wtorek, 30 grudnia 2025

Szanuj siebie a będziesz szanowana...

 

 Inni często traktują Cię jak opcję awaryjną? Nie dotrzymują słowa, żądają od Ciebie coraz więcej i więcej? Tolerujesz ich niefajne komentarze czy zachowania? To, że Cię ignorują , wyśmiewają, wykorzystują? itp. A co jeśli powiem, że brak ci szacunku do samej siebie? A to jak pozwalasz się traktować jest sygnałem przyzwolenia, który sama im wysyłasz?  Ludzie często traktują Cię tak, jak sama się traktujesz. Ignorując siebie, dajesz im przyzwolenie na brak szacunku. Pokazujesz, że o Ciebie nie trzeba się starać, że nie trzeba się z Tobą liczyć. Oni już wiedzą , że nic nie powiesz, nie zaprotestujesz. Wiedzą już, że słabo albo wcale nie bronisz swoich granic. Wiedzą na co mogą sobie wobec ciebie bezkarnie pozwolić. Ludzie zawsze będą nas testować, by rozpoznać nasze granice. Będą chcieć od nas więcej, iść dalej, dopóki nie powiemy "STOP". A to jest tylko nasza decyzja.  Nawet gdy postawisz granicę to tak szybko nie odpuszczą. Będą dalej sprawdzać czy i jak mocno jest strzeżona. I będą na Ciebie narzekać np. mówiąc, że zmieniłaś się, że jesteś trudna, egoistyczna, zimna, przesadzasz itp.Tak sprawdzają, czy Ty z tymi granicami to tak NA SERIO? Czy może to tylko takie Twoje  "Opowieści z Narnii " i dalej można spokojnie Tobą manipulować. Cóż każda z nas sama wybiera co akceptuje a czego nie... innymi słowy jak chce być traktowana.  I tu uczciwie trzeba powiedzieć, że niektórzy ludzie to przyjmą i będą honorować Twoje granice, inni nie i odejdą... i to jest w porządku. Bo po co Ci tacy ludzie ? 

Podsumowując..."Szanuj siebie, a będziesz szanowana" to głęboka prawda, która oznacza, że Twoje traktowanie siebie samej wyznacza standardy dla innych. A Twój związek z sobą to fundament dla wszystkich innych relacji.

sobota, 27 grudnia 2025

Bez noworocznych postanowień naprawdę można żyć ...


 Mija stary rok pojawia się nowy. Przecież w otoczeniu nic się nie zmienia poza cyferkami w kalendarzu. A mimo to wszyscy dzielimy tę iluzję, tę fikcję. I mimo, że obiektywnie nic się nie zmienia, to w naszych sercach jest poczucie, że coś się zaczyna, coś się kończy. Mamy taki program w naszych mózgach, że tego rodzaju wspólna umowa, że coś kończymy i coś zaczynamy, jest nam do czegoś potrzebna. Pewnie dlatego wiele osób w związku z tym robi sobie osobisty remanent i zaczyna Nowy Rok z tymi solennymi zobowiązaniami - rzucam palenie, picie, w tym roku pójdę do teatru, przeczytam książkę, zrzucę pięć kilogramów itd. W skrajnych przypadkach nawet zdarza się, że ktoś postanawia być miłym i uczynnym. Chwalebne... ale nader często nic z tego nie wynika. Kończy się na samooszukiwaniu. To jest jedna z najgorszych rzeczy, jakie można sobie zrobić, ponieważ z każdym niedowiezionym tematem cierpi nasza samoocena, stajemy się... słabsi. Do naszej świadomości – czy to się nam podoba, czy nie – dociera smutny wniosek: NIE MOŻESZ NA SOBIE POLEGAĆ.  Nie wiem jak Wy, ale ja nie redaguję listy noworocznych postanowień ...i żyję. Tak, absolutnie można żyć bez tradycyjnych postanowień noworocznych, które notabene często bywają nierealistyczne i prowadzą do frustracji.  Zamiast tego lepsze są małe, stopniowe zmiany, akceptacja, odpoczynek i skupienie się na uważności, co pozwala na wzrost i rozwój bez presji własnych lub cudzych oczekiwań. 

piątek, 19 grudnia 2025

O Świętach bez lukru...

"Człowieczeństwo nie powinno być
świąteczną modą.
Dobroć nie powinna być
sezonową akcją.
Serce nie powinno być otwarte tylko gdy pada śnieg."
Rafał Wicijowski

 "Magia" Świąt zaczyna się już w okolicach Wszystkich Świętych, jeszcze nie wszyscy zdążyli wywietrzyć zapach chryzantem i wrócić z cmentarzy a tu już migają kolorowe światełka i do obrzydzenia, gdzie nie wejdziesz, wszędzie grają Jingle Bells albo Christmas Time. Duch Świąt jako pierwszy budzi się w galeriach, marketach... I tu objawia się nam jego marketingowa hipokryzja. Bo te dekoracje świąteczne i kolędy pojawiają się nie dlatego, żeby pobudzić ludzi do refleksji, żeby ich wyciszyć, ale po to, żeby kupowali. Ich celem jest zmusić nas do wydawania pieniędzy. Te nachalne reklamy we wszystkich mediach bombardujące nas "idealną rodziną " idealnym obraz Świąt... mają pomóc nam w zakupowych decyzjach. Oczywiście, zwyczaj obdarowywania się jest piękny. Ale te prezenty powinny być wyrazem miłości, a nie postawy: "zastaw się, a postaw się". Nie powinien generować stresu z powodu tego czy się sprosta oczekiwaniom tych, których chce się obdarować. Dodajmy, że coraz trudniej jest sprostać.  Boże Narodzenie i okres je poprzedzający, jest  trudnym czasem. Bo z jednej strony w każdym z nas drzemią dziecięce tęsknoty za tak zwaną "magią świąt". Mamy w sobie takie naiwne wyobrażenia, jak te święta powinny wyglądać i czego nie może podczas nich zabraknąć: tzn, rodziny, miłości, ciepła, światełek na choince, kolęd. Każdy z nas czeka na ten czas, który symbolizuje miłość. No właśnie, i to wszystko jest piękne…ale ten idealny świat zderza się z rzeczywistym. Dochodzi do zderzenia między tymi dziecięcymi tęsknotami za bliskością, pojednaniem, wybaczeniem, a brzydką prawdą o nas. Bo kto z nas tak naprawdę przyjął zbłąkanego wędrowca? Idziemy do kościoła i śpiewamy na pasterce "nie było miejsca dla ciebie", skądinąd przepiękną kolędę, a jednocześnie krzywdzimy bliskich, nie potrafimy wybaczać... czyż to nie jest hipokryzja? Dotyczy to również ludzi z pierwszych stron gazet, którzy bardzo chętnie pokazują się w mediach w kontekście świąt i uroczystości kościelnych. A jednocześnie są w stanie w imię własnych interesów i niskich pobudek, takich jak własna kariera, chęć zemsty, zazdrość, niszczyć życie innym. W naszej codzienności jesteśmy świadkami wyzwolenia na ogromną skalę demonów nienawiści, wzajemnej nietolerancji, ksenofobii. I nie chodzi tu tylko o polityków, ale chodzi też o to, co dzieje się w całym społeczeństwie: nie widziałam, jak żyję, sytuacji, w której Polacy byliby aż tak podzieleni jak teraz. To już nie jest jeden naród, to są dwa zupełnie inne narody, patrzące na siebie wrogo. I bardzo często bywa, że w jednej rodzinie spotykają się przy wigilijnym stole przedstawiciele tych dwóch zwaśnionych narodów. Udają rodzinność a tak naprawdę ledwo się znoszą, albo nienawidzą. To kolejny przykład hipokryzji. Trzeba też wspomnieć o tym, że dla wielu ludzi okres świąteczny to najtrudniejszy czas w roku.  Przez tą presję, że ma być ciepło, sielankowo, rodzinnie, wszyscy mają być razem... bardziej niż w jakikolwiek innym czasie obnaża się ich samotność. Niestety tak wielu ludzi albo w ogóle nie ma z kim usiąść do wigilijnego stołu, albo są gdzieś z litości zapraszani do jakichś znajomych czy dalszej rodziny co jest tylko namiastką bliskości, bo oni wcale nie czują się tam na miejscu. Organizuje się "paczkę dla biednych", "wigilię dla bezdomnych", "kolędowanie w DPS" raczej bardziej dla lepszego samopoczucia organizatorów niż tych biednych ludzi, którzy na kolejny akt zainteresowania, na kolejny wybuch "miłosierdzia i współczucia" będą czekać przez cały następny rok. Są też tacy, którzy siadają do wigilijnego stołu z bliską - jeśli mowa o bliskości więzów krwi - rodziną. Ale z daleką emocjonalnie. Z rodziną skłóconą, nielubiącą się, której członkowie wzajemnie nie potrafią się zrozumieć ani ze sobą rozmawiać itd. itp. Cóż ... w tych pięknych reklamach, w tym obrazie sielankowych świąt, nie ma miejsca na smutne historie. Nie ma, bo cierpienia i samotności nikt nie chce. Samotność i cierpienie się nie "sprzedają". Jest taka piękna "Kolęda samotnych" Zbigniewa Preisnera: "Tak mi smutno, dobry Boże, Ty się rodzisz, a ja sama, pewnie z mojej winy - może, każesz grzechy zmywać nam. W noc samotną, co tak boli, pewnie nie rozumie nikt tej maleńkiej kropli soli, co pod rzęsą wita świt"... I to jest, niestety, prawda o świętach dla bardzo wielu ludzi. A ta świąteczna hipokryzja i komercjalizacja Bożego Narodzenia wcale nie pomaga wypełnić tej samotności. Święta są stresującym przeżyciem także dla tych, którzy nie są samotni. Bo tyle pracy, sprzątania , dekorowania, gotowania, wydatków, no i żeby z tym wszystkim zdążyć. To po pierwsze. Po drugie, ten stres jest związany z tym, że święta uwypuklają te wszystkie problemy, z którymi człowiek się boryka, ale z którymi jest w stanie żyć w codziennej rutynie. Ktoś nie rozmawia z matką, z ojcem, z żoną, z siostrą - ale życie się toczy; codziennie trzeba wstać, iść do pracy, załatwić różne sprawy, więc się o tym nie myśli. Ale przychodzą święta i człowiek sobie uzmysławia, że rodzina powinna być razem, a jego rodzina nie jest. I zaczynają się różne przemyślenia i emocje związane z poczuciem krzywdy lub poczuciem winy. Stres i presja się kumulują i muszą w końcu znaleźć upust...przed świętami jest więc sporo napięć, kłótni, krzyków. A powinno być ciepło, blisko i sympatycznie. Przed świętami często chodzimy nabuzowani, rozdrażnieni, wściekli i często wśród najbliższych szukamy ofiary, żeby pod byle pretekstem się na niej wyładować. Często tak się dzieje przed świętami. I jak tu mówić o duchowym przeżywaniu Świat?  I na koniec nie mogę nie wspomnieć o wysyłaniu życzeń. Każdego roku gdy dostaję te głupkowate wierszyki świąteczne, słane do wszystkich z listy kontaktów takie same, mam ochotę rzucić telefonem o ścianę. I nie chodzi o to, że życzenia są wysyłane mailem czy SMS-em,  ale o to, że wysyłający posługuje się metodą "kopiuj - wklej". A przecież można by było chociaż nadać im bardziej osobistą formę? Choćby tylko...  z szacunku do adresata ? 





niedziela, 14 grudnia 2025

Szanuję siebie ...


 Szanuję siebie, szanuję innych i tego też oczekuję od innych dla siebie. To musi działać w obie strony. Brak wzajemnego szacunku to brak relacji. Szanuję siebie... a to oznacza, że akceptuję siebie taką jaką jestem /z wadami i zaletami/, ufam sobie, mam poczucie własnej wartości i godności. Mam głębokie przekonanie, że zasługuję na to, aby być dobrze traktowana, a to przekonanie nie pozwala mi na usprawiedliwianie osób krzywdzących mnie i wykorzystujących dla własnych celów. W praktyce oznacza to, że nie gonię za czyjąś uwagą, nie zabiegam o kontakt i zainteresowanie, gdy druga strona mnie ignoruje. Nie poświęcam się, jeśli inni nie doceniają moich wysiłków. Mój szacunek dla siebie samej wynika z respektowania wewnętrznych przekonań i granic – dlatego nigdy ich nie przekraczam na potrzeby drugiej osoby, czy żeby komuś się przypodobać. Nie utrzymuję kontaktów z tymi, którzy choćby tylko próbują traktować mnie przedmiotowo.  Pomoc jest skuteczna tylko wtedy, gdy druga strona bierze odpowiedzialność za swój los – a nie wtedy, gdy zrzuca go na barki kogoś innego dlatego... nie ratuję tych, którzy nie chcą być uratowani. Wiem, że przeprosiny bez realnej zmiany swojego zachowania to manipulacja, a obietnice bez działania to nic innego niż gra na przeczekanie i dlatego ...nie daję naiwnie drugiej, piątej i dziesiątej szansy tym, którzy mnie notorycznie zawodzą. Nie przepraszam też...za to, że mam wysokie standardy i nie idę na kompromisy. Szanując siebie nie porównuję się i nie rywalizuję z innymi kobietami bo wiem, że jestem wartością samą w sobie. A czego nie wybaczam innym? Nie wybaczam im : ZDRADY ZAUFANIA, braku LOJALNOŚCI, braku SZACUNKU dla mojego wysiłku, pracy, moich poświęceń. NIEODPOWIEDZIALNOŚCI, nie dotrzymywania słowa, braku honoru w wypełnianiu obietnic.  BRAKU WSPARCIA w chwili gdy naprawdę tego potrzebuję. NIEDOCENIANIA, WĄTPIENIA w moje zdolności, deprecjonowania mojej osoby.

sobota, 13 grudnia 2025

Dlaczego on wraca po tym jak nas zranił?


 Zauważ...on nigdy nie wraca gdy jesteś złamana, załamana on wraca wtedy gdy ty zaczynasz się podnosić, zaczynasz się z niego leczyć. To dziwne prawda ? Ten sam człowiek, który odeszdł bez oglądania się za siebie, który pozwolił ci utonąć w ciszy, który spokojnie patrzył jak się załamujesz nie wyciągając do ciebie ręki... nagle przypomina sobie o tobie i to  w momencie gdy ty w końcu uczysz się oddychać bez niego. Myślisz, że to efekt miłości do ciebie, głębokich przemyśleń ? Nie! Skłonna byłabym raczej uznać, że tu bardziej przemawia jego pragmatyzm. Ludzie rzadko wracają, ponieważ się zmienili. Jeśli myślisz inaczej to wyzbądź się naiwności i życzeniowego sposobu myślenia. Większość wraca, ponieważ to ty się zmieniłaś, ponieważ ta wersja ciebie, która tolerowała ból zniknęła, ponieważ twoje serce już nie błaga : bądź, zostań. Twoja dusza już nie krwawi a twoja energia, która kiedyś była dostępna na zawołanie zniknęła i teraz jest już  przez ciebie chroniona. I to go niepokoi. A nic nie wywołuje u niego większego żalu niż widok ciebie,  o której myślał, że zawsze będziesz czekać, będziesz do jego dyspozycji na każde skinienie, będziesz agarem, który będzie go żywił, a która zamiast tego... idzie naprzód. On nie wraca z miłości. Wraca po ponowny dostęp do twojego ciepła, lojalności, cierpliwości, inteligencji emocjonalnej, spokoju... czyli do rzeczy, których zaczęło mu brakować albo przypadkiem nauczył się doceniać dopiero po ich utracie. Nie tęskni za tobą gdy jesteś w pobliżu. Tęskni kiedy niema cię już, abyś naprawiła jego samotność. Tęskni za dawnym poczuciem komfortu, kiedy wiedział, że natychmiast odpowiesz, że złagodniejesz nawet jeśli on będą zimny, że zostaniesz nawet jeśli cię odrzuci.  Kiedy ty zaczynasz się uzdrawiać, dojrzewasz, inwestujesz w siebie stajesz się inna. To naturalna konsekwencja "odrobionej przez ciebie lekcji".  Twoja samoocena staje się silniejsza, twój wewnętrzny spokój głębszy, twoje standardy wyższe. Stajesz się kimś kto nie błaga już o uwagę, szanujesz siebie i przyciągasz szacunek. A wiesz co się dzieje gdy on to widzi, gdy widzi, że dajesz radę bez niego... nie dzwonisz, nie piszesz, nie szukasz go, powodzi ci się, jesteś zadowolona? Zaczynają się pojawiać u niego nostalgie, obawy, niejsne poczucie żalu itp. i zaczyna badać grunt... bo może jednak jego "osobisty czar" sprawi, że ponownie ulegniesz . Twój spokój to, że nie kochasz już na ślepo, stawiasz granice itd. przeraża go bardziej niż przerażał twój gniew. Ponieważ gniew oznacza, że ci zależy. Cisza oznacza, że się nauczyłaś. Dystans, że dorosłaś. A prawdziwe, ugruntowane dorastanie jest czymś czego jego ego nie może kontrolować. I wtedy to on zostaje w głębokiej ciszy sam ze sobą, ze swoimi wyborami, wspomnieniami, z echem tego jak łatwo było cię stracić. Cisza wymusza świadomość, sprawia, że zadaje sobie pytania, których unikał, kiedy czuł się komfortowo... tyle, że to wcale jeszcze nie oznacza, że się zmienił.

środa, 10 grudnia 2025

Słuchanie - nawyk, który można i warto rozwijać...

 

Ludzie mówią o sobie wszystko. Trzeba tylko umieć słuchać. 

Słuchanie jest dla wielu z nas trudne. Przekrzykujemy się, wchodzimy sobie nawzajem w słowo, przekierowujemy rozmowę na siebie ; bo np. "mieliśmy tak samo", albo "gorzej", albo oceniamy lub pchamy się z jakąś "ekspercką" radą itd. itp. Tym sposobem dajemy też człowiekowi do zrozumienia, że wcale nie jesteśmy ciekawi jego osoby, ani tego o czym do nas mówi. A przecież uważne słuchanie pozwala odkryć ukryte myśli i uczucia, które nie zawsze są wyrażane wprost. Słuchanie jest kluczem do poznania drugiego człowieka, ponieważ ludzie często nieświadomie ujawniają wiele o sobie poprzez swoje wypowiedzi. Wystarczy tylko uważnie ich słuchać, by zrozumieć ich pragnienia, obawy czy prawdziwe motywacje. Ludzi / gdy pozwala się im mówić/ zdradza nie tylko to co mówią ale i to jak mówią. Wiele można wyczytać z ich tonu głosu, mimiki, nieświadomych gestów, mowy ciała. Dlatego dobrze jest zapanować nad sobą i mówić mniej a w to miejsce dwa razy więcej słuchać i obserwować.  W ten sposób nie tylko okazujemy szacunek, empatię i swoje zainteresowanie rozmówcy ale dajemy mu też przestrzeń do wypowiedzi. Sami zaś, mamy szansę lepiej go poznać i  zrozumieć. Niestety umiejętność słuchania bywa rzadkością, większość z nas woli mówić. I tym sposobem często stajemy się najlepszymi słuchaczami, ale... samych siebie.

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Życie jest podróżą ...


 Życie jest podróżą...Idąc tym tropem ... przychodzimy na ten świat, zajmujemy miejsce w naszym pociągu, poznajemy swoich rodziców i ruszamy w nieznane. Mały człowieczek otoczony rodzicielskim ciepełkiem myśli sobie wtedy, że zawsze tak będzie i z właściwą sobie dziecięcą beztroską oddaje się  podróży. Jednak na którejś z mijanych stacji rodzice wysiadają a on orientuje się, że od tej chwili pozostał sam i jest skazany na siebie... Podróż w prawdzie trwa dalej ale beztroska gdzieś znika. W miarę upływu czasu, do naszego pociągu wsiadają inni ludzie. Ci, dla nas ważni... to przyjaciele, znajomi, nasze dzieci, czasem miłość naszego życia. Niestety bywa, że wielu z nich zrezygnuje z tej wspólnej podróży, zostawiając po sobie większą lub mniejszą pustkę. Inni byli tak dyskretni, że nie zauważyliśmy, iż  opuścili swoje miejsca. Nasza podróż, jest pełna radości, smutków, oczekiwań, szczęścia, trosk, powitań i pożegnań. Jak w życiu, jest w niej wszystko. To czy w ostatecznym rozrachunku uznamy ją za udaną zależeć będzie w znacznej mierze od nas samych. Nasza podróż to w istocie proces, proces naszego stawania się... to proces, na który mamy wpływ. Choć genetyka i okoliczności życiowe mają znaczenie, to od naszych codziennych decyzji zależy, jak ostatecznie będziemy postrzegać swoje życie. Zatem, sukces tej podróży zależy też od tego ile inwestujemy w zdrowe nawyki, głębokie relacje i rozwój osobisty. Bo nasze poczucie szczęścia to nie coś, co "zdarza się" samo. To proces, na który mamy wpływ. Udane życie, to takie które jest dla nas odpowiednie, życie w którym wiemy kim jesteśmy, w którym podążamy za własnymi marzeniami, zamiast robić to, czego oczekują od nas inni. Cieszmy się z tego, co mamy i dziękujmy codziennie, że nasza podróż ciągle trwa. Nikt nie wie, na której stacji skończy się ta podróż, więc bądźmy szczęśliwi, kochajmy, wybaczajmy, bądźmy wdzięczni tym, którzy nam towarzyszą. Dlaczego to jest ważne, aby tak żyć? Ponieważ kiedy już wysiądziemy z pociągu, pozostawimy po sobie tylko wspomnienia, tym którzy będą dalej kontynuować swoją podróż. A skoro tak, to niech to będą dobre wspomnienia...


Rodziny się nie wybiera ?


 Przestańcie więc mówić, że trzeba wybaczyć "bo to rodzina." To zdanie, choć często wypowiadane w dobrej wierze, potrafi ranić głęboko gdyż nie zawsze i nie wszystko można ot tak sobie wybaczyć.

Nie bez powodu mówi się, że rodziny się nie wybiera. Nie mamy wpływu na to, w jakim domu się wychowujemy, choć to, jaki on był i jest, nosimy w sercu i głowie przez całe nasze życie.  To powiedzenie jest prawdą w sensie biologicznym i systemowym bowiem rodzimy się w określonym systemie rodzinnym, tzw. rodzinie pochodzenia, która kształtuje naszą psychikę, osobowość i wzorce relacji. Ale rodzina to nie tylko więzy krwi. To przede wszystkim ludzie, którzy nas kochają. Ludzie, którzy nas wspierają. Każdy kiedyś był lub jest przypisany do jakiejś rodziny. Ale czy naprawdę byliśmy lub jesteśmy razem? Czy naprawdę się znaliśmy, znamy, rozumiemy i wspieramy ? Czy może byliśmy,  jesteśmy rodziną tylko na papierze... w dowodach i w albumach? Spoiwem rodziny jest jej emocjonalna więź. A więź rodzinna to zdecydowanie coś więcej niż tylko wspólne nazwisko czy mieszkanie pod jednym dachem. To delikatna, niewidzialna nić, która łączy serca i umysły. To bliskość i ciepło, które daje poczucie bezpieczeństwa, że gdziekolwiek jesteśmy, zawsze możemy wrócić do miejsca, gdzie jesteśmy kochani i rozumiani wiedząc, że tam zawsze nas przytulą. To budowanie przestrzeni, w której każdy czuje się ważny i akceptowany - nawet wtedy, gdy popełnia błędy, gdy jest słaby lub zagubiony.  Niestety nie wszystkie rodziny są wzorcowe...bywa, że rodzina to "sport ekstremalny" a  dorastający w rodzinie funkcjonującej nieprawidłowo, nie otrzymuje dobrych fundamentów na przyszłość i zwykle ma trudny start w swoją dorosłość. I co wtedy? W sytuacjach, gdy biologiczna rodzina była, jest źródłem emocjonalnego zaniedbania, obcy ludzie mogą stanowić "lekarstwo", dając poczucie bycia widzianym, kochanym i akceptowanym. A więc każdy ma jakąś rodzinę biologiczną na wybór której nie miał wpływu ale wówczas gdy sam przejmuje stery i wybiera jak chce żyć, jakie relacje tworzyć może sam sobie stworzyć rodzinę...tzw "rodzinę z wyboru". Przyjaciel, mentor, partner, a nawet grupa osób o podobnych doświadczeniach, która tworzy silną, wspierającą wspólnotę, może pełnić funkcję rodziny, gdy więzi z biologicznymi krewnymi są zerwane lub dysfunkcyjne. Innymi słowy obcy człowiek może stać się naszą rodziną, jeśli zaoferuje bezwarunkową miłość, wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, tworząc silną więź, która jest fundamentem dla dobrego samopoczucia psychicznego i rozwoju. Żyjemy w dobie "kryzysu rodziny" coraz więcej par się rozstaje, a ludzie pobierają się rzadziej i później, rodzi się coraz więcej nieślubnych dzieci, kobiety się emancypują a w związku z tym ich role w rodzinie też przestają być oczywiste, normą stały się rodziny patchworkowe, związki partnerskie itp.  Powoli zmienia się nasza świadomość i samo postrzeganie rodziny. Za tym sposobem postrzegania rodziny pojawia się poczucie, że rodzinę możemy też sami sobie wybierać, kierując się uczuciem, podobieństwem, bliskością emocjonalną i zaufaniem. A więzy krwi i urzędowa legalizacja powoli stają się sprawą drugorzędną.

czwartek, 4 grudnia 2025

Rodzinne tajemnice...


 Są tajemnice ważniejsze i mniej ważne, większe i mniejsze. Są rodzinne tajemnice, ale są też nieopowiedziane historie. Te drugie różnią się od pierwszych tym, że wcale nie muszą być mocno raniące dla członków rodziny, że – de facto – nie mają żadnego wpływu na ich życie. To po prostu historie, które członkowie rodziny uważają za zbyt osobiste, aby się nimi dzielić. Nie dotyczą właściwie nikogo innego poza tym, który tej historii nie opowiada. Z tajemnicami jest inaczej – to coś, o czym nie wolno mówić na głos, to wspomnienia, które bardzo bolą. Każda rodzina ma jakąś swoją większą lub mniejszą mroczną tajemnicę. Co gorsza często nie uświadamiamy sobie jaki to ma wpływ na nasze życie i samoocenę, na życie naszych dzieci, na relacje rodzinne. Przykłądowe  tajemnice wewnątrz rodzinne to np. gdy mama wie, że tata ma długi albo, że  ją zdradza lub, że na boku dorobił sobie dziecko, czy, że jest osobą uzależnioną ... ona wie, ale dzieci już nie.  Kolejny typ tajemnicy to ukrywanie przed światem, np.: nikt nie może się dowiedzieć, że babcia była w szpitalu psychiatrycznym albo , że tata bije mamę, czy że dziecko jest adoptowane albo z in vitro itp. To mogą być też tajemnice międzypokoleniowe – sekrety typu: o tym się nie mówi od dekad - nikt nie zna faktów, ale wszyscy czują napięcie itd. Trzeba wiedzieć, że pojawiające się tajemnice dotykają wszystkich w rodzinie i dla wszystkich niosą swoiste konsekwencje. A do tego wymagają dużego wkładu energii w to, żeby nie wydostały się na światło dzienne. Nie rozmawia się o nich, a jeżeli temat pojawia się przypadkowo, wszyscy dokoła czują, że nie powinno się go dotykać, nie piwinno się zadawać pytań. Wszyscy czują napięcie w domu, ale nikt nie mówi, o co chodzi. "Ciśnienie" narasta... niczym w butelce z fermentujacym sokiem.  Tyle że, im dłużej ją przetrzymujesz, tym mocniej wybuchnie. Konsekwencje tego mogą być fatalne. Tak dla samego ukrywającego prawdę jak i dla całej rodziny / bowiem w takich razach ludzie się od siebie oddalają, tracą zaufanie/, jak też i dla samych dzieci. Bowiem dzieci - o czym świat dorosłych często zapomina - widzą i wiedzą więcej, niż myślą dorośli. Dzieciaki są jak " barometry"... doskonale wyczuwają napięcie, widzą uniki dorosłych...problem w tym, że nie mają jeszcze narzędzi, żeby to ogarnąć. Więc zgadują, tworzą własne historie, dorabiają sobie własne interpretacje i czasem są one bardziej przerażające, niż ukrywana przed nimi prawda. A to w konsekwencji odbija się na ich psychice, na ich późniejszym a nawet  dorosłym życiu. Oczywiście, że najczęściej ukrywamy prawdę w dobrej wierze tyle, że milczenie może okazać się bardziej niszczące, niż samo wyznanie... 


Milczenie to nie zawsze złoto – czasem to wielki " kamień w plecaku ", który ktoś inny potem dźwiga.

środa, 3 grudnia 2025

Nie bądź obojętny, reaguj!

 

Przemoc dotyka nas ludzi bez względu na to, jakiej jesteśmy płci, ile mamy lat, jakie mamy wykształcenie czy status majątkowy. Spotykamy ją w rodzinie, przedszkolu, szkole, na ulicy, wylewa się z mediów, obecna jest w polityce. Jednym słowem jest wszechobecna. Im dłużej tolerujemy przejawy przemocy wokół nas, tym bardziej przywykamy do jej obecności, obojętniejemy na jej przejawy / bo np. nie dotyczy nas bezpośrednio/. A takie ciche przyzwolenie skutkuje tym, że ona jeszcze bardziej rośnie w siłę. Niech przykładem będzie hejt w internecie, zachowania polityków w Sejmie i nie tylko, przemoc wobec lekarzy, ratowników med., obcokrajowców itd. itp. Przemoc przybiera różne formy... i tak może być: fizyczna, psychiczna, ekonomiczna, seksualna czy werbalna. Jednak bez względu na "etykietę" mają wspólny mianownik. Otóż każda przemoc zawsze odbiera swoim ofiarom poczucie sprawczości, godności, wolności i krzywdzi.  Wokół winy i odpowiedzialności za przemoc narosło wiele nieprawdziwych przekonań i mitów. Jakkolwiek może się to wydawać irracjonalne, bardzo często to ofiara jest obwiniana za to, co ją spotkało. Przekonany o tym jest sprawca, który czuje się wręcz "zmuszony" przez zachowanie ofiary do zastosowania przemocy. Przecież on "prosił", "tłumaczył", "przekonywał", "groził", a ona nie chciała się podporządkować, więc "musiał" użyć siły. "Sama sobie winna". Przekonana o tym często bywa osoba poszkodowana: "odezwałam się, a on był zmęczony po pracy", "za mało się starałam", "nie potrafię mu dogodzić", "źle się zachowywałam", "co zrobiłam źle?" – to tylko kilka przykładów pojawiających się uzasadnień. Przekonani też bywają świadkowie i przedstawiciele służb: "po co tam poszła", "musiała go sprowokować", "skoro nie opuszcza go, to lubi być krzywdzona", "musi być jędzą, skoro ją pobił". Podobnych przykładów wypowiedzi, zawierających wyjaśnienie zachowania sprawcy i obwiniających ofiarę za doznaną przemoc, można przytoczyć znacznie więcej. Jestem ciekawa czy myślący i mówiący w ten sposób mają świadomość, że to też jest pewna forma przemocy wobec ofiary, że tym samym  oni nie są wcale lepsi od sprawcy?  Tymczasem prawda jaką trzeba sobie przyswoić jest taka : 

Za przemoc zawsze odpowiedzialność ponosi sprawca, niezależnie od tego co zrobiła ofiara. Koniec. Kropka.

To trzeba wiedzieć i trzeba pamiętać o tym!


Życiowe burze ...

  Życiowych burz doświadcza każdy, czy tego chce, czy nie. Tyle, że gdy takowa rozszaleje się akurat w naszym życiu nie myślimy wtedy o inny...