Bycie po swojej stronie jest fundamentem zdrowia psychicznego, samoakceptacji i budowania trwałego poczucia własnej wartości. Oznacza aktywne wspieranie siebie, traktowanie się z życzliwością, a także dbanie o własne granice i potrzeby, zamiast nieustannego szukania akceptacji u innych. Często nie nauczono nas być po swojej stronie... wielu z nas wyniosło z dzieciństwa, nawyk pomniejszania siebie, dostrajania się do innych kosztem własnych potrzeb i uznawania cudzych emocji za ważniejsze niż własne. W rodzinach, w których miłość była warunkowa, emocje były bagatelizowane, zawstydzane albo ignorowane, dziecko uczy się jednej rzeczy: przetrwanie zależy od tego, czy będę niewidoczne, bezproblemowe, grzeczne, czy zasłużę. Z czasem staje się to wewnętrznym mechanizmem... zanim zapyta siebie, co czuje, sprawdza, czego oczekują inni. Zanim uzna swoje zmęczenie, zastanawia się, czy nie przesadza. W efekcie jako dorosły człowiek, potrafi być lojalny wobec wszystkich, tylko nie wobec siebie. Bycie po swojej stronie zaczyna się od bardzo konkretnej zasady: nie rób sobie tego, czego nie zrobiłabyś drugiej osobie. Jeśli nie powiedziałabyś przyjaciółce "jesteś beznadziejna", nie mów tego do siebie. Jeśli uznałabyś czyjeś zmęczenie za realne, uznaj też swoje. Jeśli czyjeś granice byłyby dla ciebie oczywiste, nie przekraczaj własnych. Gdy ktoś o coś prosi, pierwsze pytanie nie powinno brzmieć: co pomyśli, jeśli odmówię?, lecz: "czy mam dziś czas, energię, gotowość"?. Bycie po swojej stronie oznacza również zmianę języka wewnętrznego. Słowa typu jestem beznadziejna, zawsze wszystko psuję, jestem wybrakowana, ze mną jest coś nie tak... nie pojawiły się znikąd. Najczęściej "wewnętrzny krytyk" to echo dawnych ocen, zawstydzeń, porównań. Mózg przyzwyczaja się do takiego tonu i zaczyna traktować go jak prawdę. Tymczasem to tylko utrwalona narracja, a nie obiektywny opis rzeczywistości. Oczywiście, stanięcie po swojej stronie nie polega na udawaniu, że zawsze wszystko jest w ok, ani na wypieraniu się własnych błędów. Polega na odpowiedzialności ale bez autoagresji. Na zdolności powiedzenia: to mi nie wyszło... zamiast jestem beznadziejna. Na przyznaniu: to mnie zabolało... zamiast znowu przesadzam. Najpełniejsza zmiana dokonuje się wtedy, gdy przestajemy traktować siebie jak wroga czy przeciwnika, którego ciągle trzeba dyscyplinować, a zaczynamy być dla siebie sojusznikiem. Zaczynamy traktować siebie jak osobę, z którą jesteśmy w dobrej relacji na całe życie. A w tej relacji, jak w każdej innej potrzebna jest lojalność, czułość i uczciwość. Bycie po swojej stronie nie oddala nas od ludzi. Paradoksalnie dopiero wtedy możliwe są relacje oparte na wyborze, a nie na lęku. Cóż, jeśli "trzymanie sztamy ze sobą" staje się powodem rozpadu jakiejś relacji to znaczy tylko, że nie mamy czego żałować, bo nie była to relacja oparta na wzajemności...

Bardzo trafnie napisane! 😊
OdpowiedzUsuńTo przypomnienie, jak ważne jest stawanie po swojej stronie, dbanie o siebie i traktowanie własnych emocji z szacunkiem. Dziękuję za tę refleksję – naprawdę warto o tym pamiętać na co dzień.
Miło , że uznałaś tekst za przydatny . Dziękuję, że zajrzałaś ... pozdrawiam :)
UsuńTak, to wszystko prawda. Czasami wydaje mi się, że wiele osób po prostu zapomina o sobie i po czasie może czuć się coraz gorzej. A p[rzecież tak nie wiele trzeba, by spojrzeć na siebie dobrym wzrokiem.
OdpowiedzUsuńWbrew pozorom polubienie i szanowanie siebie wymaga sporej pracy nad sobą. Pewnie dlatego wiele osób ma z tym problem.
UsuńJest w tym dużo prawdy, zwłaszcza w tym, jak łatwo człowiek uczy się stawiać innych przed sobą i nawet tego nie zauważa. Potem nagle się okazuje, że umiesz być w porządku wobec wszystkich, tylko nie wobec siebie.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się to podejście bez przesady w żadną stronę — ani wieczne dowalanie sobie, ani udawanie, że wszystko jest idealnie. Raczej takie normalne: widzę, co zawaliłem, ale nie robię z tego wyroku na siebie. To w sumie trudniejsze, niż się wydaje.
No i to z granicami — niby proste pytanie „czy ja w ogóle mam na to siłę?”, a często nawet nie przychodzi do głowy. Człowiek działa z automatu, żeby tylko nie zawieść innych.
A na koniec chyba najważniejsze: jeśli ktoś ma problem z tym, że zaczynasz się szanować, to raczej mówi więcej o tej relacji niż o tobie.
Miło mi , że post dał trochę do myślenia ...dziękuję za Twój komentarz. Pamiętajmy jednak , że sama wiedza nie wystarczy. "Aby coś się zmieniło, to my sami musimy się zmienić". Zmiana zaczyna się w głowie od akceptacji obecnej sytuacji i decyzji o chęci zmiany. A to oznacza dużo pracy nad sobą i to nawet z pomocą psychologa bo nie we wszystkim przecież jesteśmy kompetentni.
OdpowiedzUsuńŚwietna treść! Ja tak właśnie musiałam się nauczyć być po swojej stronie. Bo wychowano mnie w poczuciu, że ja to tylko kłopoty, nie spełniam oczekiwań, do niczego się nie nadaję. W końcu tak się zbuntowałam, że ło 🩶
OdpowiedzUsuńZnam to i wiem jak to jest być "niewystarczającą" ... tym bardziej cieszy mnie to co napisałaś o sobie ... dziękuję za Twoją otwartość .
Usuń