Nie lubię powierzchowności . Ludzie uwielbiają ukrywać się za maskami. Fałszywe uśmiechy, puste obietnice, słowa wypowiadane bez wagi. Większość przyzwyczaiła się do życia w tym społecznym teatrze, gdzie prawda jest zawsze upiększana, by wydawała się bardziej akceptowalna. Lubią karmić się iluzjami, grać w grę pozorów. Dlatego nie lubią też tych, którzy widzą ich "nagich", tzn. bez masek, którzy ich rozszyfrowują. I zamiast zmierzyć się ze swoimi słabościami, wolą obwiniać tego kto ich dekonspiruje. Nie uginam się też pod presją cudzych oczekiwań. Bo wiem, że jeśli sama nie zadbam o swoje życie, to nikt tego za mnie nie zrobi. Dlatego mam "prosty kręgosłup", duszę, która łatwo nie ugina się pod presją zewnętrzną. Wiem. Świat nie lubi tych, którzy się "nie kłaniają". Większość woli tych, którzy są posłuszni, którzy płyną z prądem, którzy nie kwestionują. Tacy są wygodniejsi. A ja cóż, mogę słuchać, mogę się zastanawiać, ale ostatecznie to mój osobisty wewnętrzny kompas decyduje o drodze. Bowiem sama decyduję o wszystkim. Podążam własną drogą. Ludzie tego nie lubią. Nie umiem i nie chcę się nikomu przypodobać, nie umiem wykorzystywać innych, niosę swój ciężar sama do końca. Nie zdradzam, nie sprzedaję siebie, nie jestem niczyją kopią. Nie pozwalam innym się kontrolować. Nie jestem tu po to by się wszystkim podobać. Jestem autentyczna, wierna sobie... nawet za cenę odrzucenia i samotności. Powinnam chyba tu dodać, że jak człowiek ma siebie to tak naprawdę nigdy nie jest sam, jest jedynie chwilowo pozbawiony towarzystwa innych osób. Większość ludzi, żyje po to by ich widziano, potrzebują braw, natychmiastowego uznania, klakierów, publiki. Jeśli nie mają publiczności nie podejmują działania. Potrzebują poklasku. Kolejna rzecz, to lojalność ... cenię ją bardzo wysoko, ale moja lojalność nie jest "ślepa". Cóż, trzeba ją zdobyć i utrzymać. Nie wybaczam też zdrady. Gdy ktoś mnie naprawdę zawiedzie moje "drzwi" zamykają się na zawsze. Nauczyłam się też zrywania więzi bez oglądania się za siebie. Ludzie oczekiwali ode mnie, że zawsze będę filarem wsparcia, silnym ramieniem, tą, która wybacza bez końca. Ale gdy zaczęłam stawiać wyraźne granice i wymagać tej samej uczciwości, którą oferowałam stałam się złoczyńcą. Gdy zaczęłam porządkować moje życie i usuwać wszystko co toksyczne postrzegali mnie jako "zimną babę". Ludzie nie rozumieją, że dla mnie utrzymanie godności jest ważniejsze niż utrzymanie powierzchownej relacji. A moja lojalność jest "świętym paktem" a nie dożywotnią gwarancja. Nie akceptuję mniej niż zasługuję. Mam zdolność do pójścia dalej bez urazy, ale też bez przebaczenia dla wielkich zdrad ...po nich drzwi zamykają się ostatecznie. Szukam trwałości w świecie, który niestety gloryfikuje to co ulotne. Nie interesują mnie przelotne namiętności, błyskawiczne sukcesy, ani przyjaciele z wygody. Szukam tego co solidne, co przetrwa próbę czasu. Nie jest łatwo - przyznaję. Ludzie gonią za najnowszymi trendami, zadowalają się powierzchownością, bylejakością, dlatego ja ze swoją postawą czuję często, że nie synchronizuję z współczesnym światem, pośpiechem i brakiem głębi. Niemniej jednak moja siła, niezależność choć może wywoływać odrzucenie, jest jednak tą samą siłą, która gwarantuje, że nie zgubię się w świecie. Bowiem wybierając prawdę, wybieram siebie, jestem ze sobą i idę w kierunku tego co naprawdę się liczy.
Ps.
Przestań grać w ich grę... Moje życiowe doświadczenie dowiodło mi, że :
w momencie gdy bardziej boisz się utraty kogoś niż utraty siebie... już przegrałaś/eś.

Myślę sobie, że ludzie zbyt często opierają swoje życie na innych, nie na sobie. Nie akceptują siebie takimi jakimi są, dlatego szukają tej akceptacji u innych. Stąd tyle rozczarowań, że ktoś nas zdradził, że odszedł. Kiedy kochalibyśmy siebie tak normalnie wiele rzeczy stałoby się prostymi.
OdpowiedzUsuń