piątek, 4 kwietnia 2025

Pewność siebie...

 

Brak pewności siebie jest jak rak. Dojrzewa w nas latami. Na początku możemy z nim żyć, z czasem jednak coraz bardziej nam przeszkadza. Niszczy w nas radość z życia, nie pozwala w pełni być sobą i przeżywać wielu wspaniałych chwil. Sprawia, że stajemy się skryci i coraz bardziej zamykamy się na innych, rezygnujemy z życia pełnią na rzecz tego co wydaje się bezpieczne. Zadowalamy się jego ochłapami. Byle by tylko nie doznać kolejnego zawodu, by życie nie bolało. Zaczynamy się chronić... przewidując najgorsze minimalizujemy oczekiwania, rezygnujemy z marzeń , planów. Brak pewności tłamsi nas, paraliżuje, nie pozwalając mówić naszemu wewnętrznemu głosowi. Sprawia, że czujemy ciągły strach, który powoduje, że czujemy się totalnie bezsilni wobec tego co nas spotyka. Ta unikowa strategia życia wydaje się bezpieczna, ale jest niestety ograniczająca. Bo ograniczając oczekiwania by uniknąć bólu ograniczamy także otwartość na życie. Relacje  tracą głębię. Plany przestają być marzeniami. Entuzjazm ustępuje miejsca ostrożności a możliwa radość rodzi się już  z lękiem przed stratą. Głównym celem ludzi bez poczucia własnej wartości jest unikanie cierpienia. Powiem więcej: PANICZNE UNIKANIE CIERPIENIA. Nie podejmujemy działania bo boimy się rozczarowania, klęski czy tego, że zostaniemy wyśmiani przez otoczenie. Najgorsze jest to, że ten strach najczęściej jest totalnie irracjonalny. Jest on wywoływany przez nasz umysł by uchronić nas od niebezpieczeństwa, jednak w większości sytuacji jest on zupełnie niepotrzebny. Ulegając wizjom tworzonym przez nasz umysł stajemy się jego więźniami. . Każdy z nas ma określone filtry które "zdobył" podczas życia przez pryzmat których ocenia rzeczywistość. Każdy wypracował też swoje strategie radzenia sobie z tym co go w życiu spotyka. Właśnie dlatego  w konkretnej sytuacji osiągamy różne rezultaty. Jedna osoba radzi sobie bez problemu podczas gdy inna załamuje się i nie daje rady. Widząc kogoś cichego, zamkniętego w sobie w pierwszym odruchu myślimy o nim jako o osobie, która musi być dobra, szlachetna i wyrozumiała, bo przecież nie wdaję się w kłótnie, jest spokojna i nie krytykuje. Takie osoby zazwyczaj nie lubią się wychylać, zawsze idą za głosem tłumu oraz boją się marzyć. Jednak brak pewności siebie to zupełnie coś innego niż wrażliwość, opanowanie czy skromność. Osoby o zaburzonym poczuciu własnej wartości to ludzie zagubieni, szukający w głębi duszy pomocy. Nie potrafią oni uzewnętrzniać swoich uczuć przez co nawet pozytywne rzeczy stają się dla nich uciążliwe bo nie umieją się nimi cieszyć. Brak pewności siebie utrudnia im dostrzeżenie tego, że są wartościowi, że posiadają siłę, moc, które w nich drzemią i tylko czekają by się z nich wydobyć. Brak pewności siebie TO NIE JEST CECHA CHARAKTERU! Nikt nie rodzi się z kompleksami i nikt też jako małe dziecko nie ma siebie za osobę gorszą, mniej wartościową. Brak pewności siebie może mieć różne źródła. Nabyliśmy to wraz z lękiem na drodze negatywnych doświadczeń życiowych. Inne przyczyny to  brak wsparcia i akceptacji ze strony innych, a także przekonania, które kształtują nasze myśli i zachowania.  Jeśli więc uznamy to za fakt, to jasnym się staje, że dzięki samoobserwacji i pracy nad sobą mamy szansę wiele zmienić . 



czwartek, 3 kwietnia 2025

Nie bądź "bluszczem"...


 Uzależnienie emocjonalne od drugiej osoby to odmiana utraty własnej samodzielności. Często trudne jest ono do wychwycenia, bo jest mylnie utożsamiane z miłością i oddaniem. Osoba uzależniona emocjonalnie traktuje partnera jako kogoś  niezbędnego do życia, bez którego jej normalne funkcjonowanie nie jest możliwe. Bojąc się, że go utraci robi więc wszystko, by druga osoba była szczęśliwa. Staje się przy tym zaborcza. Owładnięta jest obsesją zaspokajania wszelkich potrzeb partnera. Robi wszystko, co w jej mniemaniu zapewni jej związkowi trwałość, poświęcając swój czas, tłumiąc swoje potrzeby i rezygnując z siebie, przesuwając swoje granice. Poświęca coraz więcej, byle tylko upewnić się, że nic się nie zmieni i ukochany jej nie zostawi. Chce mieć partnera na wyłączność, potrzebuje nieustannych dowodów przywiązania i wciąż musi słyszeć, że jest dla drugiej osoby ważna. Każde zwiększanie dystansu powoduje skrajne reakcje. Jej samoocena jest uzależniona od relacji z partnerem. To nie jest zdrowa relacja, to nie jest miłość, to lęk przed byciem samą, lęk przed byciem sobą. Lęk,  że nie jesteś wystarczająca. Lęk, że jeśli nie masz tej osoby obok to nie istniejesz, nic nie znaczysz. Przypommij sobie : ten ucisk w żołądku, drżenie dłoni gdy nie wraca na czas, gdy nie ma od niego odpowiedzi, pisanie setek sms/ów, sprawdzanie ostatniego połaczenia po raz 15/ty itp. Uwierz to nie jest miłość. To niepokój. To emocjonalna zależność przebrana za uczucie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt ci nie powiedział , że można inaczej. Bo nikt cię nie nauczył jak kochać bez POTRZEBY. Jak być z kimś z WYBORU a nie z BRAKU. Dopóki mylisz lęk z miłością będziesz się kurczyć w relacjach zamiast wzrastać. Będziesz przycinać się  do formy, dopasowywać się na siłę, byle tylko go zadowolić, byle ten ktoś cię nie zostawił. Będziesz rezygnować z siebie, żeby pasować. Będziesz zdradzać siebie bojąc się, że inaczej nikt cię nie wybierze. Takie zachowania to nie przejaw miłości to raczej desperacka próba  uciszenia wewnętrznej pustki czyimś "jestem". To nie miłość to lęk w przebraniu. Myślisz sobie:  "bez niego mnie nie ma", " bez niego nie wiem kim jestem", "bez niego nie potrafię oddychać"... ale to nie prawda. Nie umrzesz. Bez niego po prostu po raz pierwszy masz szansę zobaczyć siebie bez protez, bez podpórek, bez roli do zagrania. Owszem to boli, bo kiedy ten ktoś znika zostaje pustka. Tylko, że ta pustka to nie brak miłości, to brak ciebie w tym wszystkim. Bo całe życie się doginałaś, próbowałaś schować swój ból w cudzych ramionach, zagłuszyć samotność cudzym oddechem, zbudować poczucie własnej wartości na czyimś spojrzeniu, myliłaś bliskość z przylepieniem, miłość z ratunkiem, obecność z gwarancją... Tymczasem prawdziwa miłość nie mówi zostań bo bez ciebie się rozpadnę, bo bez ciebie nie umiem oddychać. Prawdziwa miłość nie zakłada kajdan ale dodaje skrzydeł. Prawdziwa miłość mówi idź jeśli musisz, a jeśli wrócisz to nie dlatego, że musisz ale dlatego, że chcesz. Prawdziwa relacja przemienia obie strony, pozwala im wzrastać, ale ty w tej relacji się nie przemieniłaś. Ty się zredukowałaś, wygładzałaś krawędzie, przycinałaś duszę do formatu AKCEPTOWALNE. Prawda zaś jest prosta...jeśli musisz przestać być sobą, żeby ktoś z tobą został to już jesteś sama. Zatem dopóki nie nauczysz się być sama, nie dowiesz się kim naprawdę jesteś gdy nikt nie patrzy, nie zaakceptujesz prawdziwej siebie, swojej wartości ... to każde czyjeś KOCHAM CIĘ dalej będzie dla ciebie ratunkiem a nie wyborem.



poniedziałek, 31 marca 2025

Największy kram gdy z chama Pan...

 


Moim zdaniem chamstwo, czy brak kultury, to w znaczącej mierze kwestia wychowania. Z roku na rok poziom chamstwa i agresji w społeczeństwie drastycznie nam wzrasta. Tak jak i tolerancja na chamstwo. Chamstwo nastolatków też stało się już normą. Obserwując na codzień jego przejawy nabrałam przekonania, że znaczna rzesza rodziców nie wychowuje lecz raczej hoduje swoje dzieci. Jak wiadomo istotą grzeczności w każdej kulturze jest empatia, czyli umiejętność wczucia się w położenie drugiego człowieka i szacunek. Wszystko to co nazywamy kulturą, służy unikaniu wzajemnego ranienia się. Powiedz, co masz powiedzieć, zrób co masz zrobić, realizuj swoje cele ale w taki sposób, żeby nie zadawać innemu człowiekowi bólu. Nie ranić i nie krzywdzić go. Nie sprawiać mu przykrości, nie urazić go. Więcej!!! Nie postawić go w niezręcznej sytuacji. Cham tego nie rozumie, nie potrafi tego pojąć.  Bo istotą chamstwa jest właśnie brak empatii. Chamstwo to brutalność psychiczna, to gotowość pomiatania i pogardzania innym człowiekiem, obdzierania go z godności, zawstydzania go, to ordynarność, grubiaństwo, nieokrzesanie. Chamstwu często towarzyszy wyśmiewanie, rechot i zadowolenie z siebie. Oczywiście osobniki bez charakteru lub tchórze przyłączają się do rechotu. Pokazują chamowi, że mogą mu się przydać… no i żeby nad nimi miał litość, bo go podziwiają, a może nawet też chcą być chamami /tylko brakuje im jeszcze odwagi/. Cham potrzebuje wsparcia i uznania innych. Chce błyszczeć,  chce podziwu i uznania dla swojej "błyskotliwości" i "odwagi".  Potrzebuje oklasków. Bez nich nie może funkcjonować. Bez klakierów trudniej mu być chamem... 

niedziela, 30 marca 2025

I co teraz ?

 

A co gdy już ugrzęzłaś w toksycznej relacji? 

Najczęściej próbujesz walczyć i chcesz wygrać ze swoim toksykiem? To błąd. Przestań grać w jego grę. Przestań odgrywać rolę jaką on ci wyznaczył w waszej relacji. Wstań i wyjdź. Inaczej, albo będziesz jego ofiarą, albo będziesz wolna. Wybór oczywiście należy do ciebie.  Myślisz, że gdy pokażesz mu czarno na białym jego błędy, to on się przyzna, a jak udowodnisz mu jego kłamstwa, to przeprosi,  a gdy wskażesz mu jego toksyczne zachowania i powiesz jak bardzo cię krzywdzą i ranią, to on się zmieni. Otóż  NIE...nie zmieni się, co najwyżej go rozsierdzisz. Muszę cię rozczarować. Toksyk nie szuka prawdy /a już w żadnym wypadku o sobie/. Nie szuka rozwiązania. Nie szuka porozumienia. Szuka winnego. I zgadnij kto nim zawsze będzie?  Ty. To ty będziesz "zbyt wrażliwa" albo "histeryczką". To ty "źle zrozumiałaś", "masz zakrzywiony obraz rzeczywistości",  "prowokujesz", "wyolbrzymiasz", "przekręcasz",  jesteś "nieogarnięta". "Jeśli to cię uraziło, to musisz mieć poważne problemy ze sobą", itp. Nieważne jak bardzo masz rację. Nieważne ile masz dowodów. W jego historii zawsze będziesz tą złą i powodem zła. Więc przestań tracić energię na walkę, której nie możesz wygrać. Przestań udowadniać, że "nie jesteś wielbłądem". Przestań marnować oddech na tłumaczenie oczywistości. Przestań próbować naprawiać kogoś, kto uważa, że to ty jesteś zepsuta, bo on sobie nie ma nic do zarzucenia. Z toksyczną osobą nie wygrasz dyskusji. Nie wygrasz argumentami. Nie wygrasz faktami. Im więcej się tłumaczysz, tym więcej dajesz toksykowi amunicji, której możesz być pewna użyje przeciwko tobie. Im bardziej się bronisz, tym bardziej jesteś winna. Im więcej mu zarzucasz tym bardziej go wkurzasz. Manipulujący tobą toksyk ostatecznie sprawia, że zaczynasz wątpić w samą siebie, w swoją wartość, w swoje zdrowe zmysły.  Czujesz się nieważna, niemądra, nieładna. Wszystko, co robisz, oceniane jest źle… Masz tylko jeden sposób na wygraną - wstać i wyjść. Bez dyskusji. Bez tłumaczeń. Bez pożegnań. W tym przypadku zwycięstwem jest odmowa udziału w jego grze. Musisz jednak mieć świadomość, że rozstanie z toksycznym partnerem może być trudne i bolesne. Trzeba się do tego przygotować. Kluczowe jest zadbanie o swoje bezpieczeństwo i wsparcie emocjonalne. Bo toksyczny parter często nie akceptuje rozstania i może chcieć odzyskać kontrolę nad tobą. Próbując wzbudzić w tobie poczucie winy, oskarżając cię o zrujnowanie wszego związku. Często idealizując przeszłość, okazując skruchę i obiecując poprawę..."obiecanki cacanki a głupiemu radość". Innymi słowy stosując stare triki manipulacyjne, które już znasz...


sobota, 29 marca 2025

Dlaczego...

 

Wiele osób zastanawia się, dlaczego toksyczne relacje powtarzają się w ich życiu. Czy to kwestia przypadku?Przyciąganie toksycznych ludzi nie jest kwestią przypadku,  powody tkwią często w naszej psychice, a kluczem do zmiany jest zrozumienie tych mechanizmów. Prawda jest taka, że zdrowa, spełniona osoba nie będzie przyciągać kogoś, kto jest np. niezrównoważony emocjonalnie. Osoby, które nie przepracowały swojego bólu, swoich ran emocjonalnych, traum i szukają potwierdzenia swojej wartości w oczach innych, często stają się łatwym łupem a co za tym ofiarami manipulatorów, narcystycznych partnerów wszelkiej maści toksyków.

Najczęstsze powody przyciągania toksycznych osób to:

1. Niskie poczucie własnej wartości: osoby, które nie czują się wystarczająco dobre, częściej akceptują toksyczne zachowania i je usprawiedliwiają.

2. Brak wyraźnych granic: nieumiejętność stawiania granic sprawia, że ludzie nadużywają naszej dobroci i cierpliwości.

3. Nieświadome powielanie wzorców z dzieciństwa: jeśli dorastaliśmy w atmosferze braku akceptacji, możemy szukać podobnych sytuacji w dorosłym życiu.

4. Skłonność do nadmiernego poświęcenia się dla innych: toksyczni ludzie wyczuwają i wykorzystują naszą gotowość do pomocy.

5. Zbyt duża empatia: empatyczne osoby przyciągają tych, którzy chcą zrzucić na nich swoje problemy.

Kluczem do zmiany jest praca nad sobą, wyznaczanie granic i świadome budowanie zdrowych relacji. 

czwartek, 27 marca 2025

O milczeniu można dobrze i źle ...

 

Pamiętam dowcip o chłopcu, który tak długo nie mówił, że jego rodzice myśleli, że jest niemową, aż nagle podczas obiadu spytał: "A gdzie jest kompot?"… Na co rodzice zdziwieni: Synku, to ty mówisz?! Dlaczego wcześniej się nie odzywałeś?, No bo zawsze był.  Ta dykteryjka dość zabawnie pokazuje, że niektórzy wypowiadają słowa tylko wtedy, gdy są naprawdę niezbędne. Dobrze jest sobie czasem pomilczeć, ale... Milczenie, milczeniu nierówne. Bowiem może być świadomym odseparowaniem się od kogoś, z kim nie chcemy mieć do czynienia, albo może być obroną przed czyimś atakiem. Milczenie pozwala nam zachować godność, okazać szacunek i respekt, ale też potrafi być formą wywyższania się nad innymi, formą okrutnej pogardy. Powstrzymywanie się od komunikacji  dla niektórych osób staje się mechanizmem radzenia sobie. Dla innych jest sposobem na wyrządzenie krzywdy. Karanie ciszą to technika manipulacji - polegająca na celowym ignorowaniu ofiary lub odmowie komunikacji. Manipulator stosujący tego rodzaju zachowanie ma na celu wywołanie u ofiary poczucia winy, niepokoju i zależności. Dodajmy, że jeżeli osoba używa milczenia, aby kogoś ukarać, zemścić się lub sprawować kontrolę lub władzę nad nim, to tego typu zachowanie jest formą znęcania się emocjonalnego. Milczenie może też być stosowane jako forma odrzucenia społecznego,  to najczęstsza forma ostracyzmu. Bywa też reakcją na gwałtowne emocje, niebezpieczeństwo, czy strach. Oczywiście milczenie to nie zawsze  odgrodzenie się, czy wrogość. Ludzie milczą też z potrzeby ciszy czy głębszego, duchowego przeżycia, albo też z niepewności, nieśmiałości, z ustawienia się w gorszej pozycji niż inni, z nieoswojenia, z obawy, że nie mają nic mądrego czy ciekawego do powiedzenia, lub mają akurat chwile, dni lub okres, kiedy po prostu nie chce im się mówić . Albo milczą z wielkiego, dojmującego doznania, że przeżywają coś bardzo emocjonalnego, czego jeszcze nie potrafią ogarnąć rozumiem i potrzebują to przemyśleć, przetrawić.  Wobec powyższego można chyba rzec, że  mówienie, podobnie jak milczenie, może być gestem zarówno odwagi, jak i strachu czy niepewności... i dużo mówi o nas samych. 

Anthony de Mello, którego bardzo lubię, powiedział kiedyś, że świat byłby całkiem inny, gdyby ludzie nauczyli się siedzieć i milczeć. Mówił też: "Jeśli kochasz prawdę, bądź miłośnikiem milczenia"... ciągle ćwiczę tę umiejętność :) Wszak nie bez przyczyny wszystkie praktyki, które uczą podstawowych umiejętności interpersonalnych zwierają w sobie praktykę milczenia i przebywania w ciszy... 

środa, 26 marca 2025

Dobrze jest wiedzieć...


 Dobrze jest mieć świadomość, że nasze relacje nie są przypadkowe, lecz mają głęboki sens. Czasem wydaje się, że mamy pecha do np. mało wspierających, niedojrzałych, emocjonalnie niedostępnych czy przemocowych partnerów. Jednak to nie pech nas prześladuje, ale nieświadomie powielany wzorzec z dzieciństwa. To piętno matczynej i ojcowskiej rany. To pięto rany odrzucenia. Wszystko co nas obecnie boli ma swoje źródło tam, gdzie zaczęliśmy tworzyć w swojej głowie /i układzie nerwowym/ obraz siebie, innych ludzi, relacji, tego co dla nas możliwe... czyli w dzieciństwie. Zazwyczaj poślubiamy kogoś, kto wyzwoli w nas każde nieszczęście , jakiego doświadczyliśmy w dzieciństwie. Kiedy wchodzimy w relację z drugą osobą, dzieje się to na dwóch poziomach.  Na jednym poziomie czujemy pociąg. Osoba jest dla nas atrakcyjna, zabawna, dobrze się z nią spędza czas, mamy wspólne zainteresowania.  Ta warstwa jest istotna, ale pod spodem kryje się coś jeszcze. I tu pojawia się wspomniany drugi poziom. Drugie dno, w którym kryje się poszukiwanie miłości. Miłości, której nigdy nie dostaliśmy. Dlaczego np.  tak wiele kobiet, które były w dzieciństwie krzywdzone, w dorosłym życiu wciąż wiąże się z przemocowymi mężczyznami? Można by zapytać: "Co z nimi nie tak? " Ale problem nie leży w nich. Problem tkwi w tym, czyjej miłości najbardziej pragnęły jako dzieci.  Dokładnie tej osoby, która je krzywdziła i dlatego nieświadomie /w dorosłym już życiu/  przyciągają mężczyzn, którzy mają w sobie potencjał do zadawania tego samego bólu. Bo właśnie u takich osób wciąż - choć nieświadomie szukają miłości. Niestety,  pobierając się wnosimy do związku dysfunkcje naszych rodziców. Podświadomie szukamy w partnerach tego co znamy z dzieciństwa... zarówno tego dzieciństwa z marzeń jak i tego z najgorszych koszmarów. Bo tam, w tych dysfunkcjach, wciąż szukamy miłości, której nam brakowało. Związki albo nas niszczą albo wspólnie w nich wzrastamy. Kluczowe pytanie brzmi: czy uświadamiamy sobie, co naprawdę się w nich dzieje, co jest tam głęboko pod powierzchnią i co chcemy  z tym zrobić ?

Na szczęście - możemy wyjść z destrukcyjnych wzorców, które negatywnie wpływają na nasze relacje. Jednak to wymaga ich gruntownego przepracowania. By uzdrowić stare rany niestety trzeba sięgnąć do źródła... 

niedziela, 23 marca 2025

Wrocław Motorcycle Show to największe targi motocyklowe na Dolnym Śląsku...

 

                    Fot. własne

Można było też powspominać ...

            Fot. własne

Dla mnie, fanki motocykli to była uczta ...

poniedziałek, 17 marca 2025

Stawiaj granice i zadbaj o siebie...


 Są osoby, które wydawać by się mogło, że mają wręcz wdrukowane pomaganie całemu światu. Wiecznie mają serce na dłoni, mnóstwo empatii, a przy tym zawsze wiedzą, co należy zrobić, by pomóc komuś uporać się z problemami. Niby super! Cóż za fantastyczna osoba, jaki dobry człowiek. Niezawodny... niczym pogotowie ratunkowe, gotów na każde wezwanie. Wyręczy, załatwi, ogarnie, wysłucha, doradzi, jak trzeba przytuli, pocieszy, podsunie rozwiązanie. I co istotne zawsze mówi "tak", nawet gdy to "tak" coraz więcej go kosztuje. By dopełnić ten obraz dodam, że w zamian, sam dostaje niewiele lub prawie nic. Mało tego, któregoś pięknego dnia widzi, że ktoś wbił widelec w to serce na dłoni. Opada z sił... a potrzebujących ciągle przybywa. Czemu więc to robi? Cóż, może chce w ten sposób poczuć się wartościową, dobrą, a nawet lepszą od innych osobą. Psychologia już dawno udowodniła, że nie ma czegoś takiego jak altruizm. Jest za to pseudo altruizm: dajmy innym, bo sami przy tym czujemy się dużo lepiej. I nie ma co się na to obrażać, bo nic w tym złego. Dawanie innym jest budujące i karmiące. Zawsze gdy dajemy, to także bierzemy. Przykładowo, kobiety, które żyją w trudnych związkach, wbrew pozorom mają z tego korzyść, ponieważ inni dają takiej kobiecie uwagę, współczucie, podziw, wsparcie. Ona dzięki temu może czuć się wspanialsza, lepsza. Dla wielu ratowników pomaganie jest sposobem na budowanie poczucia własnej wartości. Czują się dobrymi ludźmi tylko, gdy niosą pomoc, a przecież każdy potrzebuje takiego poczucia. Mogą kierować nimi także; chęć zdobycia aprobaty, przychylności otoczenia, potrzeba bycia docenionym, ale i kontroli nad innymi. Ratownik ma przecież pewien rodzaj władzy nad człowiekiem, któremu pomaga, ma też poczucie, że może naprawić innych. Wielu ratowników wierzy w swoją niezwykłą zdolność wpływania na ludzi. Ratując innych, odwraca również uwagę od własnych problemów. Unikanie zajmowania się sprawami, które w jego własnym życiu wymagają uporządkowania, może być nieświadomą motywacją. Gdyż daje dobre alibi - przecież nie mam czasu, inni mnie potrzebują. Skupianie się na trosce o innych pozwala nie myśleć o swoim życiu osobistym, co oczywiście jest iluzją, ale daje poczucie ulgi. Cechę ratownika można w sobie wykształcić już na bardzo wczesnym etapie życia.  Dziecko superbohater jest przekonane, że ratowanie jest jedyną metodą, dzięki której może zwrócić na siebie uwagę rodziców, udowodnić im , że jest wartościowe itd.. W ten sposób uczy się zaspokajać swoje własne potrzeby pośrednio – poprzez zaspokajanie potrzeb innych ludzi. W pewnym momencie uznaje, że pomaganie to w ogóle jedyny uzasadniony sposób nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem, tak więc w dorosłym życiu dobiera sobie przyjaciół, znajomych – tak buduje relacje. Wybiera ludzi, którzy potrzebują ratunku. Syndrom zbawiciela, białego rycerza albo kompleks mesjasza /tak to się też nazywa/ polega na potrzebie ustawicznego niesienia pomocy innym ludziom, często kosztem siebie i także wtedy, gdy pomoc wcale nie jest niezbędna. Sensem życia ratownika jest pomaganie, bardzo często również pod postacią działań, które w istocie są po prostu wyręczaniem kogoś. Zbawiciele często mają tendencję do stawania się niezastąpionymi... po prostu muszą czuć się potrzebni, zawsze, wszystkim i niemal w każdej sytuacji, nawet wtedy, gdy w rzeczywistości nie są. Jeśli to wszystko brzmi dla kogoś zbyt znajomo, to może jest to właściwy czas by pomóc tym razem sobie ?   Może nie uwierzysz, może będziesz zdziwiony, ale prawda jest taka : nadmierne pomaganie może być szkodliwe – zarówno dla ciebie, jak i dla osób, którym pomagasz. Uwierz...świat naprawdę sobie poradzi i to całkiem nieźle, nawet jeśli nie będziesz wiecznie gasić wszystkich pożarów...  

sobota, 15 marca 2025

Ciągle uczymy się żyć...

 

Życie to sztuka nawigowania pomiędzy tym co możemy kontrolować, na co mamy wpływ, a tym co musimy po prostu zaakceptować.  Można też powiedzieć, że życie to nasz najlepszy nauczyciel. Konfrontuje nas / czasem brutalnie / z rzeczywistością. Uczy, że prędzej czy później musimy zmierzyć się z pewnymi rzeczywistościami, prawdami i zaakceptować je aby móc się rozwijać. Od nas zależy czy chcemy się uczyć, jakie lekcje wyciągniemy z tej nauki. Te prawdy stawiane nam przez życie,  choć niewygodne stanowią fundament naszego pełnego i świadomego istnienia. Akceptowanie ich nie jest oznaką naszej słabości lecz aktem odwagi. I tak, zrozumienie, że nie możemy wszystkiego kontrolować, że wszystko ma swoją cenę, skłania nas do refleksji nad codziennymi wyborami, priorytetowego traktowania tego co naprawdę dla nas ważne.  Uznanie, że w życiu nie ma nic stałego, że zmiana jest nieunikniona zmusza nas do wyjścia ze swojej strefy komfortu, pomaga nam porzucić strach przed nieznanym i przyjąć możliwości, które pojawiają się wraz z każdą transformacją.  Ból jest częścią życia i choć trudny do zniesienia przypomina nam, że jesteśmy ludźmi i daje możliwość uczenia się oraz wzmacniania się po każdym upadku. Porażka to nie koniec to szansa na rozpoczęcie od nowa z większym doświadczeniem. W miarę posuwania się naprzód uświadamiamy sobie, że perfekcja nie istnieje, nie ma też ideałów, a prawdziwe szczęście nie leży w osiągnięciu celu lecz  w samym procesie dochodzenia. Te prawdy są jednocześnie i wyzwaniem i przewodnikiem dla nas. Zaproszeniem do życia z większą świadomością i uwagą, do porzucenia tego co nas obciąża, hamuje i docenienia tego co naprawdę ma znaczenie. Zrozumienie i zaakceptowanie tych czasem niewygodnych dla nas prawd prowadzi do zmiany sposobu  myślenia a także sposobu życia. Pozwala lepiej i bardziej świadomie projektować to własne życie, lepiej wykorzystać dany nam czas. Czas, który jest naszym najcenniejszym zasobem. To co z nim robimy definiuje nasze życie... jest jednym z tych naszych zasobów, którego nie da się odzyskać. A co ze szczęściem? Szczęście jest serią chwil, które tworzymy na przestrzeni całego życia i trzeba pogodzić się z tym, że ono też nie jest stałe. W życiu nie można być nieustannie szczęśliwym. Życie to równowaga między radością, smutkiem, bólem, wyzwaniami i nauką...


piątek, 14 marca 2025

Niewygodne prawdy...


 Nasz świat niestety nie jest miejscem bajkowym gdzie dobrzy są zawsze nagradzani a źli karani. Społeczeństwa także dalekie są od doskonałości i zwykły posługiwać się powierzchowną logiką, nie ceniąc zbytnio mądrości. Stąd nasz świat jest miejscem pełnym sprzeczności, niedopasowań, gdzie często najinteligentniejsi/analizujący i pełni wątpliwości/ cierpią w milczeniu podczas gdy głupcy pełni absolutnej pewności  dominują w rozmowach, zajmują stanowiska władzy, a nawet podejmują decyzje wpływające na losy milionów ludzi. Ci którzy postrzegają życie z głębią, którzy rozumieją ludzką kruchość najczęściej nie dają się zwieść uproszczonym odpowiedziom czy łatwym rozwiązaniom. Tymczasem ignoranci nie zawracają sobie głowy kwestionowaniem czegokolwiek ... idą naprzód, bez skrupułów popychają świat w niebezpieczne kierunki, mówią z absolutnym przekonaniem często  nawet nie zdając sobie sprawy z tego co robią, czy mówią. Zatem, nie postrzegam mądrości jako daru prowadzącego do sukcesu lub szczęścia lecz raczej jako swego rodzaju przekleństwo, które czyni życie człowieka mądrego cięższym. Mądrość to ciężar ponieważ wiedza i świadomość zbyt wielu rzeczy oznacza dostrzeganie absurdów wielu konwencji społecznych, pustki wielu obietnic i hipokryzji wbudowanej w dyskurs tych, którzy twierdzą, że wiedzą co jest najlepsze dla innych...


Niewygodne prawdy...


 Miłość nie jest bajką... od dawna nie wierzę w szczęśliwe zakończenia. Myślę, że słowa Charesa Bukowskiego doskonale podsumowują moje spojrzenie na temat :

" MIŁOŚĆ TO MGŁA, KTÓRA ZNIKA Z PIERWSZYM PROMIENIEM 

RZECZYWISTOŚCI. "

Z perspektywy moich doświadczeń i życiowych obserwacji relacji międzyludzkich, miłość wydaje mi się iluzją, czymś co uwodzi, oszukuje a potem rozwiewa się gdy wkracza rutyna, ludzkie wady, problemy i codzienne frustracje.  Poznałam z bliska samotność i potrzebę więzi, obserwowałam też inne pary, które łączyły się i rozpadały, dane mi było też poznać ciemną stronę relacji, gdzie oczekiwania  niestety często brutalnie zderzały się z rzeczywistością. I w moim odbiorze  miłość nie była i nie jest bezpieczną przystanią.  Raczej grą woli, pozorów, polem bitwy, na którym nie zawsze są zwycięzcy. Zauważyłam, że ludzie często trzymają się kurczowo "miłości" wcale nie z autentycznej potrzeby... ale ze strachu przed samotnością.  A przecież, nie ma nic smutniejszego niż być obok kogoś i nadal czuć się samotnym. Oczywiście rozumiem, że miłość //nawet jeśli jest niedoskonała i zmienna, z wadami, błędami i momentami nudy//,  nadal jest jedną z tych niewielu rzeczy, które nadają naszemu naszemu życiu kolor, ale uważam też, że takie trzeźwe spojrzenie na miłość jest nam potrzebne, jest lepsze niż życie sfabrykowanymi iluzjami na jej temat.  Bo prawdziwa miłość to nie ta bajkowa, filmowa czy z romansideł, która obiecuje doskonałość, ale ta która przetrwa zderzenie z rzeczywistością, ta która nadal istnieje nawet po tym gdy, początkowa mgła namiętności się rozwieje...

czwartek, 13 marca 2025

Jednostronne relacje..

 


Relacje, które nas naprawdę odżywiają to nie te, w których jesteśmy tylko potrzebni ale te, w których jesteśmy naprawdę znani. Bowiem naszą wartość definiuje nie nasza użyteczność dla innych ale to kim jesteśmy.  Wszyscy chcemy wierzyć, że jesteśmy dla innych ważni . Chcemy wierzyć, że nasza obecność w czyimś życiu wynika z doceniania tego kim jesteśmy, a nie tylko z tego co możemy mu zapewnić. Tymczasem tak nie jest...wielu z nas doświadczyło jednostronnych relacji a co za tym poczucia braku wzajemności czy wręcz wykorzystania i zastanawiało się dlaczego... ciągle dając nic nie otrzymują. Niestety wiele osób tworzy połączenia oparte nie na prawdziwej miłości czy sympatii, ale na potrzebie. Tak to już jest, że my ludzie mamy skłonność do zaspokajania swoich niezaspokojonych potrzeb kosztem innych. I takie osoby na pierwszy rzut oka wydają się nawet troskliwe, mogą też przekonać samych siebie, że naprawdę nas cenią, ale ich działanie lub co bardziej wymowne, ich nieobecność gdy ich potrzebujemy ujawniają bolesną prawdę.  Prawdę o tym, że wcale nie jesteśmy dla  nich ważni, że jesteśmy jedynie w taki czy inny sposób dla nich użyteczni.  Paradoksalnie okazuje się, że ci którzy najbardziej nas potrzebują najmniej nas kochają i szanują. Postrzegają nas przede wszystkim jako źródło rozwiązania swoich problemów, swoich burz emocjonalnych a nie jako osoby, które należy poznać, docenić... tak naprawdę to oni nas nie widzą. 

Pewność siebie...

  Brak pewności siebie jest jak rak. Dojrzewa w nas latami. Na początku możemy z nim żyć, z czasem jednak coraz bardziej nam przeszkadza. Ni...