Bycie empatą paradoksalnie jest dużym problemem dla samego empaty, ponieważ nadmierne wchłanianie emocji innych ludzi, nadmierna dyspozycyjność prowadzą do wypalenia, stresu, problemów z wyznaczaniem granic i zaniedbywania własnych potrzeb, a nawet do wątpienia w siebie, gdy reakcje innych nie są zgodne z oczekiwaniami empaty, a to bywa obciążające tak psychicznie jak i fizycznie. Empata przez dekady swego życia nadmiernie czuje, przejmuje się, ratuje innych, aż w jakimś momencie ku zaskoczeniu otoczenia przestaje. Dlaczego? Bo ma już dość, bo jest zmęczony, doszedł do ściany, bo przekroczył granice empatii, bo się wyczerpał, bo być może zdał sobie sprawę, że nie każdy zasługuje na życzliwość cały czas, a może poczuł się zraniony, odczuwa ból i stracił wiarę w ludzi. Tak czy inaczej bywa, że po przekroczeniu tzw. punktu granicznego następuje tąpnięcie, pęknięcie, przełom, który staje się początkiem przebudzenia empaty. A to przebudzenie przychodzi przez odczuwany ból, zdradę, wyczerpanie, przez tysiące małych momentów, w których dawał z siebie wszystko, nie otrzymując w zasadzie nic w zamian. Po tym gdy otrzymywał ciszę, obojętność, wykorzystywanie... nie powinno dziwić, że w końcu coś w nim pęka, że przychodzi taki moment kiedy empata przestaje udawać, że wszystko jest w porządku i zaczyna patrzeć prawdzie w oczy, że powoli przekierowuje swoją energię z innych na siebie. Zagłębiając się w sobie zaczyna rozumieć, że nie musi zasługiwać na miłość poświęcając siebie, że jego wartość nie leży w tym ile dał innym. Doznaje olśnienia, że rezygnacja z siebie była formą przemocy, którą sam sobie fundował. Pojmuje, że nie musi tracić energii na walkę o bycie zrozumianym i zaczyna oszczędzać swoją energię, zaczyna przekierowywać ją do wewnątrz siebie i wzmacnia swoją wewnętrzną siłę. Podczas tej transformacji empata zaczyna słuchać siebie, spotyka się z swoim cieniem i próbuje zaopiekować się sobą. Ta świadoma konfrontacja z wypartymi, nieakceptowanymi częściami siebie pozwala mu je zrozumieć i zintegrować, a nie zwalczać. Staje się bardziej niedostępny dla innych... ale nie dlatego, że nagle stał się zimny tylko dlatego, że przestał ignorować własny ból. Dla wielu osób ten przełom to początek wielkiej i często trudnej przemiany wewnętrznej, która powoduje odejście od wzorca ratownika i świadomy powrót do siebie jako istoty pełnej godności...

Taak, to prawda, o czym piszesz. Czasami ta zbyt mocna empatia może być zgubna. Trzeba mieć to w ryzach. Ja kiedyś też tak miałam, ale życie uczy pewnego dystansu do tego. Zawsze jest potrzebny ten złoty środek, wtedy nie gubimy w tym wszystkim siebie.
OdpowiedzUsuńOtóż to - życie i mnie nauczyło :) Pozdrawiam :)
UsuńPięknie napisane. Empata, który przestaje brać wszystko na siebie, wcale nie staje się zimny – po prostu uczy się stawiać granice i dbać o siebie.
OdpowiedzUsuńtak, a to nie jest proste ... to proces obciążający emocjonalnie, który trwa w czasie i wymaga od empaty konsekwencji.
UsuńWszystko w normie, najbardziej wskazane!
OdpowiedzUsuńCiekawy wpis.
Pozdrawiam cieplutko😊
Gdyby zawsze wszystko było w normie nie było by tego wpisu :) Czasem potrzeba czasu by zrozumieć co jest w normie a co nie do końca. Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że będziesz czasem tu zaglądać :) Pozdrawiam :)
Usuń