W starzeniu się najgorszy jest czas przeszły. Człowiek /bez względu na płeć/ coraz częściej słyszy jak mówią o nim właśnie w czasie przeszłym choć przecież jeszcze żyje: " kiedyś była ładna", "była żoną tego a tego", "był nauczycielem tu i tam", "była matką"," był dyrektorem lub inną, mniej lub bardziej ważną personą" itd. Słysząc to ma się poczucie bycia "historyczną postacią" we własnym życiu. Otoczenie często definiuje życie starszej osoby wyłącznie przez pryzmat wspomnień, a nie bieżących działań. Przesunięcie perspektywy z "teraz" na "kiedyś" zmusza do bolesnej konfrontacji z utraconymi już czynnymi rolami społecznymi, generuje przykre poczucie bycia definiowanym przez pryzmat przeszłość a nie obecnej aktywności. Daje poczucie, że kiedyś byłam/byłem, teraz... mnie nie ma, świat nie zauważa tego, że jeszcze "jestem". A to bywa silnym źródłem stresu i poczucia obniżonej wartości, poczucia bycia "wczorajszym", nieużytecznym. Czas przeszły jako synonim straty boleśnie przypomina starzejącemu się człowiekowi o rzeczach, ludziach i sprawnościach, które już nie wrócą. "Była/był" oznacza brak możliwości zmiany stanu obecnego. Oznacza konfrontację z utratą własnej atrakcyjności, z przemijaniem fizycznym, z samotnością, z chorobami, z lękiem przed utratą samodzielności. Najgorsze w starzeniu się nie jest samo ciało, ale poczucie, że życie przechodzi z trybu dokonywania w tryb wspominania, a to sprawia, że zaczynasz człowieku czuć się jak jakieś pieprzone, zakurzone "archiwum", a nie jak aktywny uczestnik życia...

Oj tak, to jest bardzo denerwujące, ale niestety prawdziwe. Chociaż wiemy, że prtzechodzimy w stan "byłam" to budzi w nas jednak sprzeciw, bo wciąż jeszcze "jestem"...
OdpowiedzUsuńMamy świadomość etapu życia, w który weszliśmy nikt nie musi nam tego co krok uświadamiać... ale to nie oznacza przecież, że jesteśmy jakimś "marginestem społ." , że przestaliśmy być członkami społeczeństwa, zasługującymi na podmiotowe traktowanie, a nie tylko na stereotypowe role.
UsuńCoś w tym jest, choć uważam, że można też mieć takie wrażenie na wcześniejszym etapie życia. Mówimy o różnych rzeczach w czasie przeszłym, o tym, co już na pewno nie wróci, o lepszych czy gorszych momentach, które były dla nas jakąś lekcją. To może też powodować nostalgię, przy tym można być w sile wieku. Ja często wspominam, mam wiele rzeczy, ludzi, których zostawiłam w przeszłości i jakoś wspomnienia czasem wracają. A rzeczy, które robiłam, do których już nie potrafię lub nie mogę wrócić... Można pisać i pisać... Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTu nie chodzi o wspomnienia...każdy na każdym etapie życia je ma . Mnie chodzi o poczucie NIEWIDZIALNOŚCI . O to, że starzejącego się człowieka społeczeństwo wypycha na margines, przestaje go zauważać, traktuje jako mniej istotnego niż młodsze osoby... co jest dyskryminacją ze względu na wiek. A przecież równość to stosowanie tych samych standardów szacunku, niezależnie od wieku, pozycji czy sprawności. Niestety społeczeństwo często traktuje starość jako okres "nijaki", "bezpłciowy". Kobiety przestają być postrzegane jako atrakcyjne kobiety, a mężczyźni jako męscy mężczyźni. Innymi słowy, starzejący się człowiek przestaje być widziany przez pryzmat swojej tożsamości płciowej /kobieta/mężczyzna/, a zaczyna być definiowany wyłącznie przez swoją rolę społeczną /dziadek/babcia/ lub stan biologiczny /senior/starsza osoba/. Przestaje być traktowany na równi z resztą młodszego społeczeństwa.Takie podejście w konsekwencji sprawia, że często są traktowani przedmiotowo, instrumentalnie a nie podmiotowo /jak na to zasługują/ .
UsuńMyślę, że duże znaczenie ma to , co stary człowiek sam myśli na swój temat. Jeśli usuwa się w cień, będzie też niewidoczny dla innych.
OdpowiedzUsuńTo też jest jakaś część prawdy ...
Usuń