W życiu bywają noce i bywają dnie powszednie, a czasem bywają też niedziele. Rzadziej się to zdarza niż w kalendarzu.
- Maria Dąbrowska
O tak! Życie często składa się z trudnych chwil, szarej codzienności oraz rzadkich, radosnych momentów. Pełne spektrum ludzkich doświadczeń obejmuje kontinuum od cierpienia po dobrostan, przeżywanie zarówno radości, spokoju, smutku, lęku, złości. Bujamy się więc na "sinusoidzie życia" nie wiedząc co tym razem przypadnie nam w udziale. Z całą pewnością jednego możemy być pewni...życie niczego nam nie oszczędzi. I choć czasem trudno w to uwierzyć to jednak, ten / " życiowy poligon "/ nie jest całkiem pozbawiony sensu. Wiadomo przecież, że przeżywanie różnorodnych doświadczeń / w tym też tych trudnych i bolesnych / w połączeniu z refleksją na ich temat, buduje naszą mądrość życiową i pozwala integrować trudne wydarzenia w życiorysie, uczy odporności, umiejętności radzenia sobie. Pozwala na pełniejsze zrozumienie siebie, innych oraz świata. Często przeżywane przez nas problemy, trudności, traumy... sprowadzają nas z "obłoków naiwności" na ziemię, zmieniają nam perspektywę, motywują i niejako wymuszają na nas konieczność poczynienia zmian. Bywa jednak, że wtedy gdy się z nimi borykamy myślimy o tym : " jaki piękny byłby świat bez trosk, jak cudowne byłoby życie gdyby było nieprzerwanym pasmem szczęścia". Czy aby na pewno? Gdyby nasze życie było nieprzerwanym pasmem szczęścia – rozumianym jako ciągła euforia, brak zmartwień i absolutny brak negatywnych doświadczeń to żyło by się nam idyllicznie? Paradoksalnie wcale nie byłoby tak dobrze jak to się nam wydaje. Taki stan wbrew pozorom przyniósłby negatywne konsekwencje...krótko ujmując nie byłby to dla nas zdrowy stan. Po pierwsze, życie całkowicie pozbawione trosk i wyzwań nie wspomaga, a wręcz hamuje nasz rozwój psychiczny. Po drugie, wiadomo przecież, że dojrzałość, odporność psychiczna i umiejętności radzenia sobie z problemami kształtują się właśnie poprzez konfrontację z trudnościami, a nie poprzez ich unikanie. Sumując więc, życie "bez trosk" może być przyjemne, ale to pokonywanie trudności buduje naszą psychikę i przygotowuje do radzenia sobie z życiem. Dlatego też "niedziela" jest wspaniała jako odpoczynek po pracy, ale jako stan permanentny prowadziłaby do egzystencjalnej pustki, nudy, do stanu, w którym przestajemy odczuwać przyjemność. Podobnie rzecz by się miała gdybyśmy mogli żyć w nieustającym stanie absolutnej radości i szczęścia. Z czasem uznalibyśmy go za naszą nową normą, przez co przestalibyśmy go zauważać i doceniać. Nie bez powodów więc życie dostarcza nam kontrastów. Pojawiają się w określonym celu. Bowiem kontrast jest swoistym narzędziem, które pomaga nam odróżnić "czarne" od "białego", co jest niezbędne do nawigowania przez życie, do uczenia się na błędach i do świadomego kształtowania własnej rzeczywistości. Kontrast działa jak punkt odniesienia, dzięki któremu łatwiej rozumiemy naturę rzeczy, podejmujemy lepsze decyzje, lepiej definiujemy rzeczywistość. Czasem mamy pretensje, że większość dni w naszym życiu to dni powszednie - utkane z pracy, wyzwań i trudów... ale to właśnie są nasze "warsztaty", nasz czas na pobieranie życiowych lekcji. Nauka, nie lubi chodzić na skróty, jest procesem wymagającym: czasu, powtórzeń i utrwalania. A to czy i jak radzimy sobie z codziennymi wyzwaniami, zarówno tymi małymi, jak i z tymi kryzysowymi jest swoistym sprawdzianem naszych kompetencji życiowych. Życie nie jest jednostajne a pełnia ludzkiej egzystencji niestety wymaga doświadczania i akceptacji wszystkiego co owa egzystencja ze sobą niesie.
Słowa Marii Dąbrowskiej to metafora zmienności ludzkiego losu, akceptacji życiowego rytmu oraz przeplatania się cierpienia /noce/ z rutyną /dni powszednie/ i rzadkimi chwilami spokoju lub radości /niedziele/. Wyrażają konieczność pogodzenia się z przemijaniem i zdolność odnajdywania sensu w trwaniu. Nasze życie to także ciągłe balansowanie, które oznacza naszą nieustanną potrzebę poszukiwania równowagi i harmonii między skrajnościami, wyzwaniami a spokojem. I właśnie to ta umiejętność balansowania pozwala nam nie tylko przetrwać burze, ale także czerpać radość z codzienności...

Tak, coś w tym jest. Zawsze sobie podobnie tłumaczę gdy jest mi ciężko. Poza tym, skąd człowiek wiedziałby czym jest radość, szczęście, jak rozpoznałby te najpiękniejsze chwile gdyby nie znał tych złych? Myślę jednak, że niektórzy są urodzeni pod "szczęśliwą gwiazdą" i wszytko prawie przychodzi im łatwo, a inni mają trudniej. Może mniej szczęścia, a może kwestia osobowości? Nie wiem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Co do tych urodzonych pod "szczęśliwą gwiazdą"... badania udowadniają, że to nie kwestia "gwiazd" a raczej sugerowanej przez Ciebie osobowości, specyficznego sposobu myślenia, postrzegania świata i zachowania. Najczęściej "szczęściarze" to osoby, które aktywnie tworzą własne szczęście, a nie tylko na nie czekają. Pragnę jednak dodać , że często błędnie zakładamy , że "trawa u sąsiada jest bardziej zielona". Mamy tendencję do porównywania swojego życia z życiem innych. I często idealizujemy ich życie.. A przecież ci inni pokazują nam tylko to co chcą pokazać jakiś wycinek swojego życia i najczęściej swoją kreację siebie czyli pokazują nam siebie takimi jakimi chcą byśmy ich widzieli a nie takimi jacy są naprawdę. Zatem nasza ocena nie jest 100% prawdą . Dawniej myślałam podobnie jak Ty bo sama siebie nie mogłam nazwać "dzieckiem szczęścia" :) Dziś wiem jedno nie ma ludzi idealnych , a skoro ich nie ma to i nie może być stu procentowych szczęściarzy. Zatem życzę więcej optymizmu i wiary w siebie . Pozdrawiam :)
Usuń