi. I choć wpływ ten jest obecnie modyfikowany przez intensywny rozwój technologii i otoczenie zewnętrzne to nie zdejmuje to odpowiedzialności z rodziców i niczego nie usprawiedliwia. Dom rodzinny w życiu dziecka nadal stanowi najważniejszy punkt odniesienia.


czwartek, 30 kwietnia 2026

Tego nie mogę przemilczeć...


 Magazyn Ekspresu Reporterów wyemitował ostatnio reportaż o agresji rówieśniczej w szkole. Piętnastoleni chłopiec był maltretowany przez kilku kolegów z klasy. Oprawcy nagrywali swoje wyczyny i wrzucali je do sieci. Oczywiście nauczyciele niczego nie widzieli, pozostali uczniowie szkoły też pozostawili sprawę swojemu biegowi. Bo po co się wychylać ? Gdy za sprawą rodziców poszkodowanego chłopca sprawa wypłynęła zaczęła się batalia z dyrekcją szkoły, nauczycielami , kuratorium, rodzicami oprawców. W rezultacie poszkodowany przestał chodzić do szkoły i zaaplikowano mu nauczanie indywidualne w domu. Dwóch oprawców po długich bojach relegowano z placówki a jednego pozostawiono bo podobno dobrze się uczył. Oczywiście poszkodowany może wrócić do szkoły i nawet powinien bo indywidualne nauczanie w domu to tylko tymczasowe rozwiązanie problemu. To tak w telegraficznym skrócie. Muszę przyznać, że bardzo mnie zbulwersowały / myślę, że nie tylko mnie/  wypowiedzi dyrektora szkoły, "pańci" z Kuratorium. Ich indolencja była porażająca. Prezentowane przez nich postawy nie licują z godnością zawodu pedagoga i stoją w sprzeczności z zasadami etyki. Finalnie reportaż odsłonił nagą prawdę o tym, że świat dorosłych / Dyrektor Szkoły , Nauczyciele , rodzice sprawców przemocy i Kuratorium / nie jest w stanie rozwiązać przemocy rówieśniczej. Jeden ze sprawców przemocy nadal pozostaje w Szkole. A Pani Kurator radzi, aby to ofiara przemocy zmieniła Szkołę. Bulwersujące i oburzające. Tyle się mówi o przeciwdziałaniu agresji, wymyśla różne akcje pt. " STOP PRZEMOCY" itp by potem w realu  tak naprawdę poprzez takie jak przytoczone powyżej zachowania w gruncie rzeczy dalej przyzwalać na przemoc. Myślę, że zgodzicie się ze mną, że w takich razach potrzebna jest natychmiastowa reakcja na przemoc a nie palenie zniczy po tragedii /jak to zwykliśmy czynić/ gdy już się dokona. To podejście jest absolutnie kluczowe. Przecież, przemoc rówieśnicza, nękanie i hejt w szkołach to nie jest "naturalny element dorastania", lecz poważne zagrożenie, które wymaga natychmiastowej interwencji dorosłych, a nie tylko reakcji po fakcie. Należy też dodać, że chcąc przerwać cykl krzywdzenia trzeba zająć się nie tylko ofiarą przemocy ale też i sprawcą. Samo odizolowanie ofiary od oprawcy nie wystarczy. Niestety obie strony,  choć każda z innych powodów potrzebują pomocy. Ofiara potrzebuje ochrony i wsparcia psychologicznego, a sprawcy terapii ukierunkowanej np. na zrozumienie przyczyn swojej agresji i radzenie sobie z emocjami.


niedziela, 26 kwietnia 2026

Niech ktoś to naprawi...


 Wielu ludzi siedzi po domach, narzeka na politykę, pragnie zmiany, brzydzi się dzisiejszą korupcją i propagandą, ale nie robi nic. Zewsząd słychać, że : "W tym kraju nigdy nie będzie normalnie", "Znowu podnieśli podatki", "Politycy to złodzieje", "Kolejki do lekarza są wieczne", "Szkoła niczego nie uczy", "Straszna drożyzna",  "Ciągłe korki w mieście", "Spóźniony pociąg", "Tłok w autobusie", "Znowu naprawiają nawierzchnię", "Słabe oświetlenie ulic" ,  "Po co tyle świateł", "Tyle śmieci wokół", "Znowu pada", "Za gorąco, nie da się żyć", "Za zimno" itd. itp. Innymi słowy narzekanie na wszystko połączone jednocześnie z oczekiwaniem, że enigmatyczny "ktoś" inny tzn. państwo, rząd, pracodawca, rodzina ...  po prostu "KTOŚ" rozwiąże wszystkie problemy. Sami narzekający wydają się być przepełnieni bezsilnością, bezradnością, niemocą. Zastanawiam się, co trzeba  zrobić, by powszechne krytykanctwo, czy dawanie rad i wskazówek innym, zamienić na własną aktywność społeczną i zainteresowanie tym, co nasze wspólne? By zamiast uruchamiania "ktosia", uruchomić siebie? Niestety...to wymaga od nas zmiany myślenia. A to bywa trudne gdyż zamiast myśleć o tym, co inni powinni zrobić, musielibyśmy zacząć myśleć "co ja mogę zrobić". Łatwiej jest torpedować, krytykować cudze projekty, wytykać błędy, rzekome nic nierobienie i opieszałość czy nieuczciwość tych innych niż spojrzeć krytycznie na siebie... bo to mogłoby nas zaboleć. Robimy więc wszystko by oszczędzić sobie "przykrości". Pewnie dlatego mamy tyle frajdy z krytykowania i udzielania nieproszonych rad innym.  Rad, które najczęściej są też formą krytyki, chęcią"ulżenia sobie", pokazania swojej nieomylności, wyższości  lub własnego ego, są wywalaniem na drugiego człowieka swoich frustracji a nie strategią naprawy czy realną pomocą. Mam taką hipotezę, że jeśli sami nie mamy osiągnięć i nie wierzymy, że możemy je mieć, nie wierzymy w swoją sprawczość i w to, że możemy mieć wpływ nie tylko na własne życie ale i np. na życie społeczności, w której żyjemy to automatycznie wybieramy narzekanie.  Dlatego na zadane powyżej w tekście pytanie "co trzeba zrobić" by zmienić ten stan rzeczy, moja odpowiedź brzmi następująco: zmienić nawyki:  z narzekania na sprawczość. 


 Zwycięzcy nie narzekają, narzekający nie zwyciężają...


piątek, 24 kwietnia 2026

Dokąd prowadzi "królicza nora" ?

 


 Zgodnie z tradycyjnym światopoglądem to mężczyzna aktywnie wybiera sobie kobietę. To życzenie samców alfa. Rzeczywistość jest jednak inna. Współczesne społeczeństwa doświadczają głębokich przemian związanych z redefinicją ról płciowych. Ruchy feministyczne oraz postępująca emancypacja kobiet zmieniają tradycyjny model relacji damsko-męskich, co wywołuje różnorodne reakcje. Mężczyźni wychowani w tradycyjnym modelu męskości promującym dominację, siłę i autorytet czują się zagrożeni tymi zmianami. Lęk przed utratą społecznej pozycji, połączony z niepewnością co do własnej tożsamości, często prowadzi do ucieczki w stereotypowe myślenie. W konsekwencji może to doprowadzić do zwrócenia się ku toksycznym wzorcom męskości i narracjom pełnym nienawiści. Kobiety zaczynają być postrzegane jako "obca", zagrażająca grupa, co pogłębia polaryzację między płciami. W obliczu tych przemian, a także rosnącej wśród młodych mężczyzn samotności, coraz więcej z nich szuka wsparcia w internetowych grupach, takich jak te skupione wokół manosfery. Manosfera to swoisty ekosystem internetowych społeczności, które mówią o męskości, relacjach i randkowaniu. Ta internetowa przestrzeń obejmuje m.in. fora, blogi i grupy na serwisach społecznościowych. Prowadzone są tam dyskusje na tematy dotyczące męskości i relacji damsko-męskich. Dlaczego manosfera zyskuje tak szybko popularność? Bo daje proste odpowiedzi na trudne emocje, buduje poczucie wspólnoty, działa w zgodzie z algorytmami poprzez kontrowersyjność treści. Mizoginiczni influencerzy mają ogromne zasięgi w mediach społecznościowych, propagują toksyczne obrazy męskości i przedstawiają kobiety jako gorsze. Społeczności te promują narrację, która skupia się na przekonaniach o zagrożeniu męskości przez kobiety oraz feminizm. Prezentowane w manosferze poglądy wskazują, że poprzez uzyskiwanie przez kobiety praw, mężczyźni doświadczają coraz większego ucisku i dyskryminacji. Te antyfeministyczne narracje szybko rozprzestrzeniają się za pośrednictwem mediów społecznościowych. Treści wahają się od manipulacyjnych porad randkowych i żądań politycznych, mających na celu osłabienie pozycji społecznej kobiet, po jawną mizoginię. To, co je łączy, to fundamentalne odrzucenie równości płci. W efekcie zamiast oferować konstruktywne rozwiązania, grupy te stają się przestrzenią do eskalacji mowy nienawiści, dyskryminacji, obarczania winą ofiar, co umacnia toksyczne postawy wobec kobiet i innych grup społecznych. Na przestrzeni ostatnich lat zauważalna jest postępująca radykalizacja grup związanych z manosferą. Zjawiska te mają istotny wymiar kryminologiczny, ponieważ internetowa radykalizacja czy stosowanie mowy nienawiści mogą prowadzić do przemocy zarówno werbalnej, jak i fizycznej. W dyskusjach prowadzonych w manosferze często widoczna jest frustracja związana z postępującą emancypacją kobiet, co prowadzi do eskalacji negatywnych emocji i nasilania się wrogich postaw. I żeby nie było ... mamy też wiele kobiet, które podzielają idee manosfery i ideologię naturalnego porządku one również tworzą konta i promują swój styl życia jako jedyny godny naśladowania. Krytykują inne kobiety, które mu się sprzeciwiają,  określąc je jako chore psychicznie i potrzebujące terapi. Bo według nich feminizm jest chorobą.  Z całą pewnością manosfera czyli ten rosnący w siłę i radykalizujący się cyfrowy świat równoległy pełen pogardy, frustracji,  promujący patriarchalną ideologię, mizoginię /pogardę dla kobiet/, seksizm oraz toksyczne wzorce męskości jest zjawiskiem niebezpiecznym i szkodliwym, zarówno dla kobiet, jak i dla samych mężczyzn. Manosfera zdaje się być kolejnym elementem złożonej układanki form i przejawów przemocy wobec kobiet, ale o tyle ważnym i szczególnym, że normalizującym agresywne zachowania i popularyzującym dyskryminację oraz nienawiść. Statystycznie w Polsce średnio co 4 dni kobieta ginie z rąk mężczyzny,  szacunkowo co 40 sekund jakaś kobieta w Polsce doświadcza przemocy...myślę, że te dane dają do myślenia. Poza tym, dodać należy, że manosfera jest też przestrzenią atrakcyjną politycznie, szczególnie dla ruchów prawicowych podnoszących kwestie męskiej supremacji i rolę białego mężczyzny dla porządku i rozwoju społecznego.

środa, 22 kwietnia 2026

Banalizowanie zła...


 Czy niepokojące mnie zjawisko powszechnego banalizowania zła jest faktycznie problem ? Owszem jest. I jest uważane za poważny problem społeczny, psychologiczny i etyczny. Według koncepcji Hannah Arendt, zło przestaje być postrzegane jako akt szaleństwa czy sadystycznej natury, a staje się "banalne".  Banalność zła objawia się tym, że zbrodnie stają się normą, a zło jest utożsamiane z codzienną rutyną, w której ludzie nie dostrzegają moralnego wymiaru swoich działań. Nieszczęścia biorą się stąd, że "zwykli ludzie tolerują zło".  wielkie zbrodnie są często popełniane nie przez psychopatycznych potworów, lecz przez zwykłych, bezrefleksyjnych ludzi wykonujących rozkazy. Oznacza to sprowadzenie zła do rutyny, biurokratycznej procedury, braku myślenia, braku refleksji moralnej, lub przyzwyczajenia do przemocy...co w konsekwencji pozwala ludziom ignorować cierpienie ofiar. Zło staje się "banalne", gdy wykonawca zadań skupia się na technicznych aspektach pracy, wyłączając sumienie i odpowiedzialność moralną. Wniosek... banalizowanie zła nie wynika tylko z radykalnych ideologii, ale tkwi przede wszystkim w ludziach, którzy stracili zdolność krytycznej oceny moralnej, bezmyślnie i bezrefleksyjnie przyjmują "błyszczące" narracje  usprawiedliwiające krzywdę innych. W tych, którzy przestają samodzielnie oceniać sytuację, rezygnując z moralnego osądu na rzecz wykonywania poleceń lub podążania za tłumem. Dzisiejsze media także i to w bardzo znaczący sposób przyczyniają się do postępującego banalizowania zła. Ta teza znajduje potwierdzenie w analizach współczesnego przekazu medialnego. Współczesne media w znacznym stopniu kreują nam taką "sztuczną konstrukcję świata", w której zło jest często upraszczane, trywializowane lub zamieniane w formę rozrywki /np. horrory, seriale o seryjnych mordercach, a także brutalne treści w internecie itp./. Ta ciągła pogoń mediów za sensacją i uatrakcyjnianiem przekazu, nieustający przekaz informacji o zbrodniach i katastrofach prowadzi do znieczulicy /odwrażliwienia/, przez co zło przestaje budzić sprzeciw, a staje się jedynie kolejnym elementem medialnego spektaklu...

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Masyw Ślęży ...


 Fot. własne 

Zamek Topacz - Muzeum Motoryzacji...


 Fot. własne


Zamek Topacz...

Fot.własne 

Zamek Topacz w Slęzie k/Wrocławia. Bogata historia dworu sięga czasów Henryka Brodatego. Od 1359 do 1383 roku właścicielami majątku w Ślęzy byli Wierzynkowie /ród krakowskich mieszczan/, którzy to przyczynili się do jego rozkwitu. W kolejnych stuleciach Zamek był wielokrotnie przebudowywany. Dziś Zamek Topacz to połączenie historycznych obiektów z nowoczesnym luksusem... 

Sulistrowiczki ...


 Fot. własne

Sulistrowiczki to malownicza wieś u podnóża Ślęży. Jedną z tutejszych atrakcji są pozostałości po pięknym kiedyś a dziś mocno zaniedbanym Parku "Wenecja". Utworzono go w 1914 r. Ze względu na zastosowanie licznych budowli wodnych – stawów i kaskad tak nazwano ten romantyczny park. Dziś to już raczej zapomniana "Wenecja"... 

Pałac Krobielowice ...


 Fot. własne

Pałac Krobielowice  na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bystrzycy. Obecnie znajduje się tu hotel i restauracja, a na przyległych terenach jest pole golfowe...

Pałac Grodziec...


 Fot.własne 

Pałac Grodziec... to jeden z najpiękniejszych barokowych pałaców na Śląsku. Niestety  ukryty w zarośniętym parku, mijany obojętnie przez turystów pozostaje w cieniu Zamku Grodziec.  Ta ogromna rezydencja / 3600m2 / ma niestety równie ogromnego pecha... przez 70 lat nie znalazł się tu choćby  jeden porządny gospodarz 

Zamek Grodziec...

 Zamek Grodziec /pow. złotoryjski/ to średniowieczna warownia położona na wygasłym wulkanie, co zapewnia niesamowite widoki. Tu kręcono m.in. sceny do "Wiedźmina".


Fot. własne

W górach jeszcze śnieg ...


 Fot. własne 

Piękny widok... Szczyty Karkonoszy ciągle w śniegu a dookoła wszystko się zieleni i kwitnie ... po prostu wiosna . 

Jawor ...

 


Fot. własne 

Jawor to miasto w województwie dolnośląskim z bogatą historią sięgającą XI wieku, położone nad Nysą Szaloną... 

Zamek w Roztoce...

Fot własne 

Zamek w Roztoce /wieś w gm Dobromierz/. Zabytkowy zespół składa się z okazałych budowli rezydencjonalnych położonych w otoczeniu parku krajobrazowego i ogrodu w stylu francuskim. Miejsce to jest połączeniem fascynującej historii, pięknej architektury i urokliwej przyrody. Wpadnijcie tu przy okazji ...

Pałac Morawa...


 Fot. własne

Neoklasycystyczny pałac we wsi Morawa /pow. świdnicki/ wybudowany w 1873 roku ...wart zobaczenia ...

Po ostatnich ciężkich wpisach nieco oddechu ... wybrałam się w teren by przewietrzyć głowę i zachłysnąć się wiosną.

piątek, 17 kwietnia 2026

Tak sobie myślę, że...


  Człowiek jest istotą zdolną do największego zła jeśli tylko ubierze je w "dostatecznie błyszczący kostium", jest zdolny do potwornych czynów, jeśli tylko potrafi je przed samym sobą i innymi uzasadnić – krótko mówiąc "ubrać w kostium" wyższych celów, takich jak "postęp", "nauka", "dobro wyższe" czy "misja".  A wtedy niemoralne czyny są racjonalizowane i ukrywane pod maską szczytnych haseł, tradycji lub tzw. "wyższego dobra", "konieczności dziejowej", "sprawiedliwości", "bezpieczeństwa" itp. Zło rzadko występuje w czystej postaci lepiej się "sprzedaje w ładnym opakowaniu" dlatego... zazwyczaj potrzebuje "kostiumu" czyli " fajnego przebrania" – ideologii, propagandy, czy usprawiedliwienia / np." to dla dobra ogółu"/, aby człowiek mógł czynione zło zaakceptować i dalej realizować. Ubiera więc najbardziej potworne czyny w szaty konieczności, obowiązku czy wręcz cnoty a własna pycha i hipokryzja pozwalają mu zamaskować nawet największe zło, czyniąc je "wystarczająco błyszczącym", by stało się też akceptowalne społecznie. Te "fajnie błyszczące" narracje usprawiedliwiające zło często przybierają formę atrakcyjnych, spójnych opowieści, które nadają krzywdzie pozory wyższego celu, konieczności dziejowej, bezpieczeństwa lub wyższej sprawiedliwości. Celowo dehumanizują ofiary, sprawiając, że krzywda staje się dla sprawców i ich popleczników mało widoczna lub moralnie akceptowalna a oni sami wierzą, że czynią dobro, że realizują szczytne cele uważają się za dobrych i co za tym nie czują odpowiedzialności... za swoje czyny. 


wtorek, 14 kwietnia 2026

Rzeczywistość bywa bolesna...

 

Zacznę od bajeczki A.S.Przepieździeckiego: Daleko, daleko za siedmioma górami za siedmioma rzekami i za siedmioma morzami mieszkała piękna jak róża i niewinna jak lilija królewna która często mówiła: O kurwa mać jakżesz ode mnie jest wszędzie daleko. Królewna tak była przygnębiona tymi odległościami, że nie chodziła ani do fryzjera ani do kosmetyczki ani nawet, co zakrawa na zupełną niemożliwość, nie chodziła do krawcowej. Ta nieszczęśliwa królewna pewnego razu spacerując po pałacowych ogrodach spotkała siedzącego pod drzewem starego, ubogiego mędrca, który jak to w bajkach i tylko w bajkach bywa, był niezwykle szczęśliwy i ciągle się uśmiechał. — Z czego tak się cieszysz stary wyleniały koźle? — zapytała nieszczęśliwa królewna.

- Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ mieszkam tak daleko od swoich bliźnich, że nie mogą oni mnie ani po cichutku okradać, ani oszukiwać ani, za pomocą aparatu państwowego, nie mogą mnie rabować w sposób jawny a bezczelny. Nie mogą mi także do znudzenia ględzić, że jestem dzięki nim szczęśliwy pozostawiając sprawę mego szczęścia wyłącznie mnie. — Wielce szanowny staruszku — przemówiła zawstydzona królewna — bardzo cię przepraszam. Co prawda wyglądasz rzeczywiście na starego capa, ale mądrości w tobie jest tyle ile urody we mnie. Ponieważ dobrze by było żebym oprócz urody miała trochę rozumu w głowie, więc powiedz mi jak to jest, że to co jest dla mnie przyczyną udręki, stanowi dla ciebie powód do zadowolenia.

— Po prostu powinnaś obiektywnie patrzeć na rzeczywistość. Na pewno jest niewygodnie daleko jeździć do fryzjera i kosmetyczki, ale dzięki temu, że mieszkasz tak daleko od centrów cywilizacji możesz zbudować społeczeństwo w którym nie będzie tego wszystkiego co zatruwa ludziom życie w tamtym dalekim społeczeństwie.

Koniec bajki — morał oczywisty: w bajkach można zbudować ludziom szczęście.

Rzeczywistość niestety jest inna. Zarówno dawno, dawno temu jak i dzisiaj jesteśmy skazani na życie w społeczeństwie. Dodatkowo ludzie tacy jak my są zdani na życie w konkretnym tzn. w polskim społeczeństwie, gdzie nie trzeba być wcale wysokiej klasy cwaniakiem, żeby żyć kosztem szerokich rzesz frajerów, których los podobnie jak los frajerów na całym świecie jest jednaki... sprowadza się do utrzymywania własnym kosztem prosperity tychże cwaniaków. Cwaniaków, którzy tak umiejętnie, z ogromnym wyczuciem klimatu społecznej głupoty, budują własną świetlaną przyszłość i swoich potomków, kosztem szerokich rzesz społeczeństwa... w myśl zasady "po nas choćby potop".  Cwaniacy z wielką determinacją prą do przodu i idą po swoje a reszta, czyli my ... rzesze frajerów co najwyżej czujemy złość. Ta złość tak naprawdę wynika z poczucia bezradności, bezsilności i braku umiejętności skutecznego działania. Na bramie do piekła A. Dantego widniał napis: "Porzućcie wszelką nadzieję". Naprawdę ??? Czy nasza obecna bezsilność musi być taka zupełnie beznadziejna?


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Zbędny altruizm...


 Moje życiowe doświadczenia nauczyły mnie, że dawanie szans innym, najczęściej postrzegane jako akt empatii i wysokiego poziomu rozwoju, w rzeczywistości może być bronią obosieczną. To znaczy sytuacją, w której dobre intencje przynoszą korzyści, ale równie dobrze mogą też obrócić się przeciwko mnie.  Jeden raz mogę pozwolić drugiej osobie na naprawienie błędów. W końcu nikt z nas nie jest nieomylny. Wszyscy w tym i ja, popełniamy błędy. Jednak, jeśli ktoś tej szansy ponownie nie wykorzysta, to nie będzie już kolejnych. Bo każda następna to przejaw naiwności.  To jakbym dawała temu komuś broń z kolejnym nabojem i niejako sama prosiła... spróbuj raz jeszcze bo za pierwszym razem nie udało ci się mnie zabić. Dawanie kolejnych szans jest najczęściej pozwoleniem na to, żeby ktoś skrzywdził ponownie...

piątek, 10 kwietnia 2026

Narcyz złośliwy ...


                                                           Fot. z Pinterest

                          Niektórzy psychologowie obserwujący scenę polityczną w USA, tacy jak  Dr Gartner z  Johns  Hopkins  University czy Vince Greenwood, dostrzegają objawy narcyzmu złośliwego u Donalda Trumpa


Jeśli ufać psychologii narcyz złośliwy to skrajna, niebezpieczna forma zaburzenia osobowości łącząca klasyczny narcyzm z sadyzmem, antyspołecznością, paranoją i silną mściwością. To "emocjonalny truciciel", który czerpie przyjemność z poniżania innych i dąży do ich zniszczenia psychicznego i nie tylko. Dla tej patologicznej jednostki inni ludzie nie przedstawiają wartości... on traktuje ich i postrzega jako narzędzia do osiągania własnych celów. W przeciwieństwie do zwykłego narcyza, złośliwy narcyz aktywnie krzywdzi z satysfakcją...towarzyszy mu poczucie dumy z własnej nikczemności i przebiegłości.  "Zwykły" narcyz, potrzebuje podziwu, zaś narcyz złośliwy skupia się na destrukcji i dominacji. Zatem narcyzm złośliwy to miks klasycznego narcyzmu z psychopatią  i zaburzeniami borderline. To skrajna, najbardziej destrukcyjna forma zaburzenia osobowości, łącząca cechy narcystyczne z antyspołecznymi, paranoicznymi i sadystycznymi. Osobnik taki aktywnie dąży do krzywdzenia innych, manipuluje, kłamie i odczuwa satysfakcję z władzy oraz poniżania, nie wykazując przy tym wyrzutów sumienia.  Cechuje go wręcz nieposkromiona żądza posiadania władzy i kontroli, a przy tym towarzyszy mu absolutne przeświadczenie o własnej wielkości i wyjątkowości, sadyzm i okrucieństwo, brak empatii i sumienia, paranoja i agresja, przesadne samouwielbienie połączone z potrzebą ciągłego podziwu. Taki osobnik mając wdrukowany obraz siebie jako kogoś absolutnie doskonałego, potężnego i wyjątkowego. Widzi siebie jako wybrańca, który góruje nad wszystkimi innymi i któremu wolno wszystko a przynajmniej znacznie więcej niż innym. Dodać należy, że na nasze nieszczęście ci ludzie potrafią też być charyzmatyczni i uwodzić innych swoistym magnetyzmem.  Dlatego mimo wszystkich swoich wad, narcyzi złośliwi potrafią przyciągać do siebie innych i łatwo osiągają szczyty hierarchii społecznej. Ich ogromna pewność siebie granicząca z bezczelnością  zjednuje im sympatię i przychylność tłumów. Dlaczego tak się dzieje?  Bo tłum szuka lidera, który "wie, co robi", nawet jeśli ta pewność jest fasadowa. A taki jeden z drugim narcyz złośliwy szukający poparcia zna potrzeby tłumu i daje proste rozwiązania skomplikowanych problemów, przez co staje się jeszcze bardziej atrakcyjny dla wyborców zmęczonych zawiłościami polityki. Cóż, ludzie mają skłonność do podążania za jednostkami, które im imponują. A imponują im ponieważ emanują siłą charakteru, której im samym brakuje. I to tłumaczy, dlaczego cechy narcyzów złośliwych możemy tak często  obserwować u ludzi na szczytach władzy...

Naprawdę dużo zależy od domu...

    "Jakie drzewo – taki klin, jaki ojciec – taki syn. Jaki owoc – taka skórka, jaka matka – taka córka".   Pojawienie się dziecka...