Skąd bierze się w nas ta wyjątkowa niechęć do teściowej mającej wiecznie wszystko i wszystkim za złe, do nauczycielki, która zawsze wie lepiej, albo do zgryźliwej koleżanki z pracy, czy do sąsiadki spod 7/ki strasznej plotkary albo do rozwódki spod 5/tki - bezwstydnej uwodzicielki wszystkich facetów w kamienicy? Każdy z nas ma takich swoich "ulubionych" antybohaterów... dlaczego ? Możliwe, że zabrzmi to zaskakująco, ale źródłem takiej niepohamowanej, graniczącej z nienawiścią antypatii do niektórych osób jesteśmy my sami. Każdy z nas ma bowiem jakąś część siebie, której nie znosi. Prawda jest taka, że składamy się nie tylko z samych zalet. Uznajemy światło w nas, ale cień jest czymś co ignorujemy i czego nie chcemy widzieć. Zatem nasza niechęć do niektórych osób wynika z naszego "cienia" czyli tej wypartej, niewidocznej dla nas części nas. Nasza CIEMNA STRONA zawiera najbardziej prymitywne, negatywne, nieładne, ludzkie emocje i impulsy jak: wściekłość, zazdrość, skąpstwo, egoizm, żądza władzy, strach, mściwość, lenistwo, wrogość, brak akceptacji itp. Wstydzimy się naszej agresji, nieśmiałości, lęków, kompleksów więc staramy się je z własnej psychiki wyrugować. Ale te wyparte do podświadomości części naszego "ja" wcale nie odchodzą /jakby mogło się wydawać/ w niebyt, bo one tak naprawdę dalej są w nas. I dzieje się coś dziwnego. My nie dostrzegamy już ich u siebie, ale one wyjątkowo dotkliwie drażnią nas u innych. Rzecz w tym, że nie tylko nas wkurzają, ale także niepokojąco fascynują. Więc kiedy mocno kogoś krytykujemy, obmawiamy lub obsesyjnie wyszydzamy czyjeś wady, powinniśmy się mocno nad sobą zastanowić. Dlaczego to mnie tak drażni, z czego tak naprawdę wynikają moje emocje. Dobroć, czułość, altruizm zawsze mają drugą, ciemną stronę: egoizm, agresję, destrukcję. Nie wystarczy więc wyprzeć się swojego cienia. Cień to nie zbędny rupieć, grat, który można po prostu wyrzucić. Człowiek jest bardziej skomplikowany od kosza na śmieci. Z tej przyczyny to, co wyrzuciliśmy z naszego "ja", wcale nie leży sobie spokojnie w pojemniku z napisem "przeszłość". Im bardziej chcemy zapomnieć o swoim cieniu, tym bardziej rośnie on w siłę, a to dzięki wysiłkowi wkładanemu w to, by o nim zapomnieć. Tłumienie cienia jest tak samo skutecznym lekarstwem dla duszy, jak zastosowanie gilotyny na ból głowy. Podobnie zawodne jest też przenoszenie własnego cienia na innych. Wypieranie cienia to oszukiwanie samego siebie i niewyczerpane źródło hipokryzji. Przykładowo: złorzeczymy na korupcję a sami dajemy łapówkę lekarzowi, wściekamy się na niesolidnego fachowca a sami olewamy swoje obowiązki w pracy, wytykamy nieuczciwość kasjerowi bo źle wydał nam resztę a sami znalezioną na ulicy czy w tramwaju gotówkę chowamy do kieszeni jak swoją itd. itp. Zatem może lepiej zdobyć się na trochę odwagi, spojrzeć w głąb siebie i być uczciwym z samym sobą. Zamiast potępiać innych i tym samym zwodzić samych siebie lepiej zaakceptować fakt, że w nas samych też tkwi zalążek każdego świństwa. Wbrew pozorom taka świadomość – jak każda prawda może być uwalniająca, może stać się źródłem naszej siły. Siły, która ostatecznie może pomóc nam utrzymać wewnętrzną równowagę.

Nie każdy potrafi w tak dobitny sposób pokazać, że nasza złość czy frustracja wobec innych to w dużej mierze lustro, w którym odbija się nasze własne wnętrze. Świetny tekst, zmusza do zastanowienia się nad sobą.
OdpowiedzUsuńTo co z taką ostrością widzimy na zewnątrz u innych ludzi, często odzwierciedla nasze własne ukryte cechy i aspekty naszej psychiki... nie każdy chce to widzieć. Praca nad sobą jest trudna i często burzy nam zbudowany przez nas cudowny obraz samych siebie... dlatego łatwiej jest widzieć "źdźbło w cudzym oku" niż dostrzec "belkę we własnym".
UsuńOd jakiegoś czasu regularnie czytam Twoje notki. Interesujące obserwacje i cenne przemyślenia.
OdpowiedzUsuńDziękuję... Cóż, ogólnie zamieszczane na blogach treści nie rezonują ze wszystkimi a tylko z odpowiednimi osobami...stąd popularność jednych blogów i niewidzialność innych. Zatem cieszę się, że w blogowym gąszczu dostrzegłaś i mój . Pozdrawiam :)
UsuńTak, podobno tak jest, to jest trochę takie odbicie naszych własnych cech, których nie chcemy dostrzec. To chyba na nawet jakąś nazwę ale nie pamiętam jaką. Bardzo ciekawy wpis. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńZasada lustra ... Dodać należy, że poznanie swojego cienia nie służy temu, byśmy czuli się źle, ale po to, by przejąć nad swoim cieniem kontrolę, chodzi o to by przestał nami sterować z podświadomości. Im lepiej znamy i rozumiemy siebie tym większy wpływ zyskujemy na swoje zachowanie, emocje i całe życie i lepiej poruszamy się w relacjach z innymi ludźmi ... gdyż ich także lepiej rozumiemy.
Usuń