Fot. własne
Kolejny udany weekend za mną. Były tańce w rytmie disco w towarzystwie mniej bądź bardziej znajomych, była wycieczka krajoznawcza i dużo zdjęć / upamiętniających miejsca i piękne widoki/, dobre jedzenie po drodze i spotykanie fajnych ludzi ... jednym słowem luz-blues, dużo śmiechu i radości. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, dni spływają w pośpiechu, nieubłaganie i bezpowrotnie niczym woda w potoku. Ani się obejrzysz a tu był weekend... i już po, a za nim niepostrzeżenie śmignął cały tydzień. W podobny sposób znikają miesiące i kolejne lata. Człowiek starzeje się a przeżyte chwile stają się tylko wspomnieniami. Tyle, że te nasze wspomnienia tworzą nas – naszą historię. Tak sobie myślę, że właśnie dlatego warto częściej zatrzymać się na chwilę, docenić ją, nim "woda w potoku" porwie ją dalej razem z nami. I temu właśnie służą wszelkie moje aktywności. Robiąc to co lubię niejako spowalniam czas, gdyż w takich razach przestaję go nerwowo odmierzać. A w zamian uważniej i głębiej przeżywam wszystko to co te chwile z sobą niosą. Mój mózg się "wycisza", przestaje rozpamiętywać przeszłe czy martwić się o przyszłe, jest skupiony w 100% na niosącej przyjemność bieżącej chwili... i to jest super.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz