Chcesz być zabiegana, zarobiona, umęczona ? To bądź. To Twój wybór. Moim skromnym zdaniem, święta nie muszą być maratonem sprzątania, gotowania, wyzwań finansowych, zadowalania wszystkich dookoła, spotkań tych z serii "dla świętego spokoju", "bo inaczej nie wypada", czy " kolejny raz poudawajmy, że jesteśmy super rodziną". Świętowanie to przede wszystkim czas na radość, życzliwość... również tę dla siebie, to czas na spokój a nie na frustrację. Mój czas, który mam prawo spędzić po swojemu, stawiając na wypoczynek czy błogie lenistwo zamiast na perfekcję. Mogę spędzić go samotnie albo z kimś, mogę w domu, mogę na wyjeździe... zależnie od tego na co akurat będę mieć ochotę bez ulegania emocjonalnej presji np. rodziny. Jako, że nie mam ambicji by aspirować do miana "PERFEKCYJNEJ PANI DOMU", " MATKI TYSIĄCLECIA", "ANTENATKI RODU", "BABCI ROKU" i innych takich. To i pojęcie "MUSZĘ" też wywaliłam ze swojego słownika. Nic nie muszę a jedynie mogę... oczywiście jeśli tego chcę. Wszystkim to polecam. Świadomość tego, że się nic nie musi jest bardzo uwalniająca. Zagospodarowując święta po swojemu przestałam czuć się winna. Wreszcie czuję, że mam wybór i ten wybór należy do mnie, a nie do tradycji, rodziny czy innych ludzi, którzy jak to zwykle bywa zawsze wiedzą najlepiej czego mi potrzeba i jak być powinno. Odpuszczenie świątecznego przymusu to dobry krok w kierunku świąt szytych na moją miarę, a więc takich... które dam radę polubić.

Dla mnie święta to dni jak każde inne. No może jak dwie niedziele w kupie:-) Nie świętuję więc całe to szaleństwo mnie omija.
OdpowiedzUsuńWesołych, kurcze, Świąt!